Nowości książkowe

 

Plakat
Andrzej Dębkowski 

 

Nigdy nie będę 

 

„Nigdy nie będę Krystyną Miłobędzką. Zawsze jestem, bo chcę być, Renatą Blicharz”. Trudno wyobrazić sobie bardziej wyrazisty poetycki manifest otwierający tom. Te dwa krótkie zdania nie są ani deklaracją niechęci wobec wielkiej poetki, ani próbą prowokacji. Są czymś znacznie ważniejszym – wyznaniem wiary w indywidualność. Renata Blicharz od pierwszego wiersza odrzuca pokusę naśladownictwa, literackich masek i bezpiecznego wpisywania się w modne estetyki. Jej poezja ma być własnym głosem, nawet jeśli będzie głosem cichym, nieefektownym, pozbawionym fajerwerków. Ta uczciwość wobec samej siebie staje się fundamentem całego tomu.

 

„Nigdy nie będę” jest książką niezwykle spójną, choć pozornie zbudowaną z krótkich, nieraz aforystycznych zapisów. To nie zbiór przypadkowych miniatur, lecz przemyślana opowieść o człowieku próbującym zachować własną tożsamość w świecie pełnym hałasu, uproszczeń i emocjonalnego chaosu. Poetka konsekwentnie wybiera skrót. Nie rozpisuje metafor na całe strony, nie mnoży ozdobników. W kilku wersach potrafi zawrzeć sytuację egzystencjalną, psychologiczną diagnozę albo filozoficzną refleksję.

Tom rozwija się niczym dziennik wewnętrznych stanów. Każdy wiersz jest osobnym oddechem, lecz wszystkie razem tworzą jeden organizm. Powracają motywy deszczu, chmur, ciszy, nocy, światła, lata, zimy, drzew, kwiatów, księżyca. Natura nie jest jednak dekoracją. Staje się językiem, którym poetka opisuje własne doświadczenia. W „Przeczuciu burzy” ciężkie chmury wiszą nad głową tak samo niepewnie jak człowiek nad własnym losem. W „Nic mnie tu nie trzyma” niewidzialna nić grawitacji staje się metaforą istnienia zawieszonego między odejściem a pozostaniem. To niezwykle sugestywne obrazy, bo nie są przesadnie skomplikowane. Ich siła bierze się z prostoty.

Renata Blicharz doskonale rozumie, że współczesna poezja nie potrzebuje retorycznych fajerwerków. Potrzebuje precyzji. Dlatego wiele jej utworów przypomina błysk intelektualny. „Semantyka” zbudowana została z jednego paradoksu językowego, który nagle odsłania mechanizm codziennej komunikacji. „Prawda” zamienia lustro w filozoficzny symbol sumienia. „Encyklopedia domowa” definiuje przeszłość jako „bazę ocalenia”. Takie miniatury pokazują ogromną dyscyplinę autorki. Każde słowo jest ważone.

Jednocześnie poetka nie zamyka się w chłodnej intelektualizacji. Przeciwnie – tom pulsuje emocjami. Miłość pojawia się tutaj w wielu odmianach: jako spełnienie, tęsknota, nieobecność, rozczarowanie, zachwyt, zagrożenie. W „Mentorce” prowadzi człowieka jednocześnie do nieba, piekła i donikąd. W „Drogowskazie” nieobecność ukochanego staje się kompasem wskazującym wszystkie strony świata. W „Policzku” bukiet róż okazuje się bukietem cierni. To bardzo kobiece spojrzenie na uczucia – pozbawione sentymentalizmu, ale niepozbawione czułości.

