Nowości książkowe

 

Plakat
Andrzej Dębkowski

 

Światło, które nie gaśnie

O metafizyce istnienia i późnym stylu Józefa Barana w tomie „Jaśń”

 

Jest coś niezwykle poruszającego w poezji, która nie próbuje już nikogo przekonywać o własnej wielkości. Poezja Józefa Barana od dawna należy właśnie do tego rzadkiego gatunku twórczości, która wyzbyła się wszelkiej potrzeby demonstracji. Nie walczy o efekt, nie zabiega o nowoczesność za wszelką cenę, nie uwodzi formalnymi fajerwerkami ani intelektualnym ekshibicjonizmem. Zamiast tego proponuje czytelnikowi doświadczenie znacznie trudniejsze – spotkanie z człowiekiem, który przeszedł przez niemal całe życie, zachował zdolność zachwytu, a jednocześnie nie utracił świadomości jego tragicznego wymiaru. W tym sensie „Jaśń” jest książką niezwykłą. Nie dlatego, że przynosi rewolucję w poetyce autora, ale dlatego, że stanowi jedno z najpełniejszych i najbardziej dojrzałych świadectw późnej twórczości poety, który osiągnął stan wewnętrznej harmonii, nie rezygnując z zadawania pytań ostatecznych.
Już sam tytuł tomu jest znakomitym kluczem interpretacyjnym. „Jaśń” nie jest przecież zwykłym neologizmem ani efektowną grą słów. W jednym wyrazie spotykają się „ja”, świadomość, jasność, światło, istnienie, duchowość i metafizyczna energia. Baran świadomie przesuwa akcent z egoistycznego „ja” ku „jaśni” – przestrzeni, w której jednostka przestaje być zamkniętym bytem, a staje się uczestnikiem większej całości. Nie jest to jednak mistyka oderwana od codzienności. Przeciwnie. W poezji tej każda transcendencja wyrasta z najprostszych doświadczeń: z obserwacji drzewa, lotu motyla, rozmowy z przyjacielem, muzyki dochodzącej zza ściany, zapachu jabłek czy wieczornego światła nad ogrodem.

Baran pozostaje poetą niezwykle wiernym konkretowi. Nigdy nie opuszcza ziemi całkowicie. Nawet wtedy, gdy jego wyobraźnia kieruje się ku nieskończoności, zawsze pamięta o korzeniach. Jest poetą Borzęcina równie mocno, jak poetą Krakowa. Jest poetą dzieciństwa równie mocno, jak starości. Wreszcie jest poetą codzienności równie mocno, jak metafizyki. Właśnie ta zdolność nieustannego godzenia przeciwieństw stanowi o wyjątkowości jego pisarstwa.

„Jaśń” jest tomem późnym nie tylko chronologicznie. Jest późny również w sensie duchowym. Przypomina najlepsze późne dzieła Leopolda Staffa, Czesława Miłosza czy Tadeusza Różewicza, w których najważniejsza staje się nie walka z rzeczywistością, lecz próba pogodzenia się z jej nieusuwalną tajemnicą. Nie oznacza to kapitulacji. Wręcz przeciwnie. Baran nieustannie stawia pytania. Czyni to jednak bez agresji, bez filozoficznego zadęcia i bez potrzeby formułowania jednoznacznych odpowiedzi. Wie, że największe pytania pozostają otwarte.

Najbardziej uderzającą cechą tego tomu jest niezwykła konsekwencja światła jako kategorii organizującej cały świat przedstawiony. Światło nie jest tu dekoracją ani efektem estetycznym. Jest kategorią ontologiczną. Wszystko zmierza ku światłu albo z niego wyrasta. Światło staje się odpowiednikiem istnienia, dobra, pamięci, miłości i nadziei. Nawet śmierć nie zostaje ukazana jako triumf ciemności. Przeciwnie – wydaje się kolejnym etapem przechodzenia ku większej jasności.

Nie sposób nie dostrzec, że Baran prowadzi w tym tomie dialog z wielką tradycją europejskiej metafizyki światła. Można odnaleźć tu dalekie echa platońskiej idei dobra utożsamianej ze słońcem, chrześcijańskiej symboliki światłości, franciszkańskiej pochwały stworzenia, a także poezji Rilkego czy Staffa. Zarazem jednak poeta nie cytuje tradycji. On ją przyswaja. Dzięki temu jego metafizyka pozostaje całkowicie współczesna.

