Nowości książkowe

Relacje

 


Odliczanie  do wystawy roku

 

Trzy lata przygotowań, tysiące wysłanych i odebranych maili, dziesiątki dokumentów do wypełnienia - wszystko po to, by zorganizować największą wystawę w historii Muzeum Sztuki w Łodzi i jedną z ważniejszych w Polsce. Już od 14 grudnia w ms2 można obejrzeć prace największych artystów XX i XXI wieku: Pabla Picassa, Wassily’ego Kandinskiego, Paula Klee, Mariny Abramović czy Fernanda Léger. W sumie około 400 dzieł, z których ponad 100 będzie można zobaczyć w tej części Europy po raz pierwszy.

Wystawa „Korespondencje. Sztuka nowoczesna i uniwersalizm” jest spotkaniem dwóch niezwykłych kolekcji sztuki dwudziestowiecznej. Zbiory Muzeum Sztuki w Łodzi zostaną zestawione z dziełami ze znanej szwajcarskiej kolekcji – Kunstmuseum Berni pokazane w ramach jednej wystawy. Mimo, że zbiory powstawały całkiem niezależnie od siebie: z innych pobudek, w innym miejscu, są do siebie uderzająco podobne, zawierają nawet dzieła tych samych artystów. W tym spotkaniu nawiązuje się dialog nie tylko między pojedynczymi dziełami, ale także historiami powstawania obu kolekcji czy stojącymi za nimi wizjami sztuki. Stąd też narodził się pomysł na tytuł wystawy: „Korespondencje”. Symetria zbiorów zainspirowała kuratorów do zadania pytań o uniwersalizm sztuki: o to czy istnieje język sztuki zrozumiały dla każdego tak, jak chciała tego międzywojenna awangarda?

 

Kolekcję łódzką zainicjowali w 1929 roku polscy artyści - Władysław Strzemiński, Katarzyna Kobro, Henryk Stażewski, Jan Brzękowski i Julian Przyboś działający jako grupa „a.r.” w Łodzi i w Paryżu. Udało im się pozyskać w darze dzieła od czołowych twórców europejskiej awangardy, m.in. Pabla Picassa, Sonii Delaunay i Hansa Arpa. Od samego początku zakładali ich publiczną prezentację.

 

Historia szwajcarskich zbiorów jest o ponad dekadę dłuższa. Stworzył ją Herman Rupf (1880-1962), bogaty mieszczanin, filantrop i biznesmen. Kupował dzieła sztuki na prywatne potrzeby i z osobistej pasji. Zapisał się na kartach historii jako pierwszy kolekcjoner sztuki abstrakcyjnej i współczesnej w Szwajcarii. Pierwsze prace kupił już na początku XX w., ostatnie pod koniec lat 50. tego samego stulecia. Rupf, tak jak artyści z grupy „a.r.” pozyskiwał prace w Paryżu, ówczesnym epicentrum życia artystycznego. Kolekcja biznesmena była przede wszystkim ozdobą dla jego domu. Dopiero w latach 50. Rupf zdeponował ją w berneńskim Kunstmuseum i założył fundację - Rupf Stiftung.

Ekspozycja „Korespondencje. Sztuka nowoczesna i uniwersalizm” to prezentacja panoramy sztuki XX i XXI w. Pośród 400 prac w ms² w Łodzi będzie można obejrzeć dzieła takich artystów jak: Pablo Picasso, Wassily Kandinsky, Paul Klee, Marina Abramović, Louise Bourgeois, Piet Mondrian, Donald Judd, Lucio Fontana, Meret Oppenheim, Claes Oldenburg, Bill Viola, James Lee Byars, Hans Arp, Max Bill, Ali Kazma. Po raz pierwszy w Polsce będzie też można zobaczyć tak szeroki wybór materiałów archiwalnych poświęconych sztuce tego okresu: zdjęcia przedstawiające wizerunki artystów, listy i dokumenty, które naszkicują kontekst historyczny towarzyszący powstawaniu obu zbiorów.

Wystawa jest podzielona na dwanaście części, tzw. pasaży, odpowiadających kluczowym doświadczeniom historycznym XX i XXI wieku i nawiązujących do lektury Waltera Benjamina – „Pasaże”. Ekspozycja w ms2 - tak jak zbiór luźno pisanych notatek Benjamina - dzieli się na pozornie niepowiązane ze sobą części, poprzez które jednak kuratorzy próbują na nowo zinterpretować sztukę ostatniego stulecia. Każdemu z pasaży nadana została specyficzna forma architektoniczna, stanowiąca jego przestrzenną interpretację, opracowana przez Krzysztofa Skoczylasa. Poprzez kolejne pasaże (zatytułowane m.in. „Niesamowite zamieszkiwanie”, „Polityka marzenia”, „Praca dowcipu”) prowadzić będą widzów słowno-obrazowe interwencje artysty Tomasza Kozaka, korespondującego w ten sposób z ideą kuratorów. Obok informacji o koncepcji danego pasażu, pojawia się też symbolizowana przez czarny czworobok „czarna skrzynka”, z której odsłuchać można opowieści o nieskończonej i jednocześnie niespełnionej katastrofie nowoczesności. Głos ten jest przeciwny ujęciom proponowanym przez kuratorów.

 

Ekspozycji dzieł najwybitniejszych artystów XX wieku będzie towarzyszył bogaty program edukacyjny dla dzieci i dorosłych oraz specjalnie przygotowany blok projekcji filmowych. Powstał także prawie 1000-stronicowy katalog „Korespondencje. Sztuka nowoczesna i uniwersalizm”, zawierający teksty poświęcone kolekcjom oraz reprodukcje prezentowanych prac. Album będzie swoistym kompendium wiedzy na temat sztuki XX i XXI w.

 

Wystawa „Korespondencje” została przygotowana przez Muzeum Sztuki w Łodziwe współpracy z Rupf Stiftung oraz Kunstmuseum w Bern. Można będzie oglądać ją w ms² do 30 czerwca 2013 r.Po jej zamknięciu, część kolekcji sztuki XX i XXI wieku z Łodzi zostanie zaprezentowana w Kunstmuseum w Szwajcarii.

 

 

Muzeum Sztuki w Łodzi

ms2, Łódź, ul. Ogrodowa 19

14 grudnia 2012 – 30 czerwca 2013

 

 

Kontakt prasowy:

Muzeum Sztuki w Łodzi

Dział Promocji

Aneta Dalbiak

665 180 083

 

 

 

Od kuratorów:

Wystawa Korespondencje. Sztuka nowoczesna i uniwersalizm to rozległy pejzaż ― wielowątkowa panorama sztuki XX i XXI w. W jej ramach przedstawione są kluczowe zjawiska ostatniego stulecia w ich aktualnym znaczeniu. Opowieść o nich współtworzą korespondencje między dziełami sztuki, słowne i obrazowe interwencje Tomasza Kozaka oraz niesamowita przestrzeń wystawy zaprojektowana przez Krzysztofa Skoczylasa.