Szczególnie interesujące są utwory autotematyczne. Renata Blicharz nieustannie pyta o sens pisania, o miejsce poety i odpowiedzialność słowa. „Pewność i niepewność” zderza swobodę języka z obowiązkami twórcy. Mocne, potoczne słownictwo nie służy prowokacji, lecz pokazaniu, że poeta nie żyje poza rzeczywistością. Jeszcze ostrzejszy jest utwór „Diagnoza”, będący błyskotliwą satyrą na część środowiska literackiego. Poetka ironizuje z pozy ekspertów, którzy z wysokości akademickich tytułów wydają ostateczne wyroki o wartości literatury. To jeden z najodważniejszych tekstów w tomie. Śmiech miesza się tutaj z goryczą, bo za ironią kryje się pytanie o władzę krytyki nad twórczością.

Autorka nie unika także tematów współczesności. Dyptyk „PlasticStation” należy do najmocniejszych ekologicznych głosów w książce. Plastikowy kubek, słomka czy reklamówka nie są już zwykłymi przedmiotami. Zamieniają się w symbole cywilizacji produkującej własną katastrofę. Poetka nie moralizuje. Wystarczy kilka rzeczowników zestawionych obok siebie, by czytelnik zobaczył ogrom dryfującego kontynentu śmieci.

Nie mniej interesujące są wiersze poświęcone technice. Trzy scenki z życia drukarki mogłyby wydawać się żartem, lecz okazują się przypowieścią o współczesnym świecie. Maszyna otrzymuje niemal ludzką duszę, a człowiek coraz bardziej przypomina element mechanizmu. To subtelna refleksja nad codziennością, której często nie zauważamy.

Na uwagę zasługuje również dialog prowadzony z tradycją literacką. Dedykacje dla Zbigniewa Herberta, Juliana Kornhausera czy księdza Jana Twardowskiego nie są pustymi gestami. Poetka podejmuje rozmowę z mistrzami, ale nie traci własnego głosu. W wierszu poświęconym Twardowskiemu twórczo rozwija jego słynną myśl, kierując ją ku potrzebie pokochania samego siebie i własnych marzeń. To odważna reinterpretacja dobrze znanego motywu.
Język tomu jest oszczędny, ale bardzo obrazowy.

Renata Blicharz posiada rzadką umiejętność tworzenia metafor jednocześnie prostych i zapamiętywalnych. Ćma budząca się w sercu, zielona konewka śniąca o czerwonej taczce, księżyc grawerujący litery na nagrobkach, cisza krzycząca coraz głośniej – takich obrazów nie sposób szybko zapomnieć. Są wyobrażeniowe, lecz zawsze podporządkowane sensowi.

Ważnym bohaterem książki pozostaje cisza. Nie przypadkiem powraca ona w różnych odsłonach. Milczenie między ludźmi, szept, półsłówka, niedopowiedzenia – wszystko to buduje atmosferę tomu. Renata Blicharz zdaje się wierzyć, że właśnie tam, gdzie kończy się hałas, zaczyna się prawdziwa rozmowa człowieka z samym sobą.

Autorka nie ucieka od przemijania. Świadomość czasu jest obecna niemal wszędzie. Lato trwa zbyt krótko, noc znika zbyt szybko, bibeloty odchodzą razem ze wspomnieniami, miłość zostawia blizny, a życie okazuje się czasem zaledwie jednym zdaniem: „Był bez serca”. To poezja dojrzała, pogodzona z faktem, że wszystko przemija, ale jednocześnie niepogodzona z obojętnością wobec tego przemijania.

Nie wszystkie utwory mają tę samą siłę. Obok tekstów wybitnie lapidarnych pojawiają się wiersze bardziej publicystyczne lub aforystyczne, w których puenta bywa łatwiejsza do przewidzenia. Jednak nawet one pozostają częścią świadomie budowanej całości. Autorka nie próbuje za wszelką cenę zaskakiwać formalnymi eksperymentami. Wierzy, że największa siła tkwi w prostym zdaniu wypowiedzianym we właściwym momencie.

