Nowości książkowe

 

Plakat

 

Plakat

 

Plakat
Przedruk z dwumiesięcznika „Res Humana”, numer 4/2026

 

Piórkiem i piórem

Z Szymonem Koprowskim rozmawia Karol Czejarek

 

Karol Czejarek: Ostatnia Twoja powieść – „Śmierć rysownika” (dodatkowo wzbogacona Twoimi rysunkami) – jest swego rodzaju rozprawą o tym, co się aktualnie dzieje w Polsce, tak bardzo dziś podzielonej politycznie. Zapytam więc o kolejną Twoją powieść, którą masz w planie: o czym ona będzie?

 Szymon Koprowski: Książka, którą mam w tej chwili na warsztacie, powstaje za namową mojego wydawcy, redaktora Witolda Podedwornego z wrocławskiego Wydawnictwa ATUT. „Szymonie – ciągle powtarzał – wychowywałeś się w środowisku twórców: pisarzy, poetów, dziennikarzy, na pewno masz wiele ciekawych wspomnień. Byłoby dobrze, gdybyś przekazał potomnym spostrzeżenia, ciekawostki i anegdoty związane z ludźmi, którzy jeden po drugim odchodzą tam, skąd nie docierają już żadne wiadomości”. Na liście osób, którym poświęcam strony nowej książki, znajdzie się wiele znanych postaci ze świata kultury. W tej chwili, ze względu na trwający proces redagowania wspomnień, wymienię tylko kilku ważnych twórców, znajdujących się w kręgu mego zainteresowania. Są to: Jan Koprowski (mój śp. Ojciec), Jan Izydor Sztaudynger, Wlastimil Hofman, Barbara Kwiatkowska, Kazimierz Dejmek czy Simon Wiesenthal, choć ci wszyscy wymienieni przeze mnie twórcy są już od w innym świecie. Ukazanie wartości tych ludzi – widziane z poziomu codzienności – nie będzie zadaniem łatwym.

Karol Czejarek: Dlatego uważam za bardzo cenne, że będą mogli jeszcze raz być wśród nas, a ich nazwiska staną się zachętą do zdobycia książki już po jej wydaniu. Zresztą na pewno znajdzie się w niej wiele innych ważnych osób, zwłaszcza ze świata literatury. W pełni popieram inicjatywę Twego Wydawcy, gdyż masz wiele smakowitych wspomnień o ludziach, których w swoim życiu spotkałeś, a dziś unieruchomionych „w sztywnych portretach przeznaczonych dla podręczników”.

Twoje dotychczasowe dokonania literackie zapewniają czytelnikom niemałe emocje i głębokie przeżycia. Pozostań w swojej twórczości w prezentacji problemów współczesności, zwłaszcza polskich, w umacnianiu jedności narodowej, sprawiedliwości społecznej, demokracji w najszerszym rozumieniu tego słowa, żeby przykre dla nas w historii zdarzenia już nigdy się nie powtórzyły.

Szymon Koprowski: Dziękuję za te krzepiące słowa. Akceptacja jest potwierdzeniem trafności wyborów, daje siłę i sprawia, że tygodnie i miesiące poświęcone pracy są nagradzane poczuciem głębokiego sensu kreowania literackiej rzeczywistości zawartej w powieściach. I nie chodzi mi wyłącznie o fikcję, ukazywanie nierealnych światów, choć przenikające się marzenia senne i jawa mogą na to wskazywać, jednak używam takich technik wyłącznie po to, żeby wzmocnić dosadność przekazu. Powoduję w ten sposób głębsze przeżywanie problemów współczesności, kryzysu jedności narodowej, ukazując skonfliktowane mniejsze społeczności (blok mieszkalny, szkoła, ulica), w konsekwencji jednak tworzące społeczeństwo. To samo dotyczy szacunku dla samych siebie i narodu, który tworzymy. Staram się wypleniać z narodowej, powieściowej świadomości i dochodzących w niej do głosu nazbyt często, spiskowych teorii dziejów, przekłamań i rycerskich legend, nie zawsze rycerskich rycerzy. Krótko mówiąc, staram się na swój sposób ten rozchwiany moralnie i stojący na głowie świat ustawić na nogach, silnych kolumnach demokracji, zdrowego rozsądku, szukającego porozumienia i porządku priorytetów niezbędnych dla ogólnoludzkiego porozumienia. Oczywiście proponowane porządki należy zacząć od siebie i własnego „domu”. Dlatego moja proza może budzić sprzeciw, ale mam nadzieję, że myślący czytelnik przyzna mi rację.