W pejzażu wystawy spotyka się około 400 dzieł sztuki nowoczesnej i współczesnej - m.in. dzieła Pabla Picassa, Meret Oppenheim i Roberta Maciejuka, Billa Violi, Magdaleny Abakanowicz i Mirosława Bałki albo Paula Klee, Katarzyny Kobro, Louise Bourgeois czy Tamásza Kasásza i Koła Klipsa, jak również Georgesa Braque’a, Douglasa Daviesa i Aleksandry Ska. W tych spotkaniach ujawniają się zaskakujące, zagadkowe korespondencje między doświadczeniami zawartymi w dziełach.

W wystawie zostaje rozpięta sieć relacji między dziełami, słowno-obrazowymi interwencjami Tomasza Kozaka, tekstami pochodzącymi z różnych tradycji filozoficznych i literackich oraz złożonymi formami przestrzennymi. Tworzenie korespondencji między tymi elementami inspirowane jest sposobem, w jaki Walter Benjamin konstruował w latach 1927-1940 swoje „Pasaże” ― śmiałą próbę sformułowania materialnej historiografii. Na wystawie Korespondencje. Sztuka nowoczesna i uniwersalizm historyczna materia ― dzieła sztuki, materiały archiwalne, fragmenty tekstów i interpretacji ― zostały pogrupowane w dwanaście pasaży, odpowiadających kluczowym doświadczeniom ostatnich stu lat: Stracony list, Zakrzywianie przestrzeni, Niesamowite zamieszkiwanie, Praca dowcipu, Obietnice śmierci, Piękno nowoczesne, Odbicia narcyza, Materializacja spojrzenia, Uwiedzenie codziennością, Estetyka utowarowienia, Kryzysy i nowe porządki oraz Polityka marzenia.

Jednocześnie wystawa stawia pytanie o rolę sztuki nowoczesnej w tworzeniu ponadnarodowej kultury, a ściślej o możliwość uniwersalizacji. Powodem tego pytania jest niezwykła symetria między dwoma zbiorami ― między kolekcją Rupf Stiftung i Kunstmuseum Bern, a kolekcją Muzeum Sztuki w Łodzi. Mimo odmiennych założeń i powodów, dla których zostały stworzone oraz odmiennych warunków, w jakich były rozwijane przez kolejne dekady, są one uderzająco symetryczne, a nieraz – niemal identyczne.

W Szwajcarii Hermann Rupf, berneński przedsiębiorca, jeden z pierwszych kolekcjonerów sztuki awangardowej na świecie, kupował dzieła sztuki na prywatne potrzeby i z osobistej pasji. Dzięki bliskim relacjom z czołowym paryskim marszandem, Danielem-Henrym Kahnweilerem, kupował za jego namową dzieła m.in. Picassa, Braque’a, Klee czy Kandynskiego już od 1907 r., czasem wręcz w roku ich powstania. Początkowo miejscem ekspozycji prac były wnętrza jego prywatnego mieszkania oraz biura. Ponieważ jednak Rupf w sztuce widział narzędzie społecznej przemiany, rozpoczął już od lat 40. starania o ulokowanie zbioru w publicznej instytucji. W końcu, poprzez fundację jego imienia, przekazał swój zbiór do Kunstmuseum Bern w 1954 r., gdzie jest on nadal poszerzany.

W Polsce artyści i poeci z grupy „a. r.”, z inicjatywy Władysława Strzemińskiego, od 1929 r. prowadzili akcję – głównie w Paryżu – pozyskiwania dzieł do mającego powstać w Łodzi muzeum. Twórcy awangardy – m.in. Max Ernst, Fernand Léger, Hans Arp czy Alexander Calder – proszeni byli o przekazanie w darze dzieł dla Międzynarodowej Kolekcji Sztuki Nowoczesnej. Powstaniu kolekcji od samego początku towarzyszyła zatem idea publicznej prezentacji dzieł. Przekazanie zbioru do łódzkiego Muzeum i udostępnienie go ogółowi, które nastąpiło już w 1931 r., stanowiło element realizacji kluczowego zadania sztuki awangardowej ― przekształcenia rzeczywistości. W efekcie powstała jedna z pierwszych muzealnych kolekcji awangardy na świecie. Trzon kolekcji Muzeum Sztuki w Łodzi, dar grupy „a. r.” był uzupełniany o kolejne dzieła sztuki nowoczesnej i jest poszerzany do dziś.

Na przykładzie dwóch wyjątkowych kolekcji, wystawa Korespondencje. Sztuka nowoczesna i uniwersalizm stanowi próbę postawienia pytania o znaczenie sztuki dziś. A ściślej – o możliwość, a nawet potrzebę uwspólnienia doświadczeń kulturowych we współczesnym, zglobalizowanym świecie.

Kuratorzy: Jarosław Lubiak i Małgorzata Ludwisiak

Referencja dialektyczna: Tomasz Kozak
Architektura wystawy: Krzysztof Skoczylas
Koordynacja: Weronika Dobrowolska-Sitarek

 

 

 

 


Zanim zgaśnie ostatnia świeca -

zaduszkowy wieczór wspomnieniowy krakowskich poetów

 

    Dwie i pół godziny paliły się świece w pięknym lichtarzu w Sali Fontany Klubu Dziennikarzy Pod Gruszką. Dwie i pół godziny krakowscy poeci wspominali w ich blasku nieżyjących kolegów literatów. Czytali ich utwory, recytowali wiersze im dedykowane, przypominali biogramy artystyczne, przywołując momenty, niekiedy zabawne, i takie, które szczególnie wpisały się w pamięć. Wspominali aż do chwili, gdy krakowski Salon Europy (czyt. Rynek) rozświetlił się latarniami, zaakcentował piękno architektury starych kamienic. Aż Wieże Mariackie dotknęły gwiazd.

Było wyjątkowo uroczyście. Mistycznie. Metafizycznie.

Nastrój literackich zaduszek spotęgowały utwory Fryderyka Chopina, które wykonała studentka Akademii Muzycznej Izabela Jutrzenka Trzebiatowska.