Wyjątkową rolę odgrywa także natura. Nie jest ona romantycznym schronieniem ani modernistycznym symbolem. Jest współuczestnikiem ludzkiego losu. Drzewa, ptaki, motyle, rzeki czy ogrody posiadają własną godność ontologiczną. W „Pochwale drzew” poeta nie antropomorfizuje przyrody. Raczej uczy człowieka pokory wobec jej cierpliwości. Drzewa okazują się starsze od ludzkich sporów, mądrzejsze od politycznych ideologii i bardziej trwałe od naszych cywilizacyjnych mód. W ich milczeniu kryje się lekcja życia.

To niezwykle charakterystyczne dla Barana odwrócenie perspektywy. Człowiek przestaje być koroną stworzenia. Staje się jednym z elementów wielkiego kosmicznego organizmu. Nie oznacza to jego degradacji, lecz przeciwnie – odzyskanie właściwego miejsca w świecie. Tylko wtedy możliwe staje się doświadczenie harmonii.

Jednym z najważniejszych tematów tomu pozostaje starość. Baran mówi o niej z odwagą, ale również z czułością. Nie tworzy apologii późnego wieku. Nie udaje, że przemijanie nie boli. Doskonale wie, czym jest samotność, choroba, odchodzenie przyjaciół, kurczący się czas. Jednak równie mocno wie, że starość posiada własne piękno. Paradoksalnie dopiero ona pozwala zobaczyć świat w jego pełnym świetle.

To właśnie dlatego w wielu utworach zachwyt staje się formą oporu wobec śmierci. Zachwycać się oznacza istnieć naprawdę. Zachwycać się oznacza nie pozwolić śmierci odebrać teraźniejszości. Zachwycać się oznacza uczestniczyć w tajemnicy stworzenia. W tym sensie „Piękne sierpniowe popołudnie...”, „Znów widok z majowego balkonu”, „Wiersz wiosenny” czy „Maj – cud powielany” tworzą niezwykły cykl hymnów na cześć świata. Nie są to jednak hymny naiwne. Ich autor doskonale zna cierpienie. Tym bardziej jego afirmacja posiada siłę moralną. Radość nie wynika z nieświadomości tragedii, lecz z jej przezwyciężania.

Niezwykle ciekawie przedstawia się również konstrukcja podmiotu lirycznego. Baran nie buduje własnego pomnika. Jego „ja” pozostaje otwarte, dialogiczne, gotowe do nieustannego przekraczania samego siebie. Właśnie dlatego tytułowa „jaśń” okazuje się czymś znacznie większym od autobiografii. Jest próbą opisania świadomości, która przekracza granice indywidualnego istnienia.

W wielu miejscach poeta zdaje się mówić, że człowiek nie kończy się na własnym ciele. Trwa w pamięci innych ludzi, w pejzażu dzieciństwa, w muzyce, w języku, w miłości, w spojrzeniu drugiego człowieka. Taka wizja nie ma charakteru doktrynalnego. Jest raczej intuicją poetycką, która pozostawia czytelnikowi przestrzeń wolności.

Szczególnie porusza obecna w całym tomie dyskretna etyka czułości. Baran nie moralizuje. Nie wygłasza kazań. Pokazuje jedynie, że świat można ocalić drobnymi gestami: dobrym słowem, pamięcią, uśmiechem, współczuciem, zachwytem nad drzewem czy rozmową z drugim człowiekiem. W epoce zdominowanej przez hałas, agresję i nieustanny pośpiech taka postawa brzmi niemal rewolucyjnie.

Największym osiągnięciem „Jaśni” wydaje się jednak coś jeszcze. Józef Baran udowadnia, że wielka poezja nie potrzebuje ani hermetyczności, ani językowej przemocy. Można mówić o rzeczach ostatecznych prostym językiem, nie popadając w banalność. Można zachować komunikatywność, nie rezygnując z głębi. Można pisać o śmierci tak, aby czytelnik po zamknięciu książki bardziej pragnął życia.

