Słów kilka o benefisie i o wartościach SŁOWA Andrzeja Dębkowskiego
Kończy się lato, pełne spotkań literackich w kraju. Poeci nigdy nie odpoczywają, podobnie jak biblioteki i domy kultury. Spotkania autorskie, promocje książek, benefisy gromadzą koleżeństwo po piórze i innych zainteresowanych twórczością danego autora. Przybywają tłumnie, a czasem przychodzi tylko kilka osób. Uważnie słuchają, albo sprawiają takie wrażenie (bywa, że wpatrzeni są w telefon lub własne myśli). Zazwyczaj jednak ciekawi wypowiedzi osoby promującej książkę poety/pisarza. Interesuje ich także przebieg spotkania, jego oprawa, prowadzenie i dyskusja, jeśli takowa się zdarzy. Czerpią inspiracje. Cenny jest autograf z dedykacją. Wracają do domu i – do książki już nie wracają, odkładając ją na zatłoczoną półkę na czas nieokreślony. Na szczęście takich „czytelników” jest niewielu. Wydarzenia literackie, kulturalne są rzadkością. Niosą wartości nie do przecenienia.
Spotkanie autorskie połączone z promocją nowych książek – niezwykły benefis Andrzeja Dębkowskiego w Domu Kultury w Zelowie w czerwcu br., to wydarzenie naprawdę wyjątkowe. Dębkowski – co oczywiste – jest znaną postacią polskiej literatury: poeta, krytyk literacki, publicysta, eseista, dziennikarz i wydawca. Obok jego książek nie sposób przejść obojętnie. Cenię SŁOWO Andrzeja, to poetyckie i to w felietonie – wiem, jestem jedną z wielu. Jednak uważam, że czytelników, którzy naprawdę wczytują się w jego słowo powinno jeszcze przybywać. Fakt, że na rynku czytelniczym ukazują się książki jednego autora z taką częstotliwością stanowi ewenement. One są miarą jego talentu literackiego, intelektu, wiedzy, kultury języka polskiego i mądrości słowa przekładającego się na konkrety – felietony godne uwagi, zastanowienia i przemyślenia. Natomiast poezja może zaskoczyć niejednego czytelnika wcześniejszych tomów poetyckich Andrzeja Dębkowskiego. W „Pustych ulicach” znajdziemy to, co sprawia, że nasza codzienność, perspektywy życia oraz czasu kiedy nas już nie będzie, stają się widoczne jak w soczewce przy zbliżeniu rzeczywistości przez poetę. Warto i trzeba przeczytać wiersz po wierszu.
Ślad po oddechu
Zostanie po nas oddech w kamieniu,
cień dłoni na zimnej poręczy czasu,
niedopowiedziane zdanie,
które wiatr będzie powtarzał
bez zrozumienia sensu.
Byliśmy chwilą –
zbyt krótką, by nazwać ją trwaniem,
zbyt długą, by nie bolała.
Kruche ciała niosły w sobie wszechświaty,
które gasły bez świadków.
Gdy pamięci świat się zatrze,
przechyli głowę na rdzą i pyłem,
nad fragmentem imienia,
nad śladem po domu,
i pomyśli: to było czyjeś życie.
Nie pozna naszych twarzy,
nie usłyszy śmiechu,
nie zrozumie, czego się baliśmy.
Ale poczuje –
jak drgała w nas potrzeba sensu.
Bo zostaje nie pamięć,
lecz echo istnienia.
Nie historia, lecz pytanie:
jak to możliwe,
że coś tak kruchego
odważyło się żyć
Przytoczę kilka zdań z wypowiedzi, na temat zawartości oraz wartości trzech książek, zamieszczonych na okładce bądź we wstępie. Nie trzeba ich tłumaczyć, cokolwiek dopowiadać:
„Między snem, jawą a Polską. Szkice literackie i felietony” to książka, w której spotykają się dwa porządki: ten naturalny, pełen pierwotnej mądrości i cichej godności, oraz ten ludzki – uwikłany w polityczne połajanki, hałas i nieustanny brak uważności na innego. Dębkowski z maestrią zawodowca prowadzi czytelnika przez oba te światy, wydobywając z nich to, co najbardziej znamienne. (…) Ta książka bawi, drażni, wzrusza i prowokuje. Jest celną, erudycyjną obserwacją Polski – tej wyśnionej, tej przeżywanej na jawie i tej, która powstaje z naszych codziennych lęków, złudzeń i pragnień. Lektura, po której trudno pozostać obojętnym. Pisarska robota najwyższej próby.
(Krzysztof Mroziewicz)
„Puste ulice” to tom, który nie szuka łatwych wzruszeń ani gotowych odpowiedzi. Andrzej Dębkowski od lat pozostaje wierny swojej drodze – jego wiersze kierują się ku myśleniu, ku refleksji, ku temu, co wymyka się prostym definicjom. (…) Bo choć te wiersze mówią często w pierwszej osobie, ich prawdziwym bohaterem jest człowiek jako istota uwikłana w czas, historię i własną świadomość. W tej poezji nawet to, co puste, okazuje się pełne – pamięci, śladów, nieobecnych głosów.