 

     Wieczór rozpoczął się cyklem wspomnień o Tadeuszu Śliwiaku, spoczywającym w Alei Zasłużonych na Cmentarzu Rakowickim. Cyklem, bo o znakomitym poecie, autorze literatury dziecięcej, aktorze, dziennikarzu, tłumaczu obszernie i interesująco mówili prowadząca spotkanie wiceprezes KO ZLP Joanna Krupińska-Trzebiatowska, Jan M J Masłyk, Maciej Naglicki, a także zaproszona przez Organizatorów żona Tadeusza Śliwiaka oraz córka Weronika Śliwiak, która odczytała własny wiersz dedykowany ojcu. Pani Anna Krupska-Śliwiak zwróciła się z prośbą do KO ZLP o wznowienie wyboru wierszy Tadeusza Śliwiaka  z okazji 20. rocznicy jego śmierci. O recital piosenek, do których tekstu użyczył autor „Dotyku”(1989).

 

     Marzena Dąbrowa Szatko podzieliła się wspomnieniami o Jerzym Harasymowiczu, piewcy Bieszczad, nad którymi w 1999 roku zostały rozsypane prochy poety, ale tablica upamiętniająca autora kilkudziesięciu tomów poezji znajduje się  przy  bramie głównej Cmentarza Salwatorskiego z fragmentem jego wiersza: „Tak gotowym być trzeba/Do każdej ludzkiej podróży/Tak decydują w niebie/Lub serce nie chce już służyć” .

 

     O zmarłej w zeszłym roku Annie Kajtochowej mówił mąż Jacek Kajtoch (obecna była na spotkaniu córka Państwa Kajtochów) oraz Joanna Rzodkiewicz, która odczytała jej liryki z tomów: „Nie jestem biegła w tajemnicy duchów” i „Zza porannych mgieł”.

 

     Przywołano podczas literackich zaduszek utalentowanego wszechstronnie tatrzańskiego barda Jerzego Tawłowicza, który odszedł od nas w lutym tego roku. Wiele ciepłych słów o poecie powiedziała współprowadząca wieczór Magdalena Węgrzynowicz-Plichta i Joanna Pociask-Karteczka, które zacytowały kilka utworów zakopiańskiego twórcy. Zaszczyciła nas swą obecnością żona autora „Serca z widokiem na Giewont”(2011) Anna Tawłowicz, która nie zabrała głosu z powodu wzruszenia, ale powiedziała przed spotkaniem, iż przygotowuje do druku tom niepublikowanych jego utworów. – To wyjątkowej urody wiersze – wyznała, dziękując przy tym za naszą pamięć o najbliższej jej osobie.

 

     Wiersze Ryszarda Rodzika, poety, radiowca, twórcy warsztatów „Każdy rodzi się poetą” i audycji radiowej o tym samym tytule wyrecytował Tadeusz Nowak, a Irena Kaczmarczyk upamiętniła też  „Ojca Poetów” liryczną impresją „Nie umierają”.

 

     Z dużym poczuciem humoru o literatach skupionych wokół periodyku literacko-artystycznego „Zebra”, wydawanego w Krakowie w latach 50-tych, opowiadali dr Jacek Kajtoch i Andrzej Torbus. We wspominkach pojawiły się nazwiska m.in. Andrzeja Bursy, Tadeusza Śliwiaka, Jana Zycha, Tadeusz Szai, Ryszarda Kłysia, Wincentego Fabera, Mariana Czepca.

 

    Danuta Perier-Berska i Dorota Lorenowicz przywołały wierszami Wandę Tatarę-Czopek, Katarzynę Sztompkę i Marię Hanik.

 

    Zaduszkowe utwory odczytali także: Jerzy Stanisław Fronczek, Wiesław Jarosz, Janusz Kutyła, Paweł Kuzora, Małgorzata Pfisterer, Halszka Podgórska-Dutka, Artur Rotter i Zdzisław Sękowski. Autorzyprezentowali wiersze dedykowane swoim bliskim, a także krakowskiej noblistce Wisławie Szymborskiej.

 

    Aby nie pominąć żadnej osoby przywołanej tego wieczoru pod niecodziennie podświetlone stiuki Sali Fontany należy jeszcze wymienić prozaika i satyryka Leszka Marutę oraz malarza, poetę Ryszarda Zielińskiego, o których przypomniał w dedykacjach Maciej Naglicki.

 

    Przy gasnących już świecach odczytała swój wiersz członkini Koła Młodych  KO ZLP Renata Batko i Magdalena Węgrzynowicz-Plichta, recytując utwór poświęcony wszystkim, którzy tęsknią.

 

    Zorganizowany przez Krakowski Oddział Związku Literatów Polskich otwarty wieczór literacki „Non omnis moriar” zakończył się o godz.20.30. Trwał do wygaśnięcia ostatniej świecy. Do ciemności, która zwielokrotnia refleksje. Nad sensem istnienia. Siłą poezji. Przemijaniem. Pobądźmy jeszcze przez chwilę z poezją nieżyjących autorów:

 

 

JERZY HARASYMOWICZ

 

Życiorys
 
Nawet nie wiem
jak tam sprawy
za lasem
 
Rano wstaję
poemat chwalę
biorę się za słowo
jak za chleb
 
Nie zważam na mody
byle jakie
 
Piszę wyłącznie
uczuć starym
drapakiem

 

 

ANNA KAJTOCHOWA

 

 * * *

Młodość
trzeciego wieku
klejnot kryształu
w obręczy lasu
i zielonej łąki

z mgły snuję nitki
z szuwarów plotę koszyki
i wtykam wewnątrz
rozbiegane echo

jak spokojnie głos niesie
wieczorną godziną
coraz dalej
coraz bliżej
do ptasich gniazd
do gwiazdy nieba

i do ciebie

 

 

RYSZARD RODZIK

 

* * *

 

Wszystkiemu

winne są skrzydła

 

Wzniosłeś się  zbyt wysoko

zawiniły skrzydła…

Zmęczyłeś się długim lotem

zawiniły skrzydła…

Upadłeś na samo dno

zawiniły

Widzisz

jak trudno być aniołem…

 

 

TADEUSZ ŚLIWIAK

 

Ta nasza młodość

 

Ta nasza młodość z kości i krwi
Ta nasza młodość co z czasu kpi
Co nie ustoi w miejscu zbyt długo
Ona co pierwszą jest potem drugą
Ta nasza młodość ten szczęsny czas
Ta para skrzydeł zwiniętych w nas

Ona jest wśród kamieni
Rwącym światłem strumyka
Wiewiórkami po drzewach
Po gałęziach pomyka

Ona iskrą w kamieniu
Ona mlekiem w orzeszku
Ona świata ciekawa
Jak miedziany grosik w mieszku

Ona kwiatem we włosach
Octem w jabłkach jest pierwszych
Gorzką pianą na piwie
W świata gwarnej oberży

Buntem jest niespełnionym
Co na serce umiera
Ona tylko to daje
Co innemu zabiera

 

 

KATARZYNA SZTĄPKA

 

Każdy dzień to święto

 

starzeję się powoli
łagodnie
bo plecak na ramionach
i rower
pozwalają
spowolnić czas

to nic
że wiele nie mogę
bo zdrowie nie to

ale
skoro  ŻYCIE
dało szansę
to powalczę
spokojnie
łagodnie
bo plecak na ramionach
i rower

 

 

WANDA TATARA-CZOPEK

 

Pożegnanie

 

Coraz bliżej to podglebie, które duszy,
przyrzeczono w Niebie,
ale większość wie,
że nie czekają
przy wejściu
honorowe salwy,
najwyżej
w miłosiernych rękach
kolorowe malwy.
Malwy są wysokie,
więc może
ich korzeni się uchwycę
i jeszcze raz ostatni
oczy światem zachwycę.