Karol Czejarek: Czy na Twoje pisanie miał wpływ Twój dom rodzinny, jego atmosfera, Twój ojciec Jan Koprowski – dla mnie znakomity pisarz, swego czasu bardzo w Polsce popularny? W latach wojny pracował jako robotnik przymusowy w Niemczech, a mimo to nawoływał po jej zakończeniu do współpracy z Niemcami, jak i ze wszystkimi naszymi sąsiadami. Dzięki niemu poznałem osobiście m.in. Enzensbergera, Hermana Kanta, Dürenmatta. Jakie jest Twoje zdanie na temat problematyki pojednania i współpracy z Niemcami (ale nie tylko z nimi), gdyż ostatnio ogromnie dużo spiskowej teorii dziejów wokół tej sprawy?

Plakat

Szymon Koprowski: Tak, to wszystko jest prawdą. Mój Ojciec nigdy nie generalizował, nie stawiał nikogo „przed plutonem egzekucyjnym” z powodu germańskich korzeni. Tym bardziej, że podczas pobytu w obozie spotykał się także z Niemcami prześladowanymi przez faszystów. Zamiast rewanżyzmu i siania nienawiści, po prostu szukał drogi pojednania, wykorzystując do tego kulturę. Współpracował z pisarzami krajów niemieckojęzycznych, przybliżając polskiemu czytelnikowi literaturę niemiecką, a niemieckiemu polską. Był zapraszany na sympozja literackie do wielu krajów europejskich. Miał w sobie pasję propagowania pojednania, zrozumienia i na koniec wybaczenia, poprzez europejski język kultury, a szczególnie literatury mówiącej o humanizmie, o wspólnych korzeniach. W naszym domu nie słyszałem oskarżeń czy nienawistnych słów o przedstawicielach innych narodów i ras. Mój Ojciec i jego brat Franek nigdy nie kierowali się uprzedzeniami i odważnie stawali w obronie osób, ratując je przed nienawiścią „zwycięzców”. Znam dobrze historię pięknej Niemki z Bawarii, Charlotte Ebersbach, która wyszła za mąż (po śmierci swojego męża, oficera Wehrmachtu!) właśnie za stryja Franka i zawsze była moją ulubioną ciotką, serdeczną, pełną ciepła. Często mówiła, pytana o niemieckiego męża: „byłam za młoda, żeby zauważyć, że on bardziej kocha politykę i wojsko niż mnie. Dopiero Franek i jego wielka miłość dały mi prawdziwe szczęście, a Polska stała się moją prawdziwą ojczyzną”. Oboje wychowywali troje dzieci, jej i oficera, a po wojnie czwarte, Charlotty i Franka.

Czyli można wznieść się ponad przekleństwo uprzedzeń. Niestety, dziś znów budzą się nacjonalistyczne upiory. Okazuje się, że historia niczego nie nauczyła naprawdę dużej grupy Polaków. Nic do nich nie dociera, oprócz języka skrajnych uprzedzeń. Strach pomyśleć, co by się działo, gdyby skrajni nacjonaliści przejęli władzę w naszej ojczyźnie. Ja w swojej literaturze piętnuję ludzi i ich idee rasowej czystości i jedności w wierze. Nigdy nie przytaknę chrześcijańskiej nauce, godzącej się na przywódców głoszących hasło: Bóg, Honor, Ojczyzna, a w ich plecakach – ogień i sznur na stryczki dla przeciwników. Choć gwoli prawdy należy przyznać, że jest też bardzo wiele przykładów postaw prawdziwie chrześcijańskich.