„Nigdy nie będę” jest książką o odwadze pozostania sobą. O prawie do własnego języka, własnej wrażliwości i własnych błędów. Renata Blicharz nie szuka poetyckich fajerwerków ani efektownych manifestów. Wybiera uważność, refleksję i czułość wobec świata. Jej wiersze pokazują, że wielka poezja nie zawsze musi mówić głośno. Czasami wystarczy szept, który – jak sama poetka pisze – piętnuje trwalej niż krzyk.

To tom niezwykle świadomy, dojrzały i konsekwentny. Łączy lirykę osobistą z refleksją filozoficzną, ironię z czułością, codzienność z metafizyką. Jest książką, do której warto wracać, ponieważ wiele zawartych w niej myśli ujawnia swoje znaczenie dopiero przy kolejnych lekturach. Renata Blicharz po raz kolejny udowadnia, że należy do grona poetek, które nie potrzebują głośnych deklaracji ani formalnych eksperymentów, aby stworzyć poezję autentyczną. Wystarczy, że pozostaje sobą. I właśnie dlatego jej własne wyznanie z pierwszego wiersza staje się najtrafniejszym podsumowaniem całego tomu: nigdy nie będzie kimś innym, ponieważ najważniejszym zadaniem poety jest mieć odwagę być sobą.

Andrzej Dębkowski

_____________ 

Renata Blicharz, Nigdy nie będę. Opracowanie redakcyjne: Jerzy Dobrzański. Projekt okładki: Renta Blicharz. Ilustracja na okładce: Anna Aleksandrowicz-Kwiatkowska, Abstrakcja zimowa, akryl 2023. Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 2026, s. 58.

 

 

Plakat

 

Plakat

 

Plakat

 

Plakat
Konkurs rozstrzygnięty 

 

„O Laur Jabłoni 2026”

 

Rozstrzygnięto XLVI Konkurs Literacki „O Laur Jabłoni 2026” w Grójcu. Jury w składzie: Andrzej Dębkowski – przewodniczący, Paweł Łęczuk i Zbigniew Milewski – członkowie, na posiedzeniu on-line w dniu 26 czerwca 2026 roku postanowiła przyznać następujące nagrody i wyróżnienia:

 W konkursie głównym „O Laur Jabłoni 2026”:

I nagroda (900 zł) – godło Chipsy – Agata Campr z Warszawy;

II nagroda  (700 zł) – godło Śmierciarka – Mirosław Gabryś z Cieszyna;

III nagroda (500 zł) – godło Niezapominajka – Katarzyna Wiktoria Polak z Krakowa.

 

Jury postanowiło także przyznać trzy równorzędne wyróżnienia po 300 złotych:

godło Penelopa – Anna Piliszewska z Wieliczki;

godło Plastik – Alicja Dydyna z Wrocławia;

godło Przeszłość nadchodzi – Piotr Zemanek z Bielsko-Białej.

 

Przyznano również Nagrodę specjalną w wysokości 500 zł za wiersze „O tematyce Grójeckiej”, którą otrzymał: godło MINOS – Wojciech Bober z Wodzisławia Śląskiego.

 

Jury stwierdza także, że XLVI Ogólnopolski Konkurs Poetycki „O Laur Jabłoni 2026”, organizowany przez Miejsko-Gminną Bibliotekę Publiczną im. W.S. Laskowskiego w Grójcu, jest wydarzeniem o ugruntowanej renomie i znaczącej pozycji na mapie ogólnopolskich konkursów literackich.

Czterdziesta szósta edycja potwierdza trwałość tej cennej inicjatywy, która od 1980 roku służy promocji poezji, odkrywaniu nowych talentów oraz upowszechnianiu kultury słowa. Jury z uznaniem podkreśla również rolę konkursu w popularyzowaniu dziedzictwa Ziemi Grójeckiej oraz inspirowaniu twórców do podejmowania tematów związanych z jej historią, tradycją i wyjątkowym krajobrazem.