 

 

JERZY TAWŁOWICZ

 

Nieznany poeta w czas Apokalipsy

 

mógł to zrozumieć tylko wierszem
kiedy się od tłumaczeń pospolitych
bronił metaforą

że świat zwariował wokół
że się niebo wali na głowę
wypraną z nadziei do czysta

nawet śmierć tragiczną
oswajał słowem rojąc zasypianie
snem jak kamień twardym
i wiecznym jak kamień

podłość kąsała serca
gniew darł pazurami

a on krok za krokiem
uciekał w głąb siebie
jakby już azyl tylko w sercu na dnie
gdy jeszcze żywiej bije na widok gołębia
i jętki jednodniówki nad kawałkiem błota

przeżyć mógł tylko za tarczą słów
za wiarą
więc zapisywał maczkiem drobnym
wszystkie kolejne kartki dni

 

Kraków, 11.11.2012

tekst: Irena Kaczmarczyk

 

 

 

Z daleka i bliska

 

Pochodzę z małego miasteczka Zelowa, położonego w środkowej części Polski. Dumni jesteśmy z tego, że tutaj przez ponad dwieście lat zachowana została wiara, dla której nasi przodkowie musieli opuścić Ojczyznę. Tutaj spełnione zostały ich pragnienia, aby założyć osadę, w której będą mogli swobodnie głosić Słowo Boże, pielęgnować tradycje wyznaniowe, porozumiewać się w ojczystym języku.

Wiedzieliśmy, że bardzo wiele lat temu, niektórzy z mieszkańców Zelowa i okolicznych miejscowości, takich jak: Kuców, Pożdżenice, czy tez Faustynów wyjechali na Wołyń, a niektórzy jeszcze dalej, na południe Ukrainy. Z opowiadań ks. Piotra Brodskiego, a także  kilku osób, które wraz z nim odwiedziły mieszkańców Ukrainy, wiedzieliśmy, że tam żyją nasi bracia, rozmawiający po czesku i to z akcentem i słownictwem takim jak  w Zelowie. 

Z zadowoleniem przyjęliśmy więc propozycję ks. Brodskiego, by odwiedzić rodaków mieszkających niedaleko Odessy. W wyjeździe wzięli udział: ks. Brodský (organizator wyjazdu), Dawid Urban i Zdenek Turek z Czech, Wiera Pospiszył i Mikolaj Pejga z Zelowa, Bożena Prajzendanc z Bełchatowa, Karol Niewieczerzał z Kleszczowa i Jarosław Stejskał      z Łodzi.

Po kilku chłodnych dniach przywitał nas w Zelowie słoneczny poranek 25 kwietnia 2012 roku. Z nadzieją na szczęśliwą podróż wyruszyliśmy na Ukrainę, do miejsc bardzo odległych od Zelowa. Grupa, mimo znacznej różnicy wiekowej, szybko się zintegrowała. Łączył nas głównie cel wyjazdu  oraz język czeski, mimo jego różnych zabarwień słownych. Szybko i bez problemu dojechaliśmy do miasta granicznego, Rawa Ruska, a następnie na teren Ukrainy. Zastała nas noc, a potem ulewa  utrudniała szybką jazdę. Trudy podróży w potokach deszczu i wyboista droga, zmęczyły nawet wytrawnych kierowców. Po dwóch, a może trzech godzinach wypoczynku ruszyliśmy w dalszą drogę. Ukraina o świcie otworzyła swoje uroki. Droga, jak rozwinięta wstęga, pięła się hen daleko w górę, dokąd mógł tylko sięgnąć wzrok. Po prawej stronie, aż po horyzont, rozciągał się pagórkowaty obszar zieleni, po lewej zaś bezmiar żółtych pól rzepaku lub też innej oziminy. Godziny jazdy, a tylko zmieniały się ubarwienia pól lśniących w porannym słońcu. Tylko gdzieniegdzie wił się  barwny wąwóz porośnięty krzewami i zaroślami. Brak tylko na tych polach zajęcy z sterczącymi słuchami, zgrabnych sarenek, czy też innej leśnej zwierzyny. Stukot kół po wyboistej drodze uzmysławia nam, że to jest żywa przyroda, a nie obraz trójwymiarowy. Byliśmy przekonani, że tylko Pan Brodský zna drogę do celu. Gdyby jednak zdarzyło się nieszczęście,  wśród tych pól malowanych zbożem rozmaitem, jak to pisał nasz wieszcz narodowy, któż by nam udzielił pomocy? Tylko ptaki, które nie znają granic ćwierkały radośnie, tak samo jak w naszym kraju. Bociany czarno-białe, jakby w drodze do polskiej krainy, a może na zielone zelowskie łąki, odpoczywały teraz gromadnie na przydrożnych drzewach. W Polsce można zobaczyć bociana stąpającego po łące, sejmik tych ptaków przed odlotem do ciepłych krajów, albo też drogę  z licznymi gniazdami na drzewach w pobliżu Tykocina i Knyszyna, ale drzemiących na gałęziach tak wielkich ptaków, raczej się nie spotyka. Tutaj przydrożne drzewa, które obsiadły bociany, wyglądały jak barwne pióropusze. Szkoda tylko, że  aparat fotograficzny nie zdążył uchwycić tego widoku. 