(Marek Wawrzkiewcz)
„O naturze słowa”: Znakomity, głęboko filozoficzny i zarazem poetycki esej Andrzeja Dębkowskiego powinien przeczytać każdy, bowiem zapomniana została wartość słowa. My, żyjący w XXI wieku nadużywamy słów, nie bierzemy za nie odpowiedzialności i jednocześnie skąpimy sobie wzajemnie tych, które wyrażają stany uczuciowe. Dziś słowa bardziej służą nazywaniu problemów praktyczno-życiowych. (… ) Wydarzeniem jest esej Andrzeja Dębkowskiego, ponieważ dotyczy istoty relacji człowiek-człowiek. Są słowa, które wytwarzają atmosferę ciepła, wzruszają, przezwyciężają osamotnienie. Mogą też wyzwolić w nas nieznane dotąd możliwości. Mogą natchnąć wiarą w osiągnięcie tego, ku czemu z trudem zmierzamy.
(prof. zw. dr hab. Maria Szyszkowska)
Nie wspomniałam o pozostałych tytułach: „Granice usprawiedliwiania”, „Między metafizyką a odpustem. Szkice krytyczne i felietony”, „...na ziemi jestem chwilę...”. Założeniem moim nie było napisanie szkicu ani stricte relacji, a raczej zachęta do czytania SŁOWA Dębkowskiego – poprzez powyższe cytaty, które dużo mówią o wartościowych książkach, zaczerpnięte z wypowiedzi Krzysztofa Mroziewicza, Marka Wawrzkiewicza, prof. zw. dr hab. Marii Szyszkowskiej.
Pośród licznie przybyłych osób do sali widowiskowej Domu Kultury w Zelowie, uczestniczyłam w uczcie poetycko-muzycznej, której poziomu można pozazdrościć. Wzięli w niej udział goście specjalni, osoby zaprzyjaźnione z Dębkowskim: Aleksandra Fidziańska – poetka z Piotrkowa Trybunalskiego, autorka tekstów, pieśniarka, kompozytorka, należy do grupy poetycko-muzycznej „Przeznaczenie” i grupy literackiej ABATON, fotografka; Agnieszka Greinert – urodzona w Ostrowie Wielkopolskim, polska aktorka filmowa i teatralna, wokalistka, pedagog, doktor habilitowana sztuk teatralnych, profesor uczelni Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi – zaśpiewała przejmująco i z pasją piosenki Dalidy (francuskiej piosenkarki); Agnieszka Matusiak (śpiewała dawne utwory napisane i skomponowane przez samego bohatera benefisu) – wokalistka, Andrzej Dębkowski akompaniował jej na gitarze w jednym z zaśpiewanych przez nią utworów; Witold Stawski – poeta, muzyk, fotografik, ekonomista, nauczyciel, podróżnik, zasłużony animator kultury, Honorowy Obywatel Piotrkowa Trybunalskiego; Rozalia Kurek – uczennica klasy V Państwowego Liceum Sztuk Plastycznych w Zduńskiej Woli (specjalizacja: projektowanie ubioru), członkini koła teatralnego Magiczne Wątki w Domu Kultury w Zelowie – znakomity poetycki dialog z autorem tomu ”Puste ulice”.
Sala oddychała muzyką i śpiewem, poezją i obrazem – pokazy multimedialne dodały wyrazu poszczególnym prezentacjom i ich sekwencjom, ale także estetycznym doznaniom. Widowisko słowno-muzyczne „Puste ulice” na długo pozostanie w pamięci. O twórczości Andrzeja Dębkowskiego, jego ostatnich książkach mówili – całkiem obiektywnie – zaprzyjaźnieni z autorem Szymon Koprowski i Andrzej Walter.
Wyjątkowość tego benefisu, wydarzenia nietuzinkowego polegała również na tym, że nie było pompatycznych, „przemówień”. Atmosfery panującej w Domu Kultury w Zelowie podczas wystaw, spotkań, koncertów może pozazdrościć wielu innych organizatorów w kraju. Sprawiają to ludzie, którzy tam pracują. Służbistość, nadętość, sztuczność nie ma miejsca. Jest otwartość, naturalność i ciepły uśmiech. Dlatego każdy, kto przekracza próg Domu Kultury w Zelowie dobrze się tam czuje.
Zaproszeni goście przyjechali z wielu miejscowości, również bardzo odległych. Pokrzepił ich wspaniały poczęstunek. Cenne były towarzyskie i przyjacielskie rozmowy, wspólne zdjęcia, czyjaś niespodziewana obecność i radość.
Tekst i foto: Anna Andrych











































































































































































































































































