Ojciec był głównym „zegarmistrzem” mojej duszy. To on od najmłodszych lat uczył mnie wrażliwości na słowa układające się w opowieści o nieznanych światach, zamieszkujących je istotach ludzkich i towarzyszących im zwierzętach. Największą zasługą Ojca było cowieczorne czytanie, począwszy od Kubusia Puchatka, Bambi, Chłopców z placu broni, Niewiarygodnych przygód Marka Piegusa, po wiele innych niezapomnianych lektur. Książki, które były skoszarowane na półkach wypełniających niemal całe nasze mieszkanie, stanowiły tlen dla mojej nienasyconej wiedzy o świecie, a zwłaszcza o Polsce. To one kształtowały moją osobowość, a samodzielne czytanie, które opanowałem zanim poszedłem do szkoły, wywarło wielki wpływ na mój rozwój i było dla mnie tym, czym woda dla ryb.

Po matce odziedziczyłem dociekliwość, potrzebę dochodzenia do prawdy poprzez sprawdzanie, korzystanie z jak największej liczby dostępnych źródeł. Powielanie zmyśleń, niedomówień i kłamstw wynikających ze zwykłego lenistwa jest największym przestępstwem wobec czytelnika ufającego wiarygodności autora. Ta dbałość o prawdę jest, między innymi, skutkiem wpajanych mi przez Mamę zasad tworzenia własnych wartości. Była serdecznym policjantem i strażnikiem zasad panujących w rodzinnym domu.

Po braciach zaś mam potrzebę i odwagę głoszenia własnych poglądów bez stosowania autocenzury dla własnych korzyści. Podwórko przydomowe i teren szkoły podstawowej były naturalnym środowiskiem, gdzie ucierały się nasze charaktery; lata pięćdziesiąte nie były nazbyt życzliwe ani dla dorosłych, ani dla dzieci. W naszym środowisku podwórkowym i szkolnym bezustannie dochodziło do rozmaitych konfliktów. Kiedy ktoś wlał do nowiutkiego tornistra koleżanki, córki milicjanta, atrament i najstarszy, najbardziej wyrośnięty łobuziak z naszej klasy (który maczał w tym swoje paluchy) namawiał mnie, żeby oskarżyć o ten brzydki uczynek chłopaka, którego z niewiadomych mi powodów nie cierpiał, mój brat Jacek, starszy ode mnie o cztery lata, powiedział krótko: nie wyobrażam sobie, że spełnisz jego wolę. Moje obawy, że jeśli tego nie zrobię, dostanę tęgi łomot, skwitował krótko: jeśli się nie postawisz, zawsze będziesz popychadłem i słabeuszem… Oczywiście wybrałem uczciwe załatwienie sprawy, ale dzięki takim właśnie, jakże trudnym dla młodego chłopca wyborom, mogę bez wstydu patrzeć sobie w oczy odbijające się w lustrze.

Jacek w całym swoim krótkim życiu starał się być sprawiedliwy, nie bacząc na koszty takiego postępowania. Był, jak nazywali go przyjaciele, twardzielem, na którym zawsze można było polegać. Niestety zmarł w wieku 34 lat na raka. Natomiast Marek, młodszy od Jacka o dwa lata, był bardziej zrównoważony, chociaż także potrafił stawiać czoła trudnym wyzwaniom. Był dziennikarzem, pracował całe życie w „Angorze”. Niestety, przegrał z alkoholem w nierównej walce, a właściwie z powodu toksycznej, „łączącej ich zabójczej przyjaźni”. Zmarł w wieku 64 lat.

Karol Czejarek: Bardzo dziękuję Ci za szczerość! Zapytam jeszcze o jedno: z wykształcenia jesteś artystą plastykiem; znakomite są Twoje ilustracje w ostatniej powieści. Kiedy u Ciebie nastąpiła ta zmiana z malarza na pisarza?