Po wielu godzinach jazdy ukazała się tablica z napisem: „БОГЕМΚΑ” (BOHEMKA). Niskie domki gęstej zabudowy, wzdłuż długiej drogi rozwidlonej w połowie swojej rozciągłości, lśniły bielą albo kolorem niebieskim przyozdobionym granatem. „Gdzie tu mieszka Ludmiła Sverdlova?” – sam siebie pytał farař Brodský – „Byłem tu tyle razy! Te domki są tak do siebie podobne!” – Domek obok domku, szczytem do drogi, każdy z letnimi werandą przy wejściu, wyglądały jak klocki ustawione na planszy dziecinnej układanki. Nie myliło przeczucie przewodnika, wnet od ganku witała nas uradowana pani Ludmiła – „Dobré ráno  Petře, prosim pojďte dále”. – „A to moji přitele, ktere sem sebral s sebou” – odpowiedział uśmiechnięty pan Farař. Po wielu godzinach jazdy szczęśliwie dotarliśmy do celu naszej dzisiejszej podróży.

Podczas popołudniowej przechadzki w stronę kościoła, to tu, to tam usłyszeliśmy radosne pozdrowienia – „Dobrý den, jsem Pospišilova lub Jančikova”. – To tak, jakby cofnął się zegar o parę lat i wędrujemy drogami Zelówka, Faustynowa, Pozdżenic, czy też Kucowa. „Tutaj po drugiej stronie drogi były dawniej stawy, teraz porośnięte są trawą i pasą się tam jagnięta” – objaśniała z uśmiechem pani Ludmiła, –  „a za tą łąka, w białym domku mieszka Jósef Jančik /Jančik, nasz wieloletni kaznodzieja, a nieco dalej  babcia, moja mama”. Karol i Wiera, którzy  byli bardzo dociekliwi, pytali mieszkańców osady, o Pospiszyła, Kulhawego, Jancika, a także o ich bliskich z rodziny albo dawnych sąsiadów, którzy przed wielu laty opuścili swoje skromne domy w Zelowie, w poszukiwaniu lepszych warunków do życia, wyjechali  na Wołyń, a potem aż na daleką Ukrainę. – „Tak, to był brat mojej babci, a inny to bliski z rodziny” – zaspakajał jeden z mieszkańców ciekawość Karola, który szukał rodzinnych korzeni. Dziś już ich nie ma wśród nas, są tylko na cmentarzu ich skromne mogiły.     

„Dawniej nasza wioska była ładna, każdy dom zadbany, mieszkały tutaj tylko nasze czeskie rodziny” – wspominała pani Ludmiła. „Teraz każdego dnia trosk przybywa, brak miejsc do pracy, a język czeski zanika”. Ten pesymizm wynika z troski o pogodne jutro, o zachowanie tradycji kościoła. Dla nas, gdy słyszeliśmy małe dzieci, a także ich rodziny jak rozmawiają przed domem w języku czeskim, takim zelowskim,  napawało nas to wielką radością. My im tego zazdrościmy. Była też podczas całej drogi dyskusja, czy rdzennym ojczystym językiem jest czesko – zelowski, czy też czeski praski  ze swoimi naleciałościami. Dowodem na prawdziwość zelowskiej  tezy było potwierdzenie mieszkańców Bohemki i Veselynivki o prawidłowej nazwie łyżki stołowej „žlice”, a nie jak to przekręcili Czesi znad Wełtawy  na lžice”. Podczas podróży, nikt nikogo nie przekonał, która wersja jest poprawna źlice. Rozstrzygnięcia sporu można byłoby znaleźć w dziele Jana Amosa Komeńskiego  „Bogactwo języka czeskiego” /Poklad jazyka českého/. Ku ubolewaniu, dzieło to, które Komeński przygotowywał przez ponad 40 lat spłonęło podczas pożaru Leszna w 1656 roku.

Pośrodku osady zbudowany został, przed niewielu laty, malowniczy kościółek, z kielichem na zewnętrznej ścianie – herbem Husytów. Kościół skromny w wystroju, jak zresztą wszystkie kościoły ewangelickie tradycji Braci Czeskich. W jednym z pomieszczeń kościoła znajduje się biblioteka wraz z częścią muzealną –  księgozbiorom przywiezionym tutaj przez ich ojców. Wśród nich znajdują się: Katechismus  Českých bratři, který sestavil Ssikora z Husince, Postylla - / sbírka kázání z roku 1764/, Kázání nedělni a svátečni z 1864, Biblí svatá podle posledního vydáni kralického z roku 1613, Pisně cestou života 1904, Chléb života    postila z roku 1892, Harfa siońská vydaná v Zelově na přelomu 19. a 20. století.

Dzieje osady Bohemka przybliżył nam Józef Jančik /Jancik/, dziś już w podeszłym wieku,  wieloletni kaznodzieja zboru. Przed wojną w tej osadzie mieszkali tylko Czesi, za wyjątkiem pana Schulza, z pochodzenia Niemca oraz Żyda, właściciela arendy. Pan Jančik,  wspominał jak w latach głodu na Ukrainie Czesi sobie pomagali. Dzielili się ostatnią marchewka, jednym ziemniakiem, który udało im się przechować. To dzięki wzajemnej pomocy, uczciwościi wierności Słowu Bożemu, udało im się przetrwać najtrudniejsze chwile w ich życiu. Niektórzy mieszkańcy osady w poszukiwaniu lepszych warunków życia wyjechali aż nad Bajkał, jednak stamtąd wrócili do Bohemki, bo takiej radości i sposobyżycia życia, jaka była wśród Braci Czeskich, nigdzie indziej nie znaleźli. Na pożegnalnym nabożeństwie  w tutejszym kościółku śpiewaliśmy wspólnie pieśń  nr 3 z Harfy Syjońskiej: 

 

Vždy veselí, vždy veselí, co den ať slunce září,

krásná ta cesta života jeho, vždycky buďme veselí.

 

Tak to  wygląda ta daleka Ukraina, dziś widziana z bliska.

 

Inaczej wygląda życie w Pervomajsku, drugiej miejscowości będącej celem naszych odwiedzin. Tutaj wkracza nowe życie, następuje ekonomiczny rozwój miasta.W rozgałęzieniach trzech rzek usadowiły się od dawien dawna trzy dzielnice mieszkalne: polska, ukraińska i turecka. Do tego miasteczka przybywa w poszukiwaniu pracy coraz więcej mieszkańców z okolicznych osad rolniczych. Sądzi się, że wraz z rozwojem miasteczka nastąpi także rozwój Zboru ewangelickiego. Zbór  jest mały, to jednak nabożeństwa odbywają się regularnie w przytulnym, choć prowizorycznie przystosowanym Domu modlitwy. Przyjaciele ze Zboru w Zelowie podarowali Zborowi w Pervomajsku własnoręcznie wykonany szklany świecznik, który  będzie im służył podczas nabożeństw. Zbór tutejszy z nadzieją patrzy na lepsze jutro. Tego i my, pobratymcy z Czech i Polski, serdecznie im życzymy.