Na tym polega niezwykłość tej książki. „Jaśń” nie jest jedynie kolejnym tomem uznanego poety. Jest świadectwem rzadko spotykanej mądrości egzystencjalnej, która nie zamienia się w mentorski ton. To poezja człowieka, który nie przestał się dziwić światu i właśnie dlatego potrafi o nim mówić z taką prostotą i siłą. W czasach, gdy literatura często celebruje rozpad, nihilizm i duchową pustkę, Józef Baran proponuje odważną alternatywę: poezję światła, pamięci i nadziei, która nie ucieka od cierpienia, lecz potrafi je przemienić w źródło głębszego rozumienia ludzkiego losu.

* * *

Jeżeli pierwsze wrażenie po lekturze „Jaśni” prowadzi czytelnika ku światłu, to kolejne odsłaniają coś znacznie bardziej złożonego – niezwykle precyzyjnie skonstruowaną filozofię codzienności. Józef Baran od wielu lat pozostaje poetą rzeczy zwyczajnych, ale w najnowszym tomie zwyczajność osiąga rangę niemal metafizycznego objawienia. Nie ma tutaj wydarzeń spektakularnych. Nie ma gwałtownych zwrotów akcji ani dramatycznych deklaracji. Jest natomiast nieustanne wsłuchiwanie się w rytm świata, który dla większości ludzi pozostaje niesłyszalny. To właśnie uważność staje się najważniejszą metodą poznania.

W tej poezji wszystko posiada własny czas. Drzewo nie spieszy się z dojrzewaniem. Zachód słońca nie próbuje być bardziej efektowny niż jest. Ptak śpiewa dlatego, że śpiew należy do jego natury. Człowiek natomiast nieustannie wyrywa się z tego rytmu, próbując podporządkować rzeczywistość własnym ambicjom, lękom i kalendarzom. Baran zdaje się mówić, że źródłem większości współczesnych dramatów nie jest zło samo w sobie, lecz utrata zdolności współbrzmienia z naturalnym porządkiem istnienia. Dlatego w jego poezji tak często pojawia się ogród. Nie jest on wyłącznie miejscem dzieciństwa ani sentymentalnym wspomnieniem rodzinnego Borzęcina. Ogród staje się modelem świata. To przestrzeń, w której każda istota posiada swoje miejsce, gdzie wzrost i przemijanie pozostają elementami jednego procesu, gdzie śmierć nie oznacza katastrofy, lecz przemianę. Jest to wizja głęboko zakorzeniona zarówno w kulturze europejskiej, jak i w biblijnym obrazie stworzenia, ale Baran unika jakiejkolwiek dosłowności. Nie rekonstruuje mitu Edenu. Raczej odnajduje jego ślady w zwyczajnym sadzie, w cieniu lipy, w szumie topoli czy w zapachu dojrzałych jabłek.

Szczególnie wyraźnie widać to w „Pochwale drzew”, jednym z najważniejszych utworów tomu. Nie jest to jedynie poetycki katalog gatunków ani sentymentalna podróż do dzieciństwa. To rozbudowany traktat o cierpliwości istnienia. Drzewa okazują się nauczycielami pokory, ponieważ nie próbują przekroczyć własnej natury. Trwają. Zapuszczają korzenie. Dają cień. Rodzą owoce. Milczą. Ich obecność jest służbą, nie demonstracją. W świecie zdominowanym przez kult sukcesu, nieustannej widzialności i rywalizacji Baran proponuje etykę wzrostu cichego, niemal niewidzialnego.

Nieprzypadkowo poeta używa języka pełnego prostych nazw: kasztanowce, jesiony, wiązy, morwy, papierówki, leszczyny. Każde słowo przywraca konkret. W epoce cyfrowych abstrakcji nazwanie rzeczy staje się aktem ocalenia. Baran przypomina, że człowiek przestaje rozumieć świat wtedy, gdy przestaje znać jego imiona. Poezja odzyskuje więc swoją pierwotną funkcję – nie tyle opisuje rzeczywistość, ile ponownie ją ustanawia poprzez język.

Jednak równie ważnym bohaterem „Jaśni” pozostaje muzyka. Trudno znaleźć współczesnego poetę, który tak konsekwentnie myślałby kategoriami muzycznymi. Już list Łukasza Nicpana, otwierający tom, zapowiada ten problem. Mowa tam przecież o zmianie muzyki życia, o konieczności przestrojenia własnej wrażliwości z tonacji elegijnej na tonację afirmacji. To niezwykle ważna deklaracja programowa. Nie chodzi o zaprzeczenie cierpieniu. Chodzi o odnalezienie takiego tonu, który pozwoli cierpienie przekroczyć.