Szymon Koprowski: Moje pisarstwo drzemało we mnie przez wiele lat i zawdzięczam to Ojcu, który często swoim znajomym chwalił się: to mój najmłodszy syn Szymek, nie tylko pięknie pisze, ale też ładnie rysuje. Opatrywanie rysunków tekstem zawsze sprawiało mi wielką przyjemność. W szkole podstawowej wydawałem klasową gazetkę, pisałem krótkie opowiadania i prowadziłem dział wymyślanych przeze mnie wiadomości z kraju i ze świata. Potem przyszły studia w Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu i współpraca z pismami studenckimi. Przez cały czas studiów słyszałem od swoich profesorów, że za dużo w moim malarstwie literatury, a były to czasy erupcji konceptualizmu.

Słyszałem także, że lepiej by było, żebym zajął się literaturą. Ale prawdę mówiąc, nie utyskiwania profesorów skierowały mnie na tę drogę, tylko coraz wyraźniejsza potrzeba opisywania siebie i mojego świata słowem. Zadebiutowałem w 2008 roku powieścią Balkon na krańcu świata z okładką, którą zaproponował mi wspaniały Janusz Stanny. Tak to się zaczęło i trwa do dziś, a ja mam nadzieję, że zdrowie pozwoli mi kontynuować prozatorską przygodę jeszcze przez długie lata.

Karol Czejarek: Dziękuję Ci za całą naszą rozmowę, ale nim się pożegnamy, jeszcze zapytam: czy jest coś, o czym chętnie byś opowiedział, a nie zapytałem Cię o to?

Szymon Koprowski: Tak, jest jeszcze jedna, bardzo ważna dla mnie sprawa. Pragnę poświęcić kilka zdań mojej towarzyszce, przyjaciółce, żonie. Jesteśmy razem 50 lat. Oboje ukończyliśmy Akademię Sztuk Pięknych we Wrocławiu. Wiesia, uzdolniona graficzka, miała na głowie dwoje dzieci, dom z ogrodem i mnie, razem z ciężarem zmiennych stanów mojego artystycznego charakteru. Okazała się człowiekiem z żelaza, skoro wytrzymała tyle lat u boku człowieka, który zbyt często zapominał o swoich podstawowych obowiązkach. Jakby tego było mało, los pozbawiony głębszych uczuć dobrał się do jej oczu, odbierając możliwość uprawiania ukochanej grafiki. Dużo tego, o wiele za dużo, ale ona nie traci nadziei na dobrą przyszłość. Jeżeli los się nie opamięta, jak uczyniłem to ja, znaczyć będzie, że jest on bezmyślną ruletką, mającą więcej wspólnego z odpustem niż metafizyką.

___________________

Szymon Koprowski jest absolwentem Akademii Sztuk Pięknych we Wrocławiu. Ma w dorobku artystycznym, oprócz ilustracji książkowych, kilkanaście wystaw malarstwa i rysunku. Od trzynastu lat zajmuje się beletrystyką. Zadebiutował powieścią Balkon na krańcu świata, potem przyszła kolej na Uszy van Gogha, Dybuka z ulicy Piotrkowskiej, Za chwilę zacznie padać deszcz..., Requiem dla Wrocławia, Jaśmin Babel rusza w świat oraz Szepty i krzyki Stumilowego Lasu.

 

Zdjęcie Karola Czejarka: „Przegląd Dziennikarki”.

Zdjęcie Szymona Koprowskiego: Andrzej Dębkowski.

 

 

Plakat

 

Plakat
Stefan Michał Żarów

 

Tajemnica jako zasada istnienia poezji

 

Tajemnica stanowi jedno z najbardziej trwałych i zarazem najbardziej nieuchwytnych doświadczeń związanych z poezją. Nie jest ona jedynie tematem literackim, lecz przede wszystkim sposobem istnienia tekstu poetyckiego, jego szczególną właściwością epistemologiczną i estetyczną. Poezja, w przeciwieństwie do dyskursu naukowego, publicystycznego czy użytkowego, nie dąży do pełnego wyjaśnienia świata ani do jego logicznego domknięcia. Przeciwnie – jej istotą jest ujawnianie rzeczywistości w sposób niepełny, fragmentaryczny i wieloznaczny. W tym sensie tajemnica nie oznacza braku wiedzy, lecz stanowi szczególną formę poznania, opartą na niedopowiedzeniu, sugestii, metaforze oraz otwartości znaczeniowej.