Z niemniejszym zainteresowaniem niż wizyta w Bohemce i Pervomajsku oczekiwaliśmy na spotkanie z mieszkańcami Veselynivki. O tej miejscowości  wiele już słyszeliśmy oraz  czytaliśmy od osób, które odwiedziły ten zakątek Ukrainy. Po drodze z Bohemki do Veselynivki przejął nas widok przedstawiały opuszczonych zabudowań, porośniętych chaszczami zagród.  Nagle przed nami pojawiła się długa, gęsto zabudowana, zadbana osada. Wokół każdego domu ogarnięte obejście z pnączami winorośli. O tej porze roku winorośl była jeszcze ospała, ale lada dzień miała okryć się zielenią, a potem winnymi kiściami. Tylko pozazdrościć można tego pięknego widoku. Tutaj przynieśli swoją kulturę i obyczaje Bracia Czescy. Przy wjeździe do osady, ku naszemu zaskoczeniu i zbudowaniu, zobaczyliśmy przy drodze sporej wielkości emblemat z napisem: „Veselynivka czeska”.

To tutaj, jak nigdzie indziej, podczas spaceru po osadzie, rdzenni Ukraińcy pozdrawiali nas – „Zdrastwujtie, wy bratia?”  Stojąca przy ogrodzeniu mieszkanka, zaprosiła nas do swojego domu –  „Ja też pochodzę z Pospiszyłów” – powiedziała i rozmowa wartko się potoczyła o koligacjach, zwyczajach i wystroju mieszkania. Na koniec spotkania  mieszkanka Veselynivki podarowała ręcznie haftowane serwetki rodaczce z dalekiego im Zelowa.

Pośrodku osady lśni w zachodzącym słońcu skromny  kościółek, z widocznym z daleka czerwonym dachem. Aż serce rośnie z radości, jak się wejdzie w jego progi. Nabożeństwo prowadził, tak jak i w Bohemce i Pervomajsku, pastor Piotr Brodský. Nabożeństwa wzbogacali czytaniem Słowa Bożego oraz muzyką: Daniel Urban i Zdenek Turek z Czech. Podczas nabożeństwa śpiewano z czeskich śpiewników, a ich ulubionym śpiewnikiem jest Harfa syjońska. W Veselynivce przed śpiewem każdej pieśni pastor pytał Zboru: – „śpiewamy według nut, czy też według waszej melodii?” Zdecydowanie przeważały melodyjnie śpiewane pieśni według ich zwyczaju. Pieśni piękne, ujmujące serce, jakby to właśnie teraz, dopiero tutaj, zabrzmiały swobodnie melodie, po uciążliwej wędrówce z Czech  i Moraw, przez Zelów, do tego cichego zakątka kraju.

Z wzruszeniem słuchaliśmy słów pieśni:

  

Jam nigdy nie sam, jam nigdy nie sam.  

Tak mi mój Pan przyobiecał: „Nigdy nie będziesz już sam”

 

Tak, nigdy nie zostaniesz sam Zborze w Bohemce, Pervomajsku, Veselynivce - macie przyjaciół w zborach Czech, a także w małym miasteczku –  Zelowie.

Nabożeństwo zakończyło się, wszystkim dobrze znaną pieśnią (Sbirka Duchovních Písní nr 200): Bůh buď s vámi než se sejdem zas... 

Po nabożeństwie odbyło się spotkanie z członkami Niezależnego Zboru Ewangelickiego, ubarwione wspomnieniami i pieśniami w języku czeskim. Pieśni te już prawdopodobnie zna niewielu  mieszkańców Zelowa. Wieczorem odbyła się jeszcze przyjacielska pogawędka u prezbiterki Marii Provaznikowej z jej rodziną. Stanowiliśmy  jedną wielką rodziną, która się spotkała  po wielu latach.

Rano przywitał nas ciepły świt,  jakby z nami się radował i dziękował za ten wczorajszy i wszystkie dni naszych spotkań. Za chwile ruszymy w powrotna drogę do naszych domów. Pani Maria, która w uściskach nas żegnała, tak wspomina miniony wieczór: „Farář Piotr był u nas tyle razy, ale takiego radosnego jak wczoraj, jeszcze go nigdy nie widziałam”.

Na pożegnanie otrzymaliśmy zaproszenie na Uroczystości 100 rocznicy osady, która odbędzie się 12 sierpnia tego roku, z emblematem České Veselynivky.

Powróciliśmy szczęśliwie do domu z miejsc  odległych, a jednak tak nam bliskich. Miejsc odległych od Łodzi o 1005 km, jak wskazuje to drogowskaz przy głównym bulwarze Odessy. Taką odległość  przemierzyli przed stu laty rodacy z dalekiego Zelowa. Zwiedziliśmy Odessę, wraz z słynnymi „Schodami  Potiomkinowskimi”, dzięki pomocy mieszkających tam Czechów, zaprzyjaźnionych z ks. Brodským.

Dziękujemy przyjaciołom z Bohemki, Pervomajska, Veselynivki i Odessy za gościnę, wspólne nabożeństwa,  umożliwienie nam radosnego i budującego  spotkania potomków czeskich emigrantów, którzy opuścili swoją Olczyznę po heroicznej bitwie na Białej Górze.

  Jarosław Stejskał

 

 


MODLITWA EKUMENICZNA

w Taborze Wielkim

 

na spotkaniu katolików, ewangelików reformowanych

i ewangelików augsburskich

 

16 września 2012 roku odbyło się ekumeniczne spotkanie w dawnym Kościele Ewangelicko-Reformowanym w Taborze Wielkim, który wznieśli emigranci z Czech i Moraw w roku 1885. W spotkaniu udział wzięli: mieszkańcy gminy Bralin z władzami samorządowymi i panem wójtem Romanem Wojtysiakiem, członkowie Zboru Ewangelicko-Reformowanego w Zelowa z prezesem Zboru Karolem Pospiszyłem oraz członkowie Parafii Ewangelicko-Augsburskiej z Kępna.

W Kościele, który dziś należy do Parafii Katolickiej pw. Matki Boskiej Częstochowskiej, uczestnicy wspólnie się modlili, głoszono Słowo Bożei śpiewano znaną wszystkim tym kościołom pieśń: „Być bliżej Ciebie chcę, o Boże mój!”

Wspólną modlitwę „Ojcze nasz” i czytanie tekstów Pisma Świętego prowadzili: ks. proboszcz Ryszard Zieliński z parafii pw. Dziesięciu Tysięcy  Męczenników w Turkowych , ks. Roman Lipiński z parafii Ewangelicko-Reformowanej w Zelowie i ks. proboszcz Krzysztof Cieślar z parafii Ewangelicko-Augsburskiej w Kępnie.