Baran rozumie muzykę znacznie szerzej niż tylko jako sztukę dźwięków. Muzyczny jest rytm dnia, ruch gałęzi, śpiew ptaków, oddech zakochanych, szelest liści, szum deszczu, a nawet cisza. Wszystko uczestniczy w wielkiej symfonii stworzenia. Dlatego „Pochwała muzyki” okazuje się czymś więcej niż opisem koncertu. Jest próbą uchwycenia tajemnicy harmonii, która poprzedza wszelkie ludzkie słowa.

Nieprzypadkowo pojawiają się nazwiska Mozarta, Schuberta, Bacha czy Vivaldiego. Nie pełnią funkcji erudycyjnych ozdobników. Reprezentują przekonanie, że najwybitniejsze dzieła muzyki europejskiej są zapisem duchowego doświadczenia człowieka. Baran słucha ich nie jako meloman, lecz jako poeta poszukujący języka zdolnego opisać niewyrażalne.

Podobną rolę odgrywa malarstwo. W tomie powracają odniesienia do Józefa Chełmońskiego, Vincenta van Gogha, Epifana Drowniaka (Nikifora), Jerzego Dudy-Gracza. Nie chodzi jednak o klasyczną ekfrazę. Obrazy stają się punktami wyjścia do refleksji nad ludzką kondycją. Patrząc na kuropatwy Chełmońskiego, poeta widzi samotność współczesnej ludzkości. W rozżarzonym niebie nad Arles odnajduje puls zakochanego serca. Sztuka nigdy nie jest dla niego zamkniętym muzeum. Żyje, ponieważ odbija się w doświadczeniu współczesnego człowieka.

Warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną cechę tej poezji – niezwykłą umiejętność łączenia wysokiego z niskim. Baran nie boi się sąsiedztwa metafizyki i codzienności. Obok rozważań o nieskończoności pojawiają się tramwaje, tenisowe mecze Igi Świątek, gole Roberta Lewandowskiego, telewizja, wiadomości tekstowe, sztuczna inteligencja czy kolorowe magazyny. Dla poety nie istnieje hierarchia tematów. Wszystko może stać się tworzywem poezji, jeśli zostanie przepuszczone przez wrażliwość.

To bardzo istotna różnica wobec wielu współczesnych poetów, którzy często uciekają albo w hermetyczną intelektualizację, albo w dokumentalny zapis codzienności. Baran wybiera trzecią drogę. Pokazuje, że codzienność sama w sobie zawiera wymiar metafizyczny. Nie trzeba jej ozdabiać. Wystarczy patrzeć uważniej.

Na szczególne omówienie zasługuje humor obecny w „Jaśni”. Byłoby błędem traktować go jako chwilę odpoczynku od poważniejszych tematów. Humor Barana posiada funkcję filozoficzną. Pozwala zachować dystans wobec własnego losu. Dzięki niemu starość nie zamienia się w rozpacz, a śmierć nie odbiera życiu sensu. Wiersze takie jak „Ballada o kibicach”, „Mały liryk grzybowy”, „Nieśmiała fraszka na AI” czy „Fraszka podróżna” pokazują poetę, który zachował młodzieńczą zdolność śmiania się z samego siebie.

To śmiech niezwykle cenny, ponieważ nie poniża świata. Przeciwnie – oswaja jego tragizm. Baran doskonale rozumie, że ironia może być formą czułości. Nie niszczy, lecz oczyszcza. Nie odbiera godności, lecz chroni przed patosem.

Nie sposób również pominąć obecnego w tomie dialogu z własną twórczością. „Ars poetica” stanowi swoisty manifest artystyczny autora. Poezja jawi się tam jako schronienie, wspólny stół, miejsce gościnności. To niezwykle piękna deklaracja, szczególnie dziś, gdy literatura bywa często traktowana jako pole ideologicznych sporów lub narcystycznej autoprezentacji. Baran przypomina, że prawdziwy wiersz powinien być otwartym domem, do którego można wejść bez pukania.