Już na poziomie językowym poezja ujawnia swoją zdolność do generowania tajemnicy. Język poetycki nie pełni wyłącznie funkcji komunikacyjnej, lecz staje się strukturą, która odsłania własną materialność, dźwiękowość i wielowarstwowość znaczeniową. Słowa w wierszu nie są jednoznacznymi nośnikami informacji, lecz elementami dynamicznego systemu, w którym znaczenia powstają poprzez relacje, napięcia i konteksty. W przeciwieństwie do języka potocznego, który dąży do precyzji i jednoznaczności, język poetycki eksponuje nieostrość i wieloznaczność jako wartości estetyczne. Właśnie ta nieprzezroczystość języka sprawia, że tekst poetycki nie daje się w pełni zracjonalizować, a jego sens pozostaje w pewnym stopniu ukryty. Istotnym źródłem tajemniczości w poezji jest również metaforyczność języka. Metafora nie tylko zastępuje jedno znaczenie innym, ale tworzy nową przestrzeń semantyczną, w której elementy rzeczywistości zostają zestawione w sposób nieoczywisty. Dzięki temu powstają znaczenia pośrednie, które nie mogą zostać sprowadzone do jednej interpretacji. W efekcie metafora staje się narzędziem nie tyle wyjaśniania, ile raczej komplikowania obrazu świata. Tajemnica rodzi się więc z samej struktury poetyckiego obrazowania, które nie tyle opisuje rzeczywistość, ile ją przekształca. Ważnym aspektem budowania tajemnicy w poezji jest także wielopoziomowa struktura tekstu. Wiersz rzadko funkcjonuje na jednym poziomie znaczeniowym – przeciwnie, zazwyczaj zawiera warstwy dosłowne, symboliczne, kulturowe i intertekstualne. Odbiorca nie ma dostępu do jednego, stabilnego sensu, lecz porusza się pomiędzy różnymi możliwymi interpretacjami. Każda z nich może być częściowo uzasadniona, ale żadna nie wyczerpuje całości znaczenia. W ten sposób poezja wymyka się logice jednoznaczności i domknięcia, pozostając przestrzenią interpretacyjnej niepewności.

Kolejnym istotnym elementem jest struktura niedopowiedzenia, która w poezji pełni funkcję konstruktywną. Elipsy, urwania wypowiedzi, pauzy składniowe oraz fragmentaryczność tekstu sprawiają, że znaczenie nie jest dane bezpośrednio, lecz musi zostać przez odbiorcę dopowiedziane. Niedopowiedzenie nie jest jednak brakiem, lecz świadomą strategią artystyczną, która aktywizuje czytelnika i zmusza go do współtworzenia sensu. Tajemnica nie znajduje się więc wyłącznie w tekście, lecz powstaje w relacji między tekstem a odbiorcą. W tym kontekście szczególnego znaczenia nabiera rola interpretacji. Poezja nie narzuca jednego sposobu odczytania, lecz generuje wiele możliwych dróg interpretacyjnych. Każda lektura jest w pewnym sensie aktem ponownego stworzenia tekstu. Oznacza to, że sens wiersza nie jest stabilny ani ostateczny, lecz dynamiczny i zmienny. Tajemnica polega tu na nieustannej możliwości reinterpretacji, która nigdy nie prowadzi do pełnego wyczerpania znaczenia.

Nie można również pominąć egzystencjalnego wymiaru tajemnicy w poezji. Wiersz bardzo często dotyka tematów granicznych, takich jak śmierć, czas, pamięć, miłość, tożsamość czy przemijanie. Są to doświadczenia, które wymykają się pełnemu poznaniu i nie mogą zostać jednoznacznie opisane w języku. Poezja nie rozwiązuje tych problemów, lecz raczej je ujawnia, podkreślając ich nieprzejrzystość i złożoność. W tym sensie tajemnica nie jest tylko efektem językowym, ale także konsekwencją struktury ludzkiego doświadczenia.