Dzieje „Ziemi Bralińskiej”, wraz z omówieniem interesujących zdarzeń, przestawił pan Jacek Kuropka, członek Stowarzyszenia Przyjaciół Ziemi Bralińskiej. Spotkanie wzbogacił koncert zespołu „Zelowskich Dzwonków”, który prowadzi  Anna Kimmer z Zelowa.

Po wspólnej modlitwie i koncercie nastąpiło odsłonięcie tablicy pamiątkowej na starym cmentarzu ewangelicko-reformowanym w pobliżu Goli. Na tablicy tej umieszczono informację o historii cmentarza oraz dziejach Braci Czeskich, którzy w latach 1749-1946 mieszkali w okolicach Taboru Wielkiego, Taboru Małego i Czermina.

Spotkanie zakończyło się wspólna pieśnią „Pod Twą obronę, Ojcze na niebie”.

Jarosław Stejskał

 

 

 

Aktualne wystawy w Galeriach ODA


Przekroczenie I i Przekroczenie II to dwie odrębne wystawy, mające jeden wspólny punkt zaczepienia jakim jest śmierć. Przekroczenie I to fotograficzna opowieść o artyście Tomku Baranie w obiektywie jego przyjaciela Michała Zawady.

Przedstawiana tam historia jest fikcyjna, ale zdjęcia i wydarzenia na nich uwiecznione jak najbardziej prawdziwe. W przestrzeni pokazane są również prawdziwe prace Barana. Następuje tytułowe „przekroczenie”. Co jest prawdą, a co fikcją? Kto jest artystą, a kto bohaterem wystawy? Gdzie kończy się autorstwo, a zaczyna konstrukcja wydarzeń? Odpowiedzi nie znajdziemy również w zamykających wystawę zdjęciach pogrzebów. Śmierć daje tu pozorną odpowiedź, na pytanie co stało się z artystą?

Wątek ten kontynuowany jest w Przekroczeniu II. Przekraczaniu cienkiej linii życia i śmierci. W galerii zgromadzone zostały prace poruszające temat śmierci, ale nie dotyczący jej bezpośrednio. Abstrakcyjne kształty w wideo Michała Zawady i obrazie Bartka Kokosińskiego wprowadzają w niepokojący stan pustki i zagubienia związanego z przemijaniem i znikaniem. Do tego motywu odnosi się również cykl sześciu fotografii. Zdjęć miejsc naznaczonych śmiercią. Obiekt Mateusza Okońskiego i domek Łukasza Stokłosy krążą wokół momentu śmierci, przed - nadpalony pokój, w którym wydarzyła się jakaś tragedia i po - zasuszone, obumarłe kwiaty cmentarne odarte z ich patosu przez plastikowe kubeczki po jogurtach, w które zostały włożone. Z ostatnią podróżą wiążą się obrazy Marty Sali i Łukasza Stokłosy, monumentalna wiązanka pogrzebowa i bogate karawany. 

Śmierć nigdy nie daje odpowiedzi. Rodzi kolejne pytania.

 

Katarzyna Wąs - kurator wystawy

 

 

Jubileusz Lidii Kosk

 

26 września 2012. Piękny warszawski  jesienny dzień, ten  wieczór to jakby prezent dla Pani Lidii Kosk w dniu jubileuszu 50-lecia jej twórczości.

Kim jest Pani Lidia? Należałoby zapytać, kim nie jest. Prawniczka z wykształcenia, podróżniczka, fotografka, poetka, reżyserka i współtwórczyni Autorskiego Teatru Poetyckiego. To także, a może przede wszystkim  społecznik. Oddana sztuce, ludziom sztuki i po prostu  ludziom potrzebującym wsparcia i pomocy, człowiek. Ponadto zajmuje się historią Polski, między innymi z mężem Henrykiem Koskiem przygotowała dwutomowy słownik Generalicja polska, wydany w latach 1998-2001.

Uroczystość zorganizował Urząd Dzielnicy Mokotów w mokotowskim Centrum  Integracji Mieszkańców przy Wydziale Spraw Społecznych Zdrowia dla Dzielnicy Mokotów.

Pomieszczenie siedziby Integracji wypełniła liczna publiczność, bo też Pani Lidia Kosk zaskarbiła sobie sympatię, szacunek i chyba wdzięczność tych, z którymi życie splotło jej losy. Byli wśród gości sąsiedzi, były dzieci, z którymi w ramach programu edukacyjnego charytatywnie pracuje, autorzy,  którym pomogła wydać zbiorek wierszy i opowiadań Jak drzewo być owocne, wreszcie członkowie teatru ATP. W imieniu władz powitał bohaterkę wydarzenia  pan  Piotr Boresowicz,  zastępca burmistrza  Mokotowa, który odczytał  szlachetną w tonie laudację władz dzielnicy. Były kwiaty, oklaski, wzruszenia.

Potem odbył się sympatyczny wernisaż, pani Lidia zaproponowała fotograficzne studium jednego drzewa, dębu z lasów beniaminowskich, ulubionego drzewa  Autorki. To, co mówiła pani Lidia o tym dębie, brzmiało jak poemat o wybranym człowieku, przyjacielu. Nowy tomik poetki, Jak rzeki do morza, otwiera zdjęcie drogi w lesie. W rozmowie ze mną autorka powiedziała, że „narodziny człowieka są początkiem drogi często trudnej, niespokojnej, a  las jest dla człowieka opiekuńczy”. Pani Lidia dużo podróżuje, jest ciekawa świata. W jej poezji występuje wiele różnych miejsc: Ameryka, Paryż, ale Beniaminów, ów las beniaminowski pojawia się jako bardzo ważne miejsce: „Polska jest dla mnie najważniejsza”, dodaje .

Podróże pani Lidii owocują inspiracjami twórczymi, nowymi, motywami, fotografiami,  a także przyjaźniami. 

Wieczór 26 września to oczywiście czytanie wierszy Lidii Kosk. I tu piękny akcent twórczej przyjaźni  i znowu  szczególny charakter wieczoru . Wiersze w oryginale czytane  były przez Autorkę, swoje przekłady angielskie przeczytał gość z USA, pani Danuta E. Kosk-Kosicka, usłyszeliśmy także tłumaczenia japońskie, które przedstawiła pani  Izumi  Nakamura. Słuchaliśmy jak zaczarowani. Różnobrzmiący ton  trzech pań złożył się na prawdziwy koncert poetycki .

I na koniec wspaniałe rozmowy przy poczęstunku oraz koncert gości z Japonii, panie zagrały utwory japońskie i  popularną ludową piosenkę polską, na tyle znaną, że śpiewaliśmy wszyscy. To był naprawdę fascynujący wieczór.