W tej deklaracji pobrzmiewa głęboka wiara w sens literatury. Nie jako narzędzia zmiany politycznej ani eksperymentu formalnego, lecz jako przestrzeni spotkania. Wiersz ma służyć człowiekowi. Ma ocalać pamięć, przywracać nadzieję, pomagać rozumieć świat. To stanowisko może wydawać się dzisiaj staroświeckie, ale właśnie dlatego brzmi tak przekonująco.
Charakterystyczne jest również niezwykłe bogactwo metafor. Baran nie tworzy obrazów hermetycznych. Jego metafory rodzą się z codziennego doświadczenia: pszczelarz „strząsa miód z ramek nieba”, zmierzch rozstawia „stoły”, czas staje się „konduktorem”, pamięć przypomina kopalniane chodniki, człowiek przeobraża się w jedwabnika przetwarzającego doświadczenia życia. Wszystkie te obrazy pozostają komunikatywne, a jednocześnie otwierają wielopiętrowe znaczenia.

Warto podkreślić, że metaforyka Barana nigdy nie jest celem samym w sobie. Każdy obraz prowadzi ku refleksji egzystencjalnej. Właśnie dlatego jego poezja nie starzeje się mimo zmieniających się mód literackich. Nie opiera się bowiem na efektownych konceptach, lecz na głębokim doświadczeniu życia.

Coraz wyraźniej widać także, że „Jaśń” jest książką napisaną z perspektywy człowieka, który osiągnął niezwykle rzadką zgodę na własną biografię. Nie oznacza to samozadowolenia. Oznacza akceptację wszystkich odcieni losu – zarówno chwil szczęścia, jak i cierpienia. Dlatego pamięć nie pełni funkcji archiwum. Jest żywą energią, nieustannie współtworzącą teraźniejszość. Dzieciństwo, młodość, miłość, przyjaźnie i przemijanie pozostają obecne jednocześnie, jakby czas utracił swój linearny charakter. W tej perspektywie „Jaśń” okazuje się nie tylko tomem poetyckim, ale również zapisem niezwykle dojrzałej filozofii życia. Filozofii, która nie rodzi się z abstrakcyjnych systemów, lecz z wieloletniego wsłuchiwania się w rytm świata. To właśnie dlatego czytelnik ma poczucie, że obcuje nie tylko z wybitnym poetą, lecz także z mądrym świadkiem ludzkiego istnienia – kimś, kto przeszedł długą drogę i potrafi powiedzieć o niej językiem prostym, a zarazem zdumiewająco głębokim.

* * *

Im głębiej wchodzimy w świat „Jaśni”, tym wyraźniej dostrzegamy, że jest to tom zbudowany na napięciu między skończonością i nieskończonością. Józef Baran od wielu lat prowadzi dialog z przemijaniem, jednak w tej książce rozmowa ze śmiercią nabiera zupełnie innego charakteru. Nie przypomina już dramatycznego sporu ani gorzkiej elegii. Jest raczej spokojnym, niezwykle uważnym przyglądaniem się granicy, której nikt z ludzi nie potrafi przekroczyć za życia, lecz którą każdy przeczuwa. To właśnie owo przeczucie staje się jednym z najważniejszych źródeł poetyckiej energii tomu.

Baran nie opisuje śmierci jako katastrofy. Nie romantyzuje jej ani nie próbuje oswoić tanim pocieszeniem. Jego spojrzenie jest znacznie subtelniejsze. Śmierć staje się elementem wielkiego porządku natury, podobnie jak dojrzewanie owoców, opadanie liści czy zmiana pór roku. Taki sposób myślenia nie jest wyrazem rezygnacji. Przeciwnie – wymaga ogromnej odwagi duchowej. Trzeba bowiem zaakceptować własną skończoność, nie tracąc jednocześnie zachwytu nad światem. Szczególnie mocno wybrzmiewa to w utworach „Ostatnia kąpiel”, „Może samo się umrze”, „Dzień dobry dobranoc”, „Zmierzch” oraz „Pytanie ostateczne”. Są to wiersze, które można uznać za swoisty traktat o odchodzeniu, ale napisany z perspektywy człowieka, który bardziej interesuje się tajemnicą niż definicją. Baran nie tworzy religijnych dogmatów ani filozoficznych systemów. Pozostawia pytania otwarte. I właśnie ta otwartość okazuje się największą wartością jego refleksji.

„Może samo się umrze” należy do najodważniejszych tekstów tomu. Już sam tytuł burzy utrwalone sposoby myślenia. Śmierć zostaje odarta z teatralności. Nie jest wybuchem, katastrofą ani ostatecznym dramatem. Może okazać się czymś niemal niezauważalnym – cieniem przelatującym przez pokój. W tym obrazie pobrzmiewa niezwykła pokora wobec tajemnicy istnienia. Poeta nie udaje, że wie. Ale równie stanowczo odrzuca lęk jako jedyną możliwą odpowiedź.