Szczególną rolę odgrywa także wymiar metafizyczny poezji. W wielu tradycjach literackich wiersz był traktowany jako forma kontaktu z tym, co przekracza rzeczywistość empiryczną. Nawet w poezji współczesnej, która często rezygnuje z jednoznacznych odniesień metafizycznych, obecne jest poczucie graniczności języka. Słowo poetyckie jednocześnie ujawnia i ukrywa, wskazuje na coś, co pozostaje poza pełnym zrozumieniem. Tajemnica staje się w tym ujęciu nie tyle elementem treści, ile sposobem istnienia świata w języku. Ważnym elementem budującym tajemniczość jest także materialność języka, obejmująca jego brzmienie, rytm i strukturę dźwiękową. Poezja nie jest wyłącznie zapisem znaczeń, lecz również zjawiskiem fonicznym. Rytm, powtórzenia, aliteracje i asonanse tworzą warstwę dźwiękową, która wpływa na odbiór tekstu w sposób przedpojęciowy. Znaczenie nie wynika więc jedynie z semantyki, ale także z doświadczenia słuchowego, które może wprowadzać dodatkowe, trudne do jednoznacznego opisania sensy.

Szczególne znaczenie ma również cisza, która w poezji nie jest brakiem, lecz elementem struktury znaczeniowej. Pauzy, przerwy i zawieszenia wypowiedzi tworzą przestrzeń nieokreśloności, w której sens dopiero się rodzi. Cisza działa jak miejsce potencjalności, w którym interpretacja może się rozwijać. W ten sposób tajemnica zostaje wpisana nie tylko w słowo, ale również w jego brak. Współczesna poezja dodatkowo wzmacnia wymiar tajemnicy poprzez fragmentaryczność i eksperymentalność formy. Teksty poetyckie często rezygnują z linearnej narracji, tworząc struktury otwarte, wielogłosowe i niejednorodne. Wiersz może funkcjonować jako zbiór fragmentów, obrazów lub asocjacji, które nie tworzą jednego spójnego sensu. W takim ujęciu tajemnica nie jest już czymś, co należy odkryć, lecz zasadą organizującą samą strukturę tekstu. Nie bez znaczenia pozostaje również relacja między poezją a czytelnikiem. Odbiorca nie jest biernym adresatem tekstu, lecz jego współtwórcą. To on wypełnia luki znaczeniowe, rekonstruuje sensy i nadaje tekstowi ostateczny kształt interpretacyjny. W tym procesie tajemnica nie zostaje usunięta, lecz raczej pogłębiona, ponieważ każda interpretacja otwiera nowe pytania i możliwości odczytania.

Podsumowując, tajemnica w poezji nie stanowi elementu dodatkowego ani dekoracyjnego, lecz jest jej fundamentalną zasadą istnienia. Wynika zarówno z właściwości języka, jak i z natury doświadczenia egzystencjalnego oraz sposobu odbioru tekstu. Poezja nie eliminuje niejasności, lecz ją podtrzymuje i rozwija, traktując ją jako źródło sensu i wartości estetycznej. Tajemnica nie jest przeciwieństwem poznania, lecz jego szczególną formą – poznaniem otwartym, niepełnym i nieustannie odnawianym, które nie prowadzi do zamknięcia znaczenia, lecz do jego ciągłego pogłębiania.

Stefan Michał Żarów

_________

Bibliografia:

Barthes R. Przyjemność tekstu, przeł. A. Lewańska, Warszawa: KR.

Jakobson R. Poetyka w świetle językoznawstwa, w: W poszukiwaniu istoty języka, t. 2, Warszawa: PIW.

Mayenowa M. R. Poetyka teoretyczna, Warszawa: PWN.

Ong W.J. Oralność i piśmienność. Słowo poddane technologii. Lublin: KUL.

Pszczołowska L. Wiersz – rytm – dźwięk, Warszawa: PWN.

Zumthor P. Oral Poetry. An Introduction, Minneapolis: University of Minnesota Press.

Żarów. S.M. Kategorie tworzenia. Podkarpackie ślady Pegaza. Rzeszów 2019.

 

Plakat

 

Plakat