 

 

 

Plakat

 

Plakat
Andrzej Dębkowski 

 

Kiedy gaśnie światło

 

Portal Pisarze.pl zawiesza działalność. Oficjalnie tylko na wakacje. We wrześniu – „zobaczymy”. Znam ten język. W Polsce wiele rzeczy kończy się właśnie od słowa „zobaczymy”. Tak umierają czasopisma, stowarzyszenia, domy kultury, biblioteki i marzenia ludzi, którzy naiwnie uwierzyli, że kultura jest jeszcze komuś potrzebna.

Nie można mieć pretensji do Redaktora Naczelnego. Przeciwnie. Podziwiam go, że tak długo wytrzymał. Przez lata ciągnąć niemal samotnie przedsięwzięcie, które powinno być przedmiotem troski państwa, samorządów, fundacji i całego środowiska literackiego, to nie działalność społeczna. To rodzaj współczesnego heroizmu. Pisarze.pl nie było przecież kolejnym blogiem ani internetową zabawką. Było miejscem spotkania ludzi słowa. Miejscem, gdzie publikowali autorzy z różnych środowisk, różnych pokoleń i różnych części Polski. Miejscem dialogu. Miejscem obecności literatury.

Literatura nie jest dziś modna. Modne są za to skandale, awantury i samozwańczy celebryci. Modne są kilkunastosekundowe filmiki, w których można powiedzieć wszystko, byle szybko i głośno. Modne jest kreowanie siebie. Niemodne jest tworzenie. W kraju, który lubi powtarzać, jak bardzo szanuje kulturę, twórca bardzo często pozostaje petentem. Człowiekiem od próśb, podań, formularzy i zrzutek. Człowiekiem, który najpierw musi udowodnić, że istnieje, a później jeszcze, że zasługuje na odrobinę uwagi.

Tymczasem miliony publicznych pieniędzy znajdują się zawsze. Na propagandę. Na polityczne zabawki. Na projekty, o których za rok nikt nie będzie pamiętał. Nie znajdują się natomiast na przedsięwzięcia, które rzeczywiście budują kapitał kulturowy kraju. Bo kultura nie krzyczy. Poezja nie blokuje ulic. Esej nie organizuje manifestacji.

Literatura nie przynosi natychmiastowych korzyści politycznych. Więc można ją spokojnie ignorować. Aż do momentu, gdy zostanie po niej pustka. Najbardziej boli jednak coś innego. Obojętność. Nie urzędników. Do niej zdążyliśmy się przyzwyczaić. Boli obojętność tych, którzy najgłośniej mówią o znaczeniu literatury, także tych, którzy codziennie publikują swoje wiersze, zdjęcia książek, relacje ze spotkań autorskich i zachwyty nad kulturą. Kiedy jednak przychodzi chwila próby, gdy trzeba wesprzeć miejsce służące wszystkim, nagle okazuje się, że każdy patrzy w swoją stronę. Własny tomik. Własna promocja. Własna nagroda. Własne pięć minut. Reszta niech radzi sobie sama. Tak właśnie przegrywa się kulturę. Nie jednym wielkim ciosem. Tysiącem małych zaniedbań. Tysiącem wzruszeń ramion. Tysiącem sytuacji, w których ktoś uznaje, że przecież nic się nie stanie. A dzieje się.

Gaśnie kolejne światło. I coraz trudniej znaleźć drogę. Może jeszcze we wrześniu uda się je zapalić na nowo. Chciałbym w to wierzyć. Ale niezależnie od tego, co wydarzy się z Pisarze.pl, pozostaje pytanie znacznie ważniejsze: czy naprawdę jesteśmy społeczeństwem, które potrzebuje literatury, czy już tylko społeczeństwem, które lubi od czasu do czasu o niej wspominać? Bo jeśli to drugie, to nie umiera portal. Umiera coś znacznie większego. Umiera przekonanie, że słowo ma jeszcze znaczenie.

Andrzej Dębkowski