Jeszcze wyraźniej ujawnia się to w tytułowym utworze „Jaśń”. Jest to bez wątpienia jeden z najważniejszych tekstów całego tomu. Baran podejmuje tutaj jedno z najstarszych pytań filozofii: gdzie właściwie znajduje się człowiek? Czy jest jedynie ciałem? Świadomością? Pamięcią? Duszą? A może czymś, czego nie umiemy nazwać? Pytania te pozostają zawieszone pomiędzy antropologią, metafizyką i poezją.

Najciekawsze jest jednak to, że poeta nie próbuje udzielać odpowiedzi w języku filozofii. Odpowiada obrazami. „Jaśń” staje się płynną energią rozlewającą się poza granice ciała, przekraczającą biologiczne istnienie, uczestniczącą w większym porządku bytu. To niezwykle śmiała intuicja poetycka, przypominająca niekiedy myśl Teilharda de Chardin, Czesława Miłosza czy nawet mistykę Wschodu, choć Baran pozostaje całkowicie sobą. Nie zapożycza gotowych systemów. Buduje własną wizję człowieka jako istoty zakorzenionej jednocześnie w ziemi i w nieskończoności.

To prowadzi do jeszcze jednego ważnego zagadnienia – religijności. „Jaśń” jest książką głęboko duchową, ale niezwykle daleką od religijnej deklaratywności. Bóg pojawia się często, jednak niemal nigdy nie zostaje zamknięty w teologicznych formułach. Jest obecnością, światłem, tajemnicą, źródłem energii, nieustannie odnawiającym sens świata. Baran nie prowadzi sporów dogmatycznych. Znacznie bardziej interesuje go doświadczenie sacrum wpisanego w codzienność. Dlatego tak wiele miejsca zajmuje zachwyt. Zachwyt pełni tutaj funkcję niemal religijną. Jest formą modlitwy, która nie potrzebuje liturgii. Kiedy poeta patrzy na drzewa, światło sierpniowego popołudnia czy śpiew ptaków, uczestniczy w akcie kontemplacji. Nieprzypadkowo jego poezja przypomina niekiedy franciszkańskie „Pochwały stworzenia”. Nie chodzi jednak o prostą kontynuację tradycji. Baran pokazuje, że współczesny człowiek nadal może doświadczać świętości świata, jeśli tylko odzyska zdolność uważnego patrzenia.
Równocześnie poeta pozostaje niezwykle czujnym obserwatorem współczesności. „Jaśń” nie jest ucieczką od problemów świata. Przeciwnie – zawiera szereg utworów, które odnoszą się do wojny, kryzysów cywilizacyjnych, kultury konsumpcyjnej czy rozwoju nowych technologii. Szczególnie wymowne są: „Do dużych chłopców na górze”, „Wojna”, „Nasz dobrostan”, „Demode” oraz „Nieśmiała fraszka na AI”.

Baran nie przyjmuje pozycji publicysty. Nie buduje politycznych manifestów. Interesuje go raczej moralny wymiar współczesności. W krótkich, często bardzo oszczędnych wierszach odsłania paradoksy cywilizacji, która dysponuje coraz większą wiedzą, a jednocześnie coraz częściej traci elementarne poczucie wspólnoty.

„Nasz dobrostan” należy do najbardziej gorzkich utworów tomu. Ironia skierowana przeciwko militaryzacji świata nie wymaga rozbudowanych komentarzy. Poeta pokazuje absurd logiki, wedle której wzrost liczby rakiet ma oznaczać wzrost bezpieczeństwa. Kilka prostych wersów wystarcza, aby odsłonić moralną pustkę współczesnego języka polityki.

Podobną funkcję pełni „Démodé”. Baran z niezwykłą przenikliwością opisuje kulturę, która wszystko podporządkowuje modzie: szczęście, miłość, starość, śmierć, religię, prawdę. W rezultacie najważniejsze wartości zostają uznane za niemodne. Jest to jedna z najcelniejszych diagnoz współczesnej kultury konsumpcyjnej zawartych w polskiej poezji ostatnich lat. Co istotne, poeta nie popada w moralizatorstwo. Wystarcza mu ironia. To ona obnaża pustkę świata masek i pozorów.