 

Maja Chadryś-Engelking

 

 

 

 

XIII edycja Wrzosowiska

 

19 sierpnia 2012 roku w Piwnicznej Zdroju odbyło się spotkanie twórców trzech kultur: łemkowskiej, słowackiej i polskiej. W podtytule tej imprezy można było przeczytać, że jest to XIII Międzynarodowe Spotkanie Poetów, Muzyków i Plastyków Karpat oraz XI edycja Międzynarodowego Konkursu Poetyckiego „Sen o Karpatach”.

Impreza rozpoczęła się o godz. 12.30 w Kościele pw. NMP w Piwnicznej Zdroju koncertem muzyki cerkiewnej w wykonaniu chóru „OKTOICH” z Wrocławia.  Po koncercie odbyła się tradycyjny już przejazd  uczestników Wrzosowiska furmankami na Śmigłowskie, do miejsca,  wokół którego rozpościerają  się na zboczach hale porośnięte przepięknymi wrzosami, a w dole, po obydwóch brzegach Popradu, widać Piwniczną wraz przysiółkami. Poeci, malarze, muzycy podziwiali to miejsce, odpoczywaj c pomiędzy wrzosami, gwarzyli o pięknie przyrody i urokach okolicy, a nawet niektórzy śpiewali piosenki i deklamowali swe wiersze. O godz. 16.00 odbyła się polowa msza ekumeniczna, a po niej poczęstunek tradycyjnymi potrawami regionalnymi. Około 17.00 nastąpił powrót furmankami do Pijalni Artystycznej, gdzie o godz. 17.30 rozpoczął się   Koncert Finałowy – „Dymi Kociołek Karpat”, z udziałem  regionalnych kapel  i zespołów tanecznych  z Piwnicznej i Słowacji . Koncert otwarła i prowadziła wieloletnia organizatorka tej imprezy – Barbara Paluchowa, a wspomagały ją: Maria Lebdowiczowa i Wanda Łomnicka-Dulka, a nawet znany poeta łemkowski – Peter Murianka. Ta ostatnia, jak zawsze, występował w stroju Czarnych Górali z okolic Piwnicznej i świetnie posługiwała się ich gwarą.

Podczas kolejnych przerw w  imprezie ogłoszono wyniki IX edycji Międzynarodowego Konkursu poetyckiego „Sen o Karpatach”, którego motywem przewodnim w tym roku był „las karpacki”. Na czele jury, jak W POPRZEDNICH LATACH SATŁ ZNANY POETA KRAKOWSKI – Józef Baran, a skład jury weszły dwie poetki z Piwnicznej: Maria Lebdowiczowa oraz Barbara Paluchowa oraz Piotr Karpiński (poeta i krytyk) z Preszova (Słowacja). Konkurs rozstrzygnięto w Bibliotece Publicznej Miasta i Gminy Piwnicznej Zdrój w dniu 12.07. 2012 roku. Odbył się w dwóch kategoriach: I – dla młodzieży, (do 20. roku ż życia) i II – dla dorosłych. W obydwóch  tych kategoriach na konkurs napłynęło  131  zestawów, ogółem 335 wierszy w języku słowackim i polskim. Po odczytaniu protokołu po konkursowego i wręczeni nagród rzeczowych dla młodych i pieniężnych dla dorosłych, głos zabrał Józef Baran, który podsumował pokłosie kolejnej edycji  Konkursu w przyjaznych słowach dla uczestników i superlatywach dla nagrodzonych. Obecni laureaci mieli możliwość  odczytania swoich nagrodzonych utworów. Barbara Paluchowa zaprezentowała almanach pokonkursowy, w którym zamieszczono wiersz z poprzedniej (z roku 2011) i ostatniej edycji konkursu. Podkreśliła, że tak się stało z powodów finansowych, bo w kryzysie coraz trudniej o sponsorów i pieniążki, o brak których wszystko się rozbija.

Warto nadmienić, że w tym roku w kategorii I jury przyznało następujące nagrody: w kategorii pierwszej:  I m. Barbarze Plutowej (Stara Lubovnia), II. m. Ewelinie Kępczyk (Kraków) i dwie III. m.  - Agnieszce Połomskiej (Tarnobrzeg) i Adamowi Stefunko (Bratysława). W Kategorii II. pierwszego miejsca nie przyznano, ale dwa II. m.: Annie Piliszewskiej (Wieliczka) Katarzynie Zychli (Żory) oraz cztery trzecie: Arkadiuszowi Stosurowi (Kraków), Danucie Haciak (Opole), Magdalenie Cybulskiej (Łódź) i Adamowi Mihalcinowi (Kobyły).

Nagrodę specjalną środowisk twórczych i władz samorządowych Miasta i Gminy Piwniczna-Zdrój za wiersz o Piwnicznej otrzymał Mieczysław Łyp z Rzeszowa, nagrodę Oddziału Nowosądeckiego Oddziału Civitas Christiana otrzymała Marii Rytylewska  z Myszkowa, zaś nagrodę sióstr Łomnickich (Zofii i Wandy) upamiętniających ich ojca leśnika  - Michała Łomnickiego otrzymał Czesław Markiewicz z Zielonej Góry.

 (ISF)

 

 

 

III Ogólnopolski Konkurs Poetycki „O kwiat dziewięćsiła”

w Skomielnej Czarnej

 

Komisja konkursowa w składzie: Kazimierz Burnat  – przewodniczący jury (Wrocław), Marian Cieślik – sekretarz (Skomielna Czarna), Kazimierz Jakubowski (Namysłów), Wiesław Zieliński (Rzeszów), postanowiła przyznać następujące nagrody i wyróżnienia:

I nagroda – Karol Graczyk (Toruń), II nagroda –Celina Depa (Niechobrz), III nagroda) – Alina Mendrala (Siedliska). Wyróżnienie: Waldemar Śliwa (Kraków). Wyróżnienie Wójta Gminy Tokarnia za wiersz o tematyce przyrody górskiej: Krzysztof Kokot (Nowy Targ). Wyróżnienie Prezesa Ochotniczej Straży Pożarnej w Skomielnej Czarnej za wiersz o tematyce pożarnictwa: Krzysztof Kokot (Nowy Targ).

Do publikacji w tomiku pokonkursowym (wiersze z trzech edycji) oprócz wierszy powyższych autorów, wybrano wiersz: Jesienna cisza” – Józefa Kardyś (Czermin).

 

 

Szukaj

Tłumacz

Statystyki

Odsłon artykułów:
439499

Licznik odwiedzin

DziśDziś61
WczorajWczoraj615
W tygodniuW tygodniu676
W miesiącuW miesiącu14534