Równie interesujący jest stosunek autora do sztucznej inteligencji. Krótka fraszka nie jest technofobicznym protestem. Jest raczej pytaniem antropologicznym. „Ile człowieka w człowieku nam jeszcze zostanie?” – to jedno z tych pytań, które wykraczają daleko poza doraźny kontekst technologiczny. Baran przypomina, że postęp nie zwalnia z obowiązku myślenia o istocie człowieczeństwa.

Na szczególną uwagę zasługuje również obecność miłości. W „Jaśni” nie jest ona wyłącznie doświadczeniem erotycznym ani romantycznym uniesieniem. Staje się formą istnienia. Miłość oznacza otwarcie na drugiego człowieka, zgodę na przekroczenie własnego egoizmu. Pięknie pokazują to utwory „Przy-jaśń”, „Bliskość na odległość”, „Wspomnienie” czy beztytułowy liryk rozpoczynający się od słów „miłość to jakby ktoś rozbrzmiewał w tobie...”.

Szczególnie wzruszające pozostają wiersze dedykowane żonie. Ich siła polega na całkowitym braku sentymentalizmu. Jest w nich czułość ludzi, którzy przeszli razem przez całe życie i potrafią odnaleźć piękno nawet w zwyczajnym wspólnym patrzeniu na morze czy spacerze po Sopocie. Tak rozumiana miłość nie potrzebuje wielkich deklaracji. Wystarcza obecność.
Warto zauważyć, że Baran bardzo konsekwentnie buduje własną antropologię. Człowiek jest u niego istotą relacyjną. Nie istnieje w samotności. Potrzebuje drugiego człowieka, pamięci, przyrody, muzyki, sztuki, języka i Boga. Dopiero wszystkie te elementy tworzą pełnię istnienia. Samotność natomiast okazuje się jedną z największych tragedii współczesności.

Nieprzypadkowo poeta tak często wraca do motywu wspólnoty. Wspólne rozmowy, wspólne posiłki, wspólne słuchanie muzyki, wspólne kibicowanie, wspólne wspomnienia – wszystko to buduje świat odporny na rozpadającą się cywilizację indywidualizmu. Poezja Barana pozostaje głęboko humanistyczna właśnie dlatego, że nie wierzy w człowieka samotnego.

Na osobne omówienie zasługuje także autotematyzm. „Ars poetica”, „Bezczelny dar” czy liczne rozproszone refleksje o pisaniu tworzą niezwykle interesujący autoportret twórcy. Baran postrzega poetę nie jako kapłana ani proroka, lecz jako uważnego świadka. Jego zadaniem nie jest tworzenie nowych ideologii, ale ratowanie tego, co kruche i łatwo ginie w codziennym hałasie. To bardzo ważne przesłanie. W świecie, który coraz częściej traktuje literaturę jako produkt kultury, Baran przypomina jej pierwotny sens. Poezja ma ocalać doświadczenie. Ma chronić język przed degradacją. Ma przywracać znaczenie słowom takim jak dobroć, pamięć, czułość, zachwyt czy nadzieja. Nie dlatego, że są modne, lecz dlatego, że bez nich człowiek traci własną tożsamość.

Coraz wyraźniej można więc dostrzec, że „Jaśń” nie jest jedynie zbiorem liryków napisanych przez wybitnego poetę u schyłku życia. Jest czymś znacznie większym – duchowym testamentem człowieka, który przez kilkadziesiąt lat wiernie słuchał świata i który dziś, u kresu długiej drogi twórczej, potrafi przekazać czytelnikom nie gotowe recepty, lecz mądrość płynącą z przeżytego życia. To mądrość pozbawiona pychy, otwarta na tajemnicę, zakorzeniona w zachwycie i współczuciu. Dzięki temu „Jaśń” wyrasta ponad wymiar pojedynczego tomu poetyckiego, stając się jedną z najbardziej przejmujących książek późnej poezji polskiej XXI wieku.

* * *

W ostatecznym rozrachunku „Jaśń” okazuje się książką, która wymyka się prostym klasyfikacjom. Z jednej strony jest tomem głęboko autobiograficznym, ponieważ niemal w każdym utworze pobrzmiewa doświadczenie konkretnego człowieka – mieszkańca Borzęcina, krakowianina, męża, ojca, przyjaciela, poety, człowieka przekraczającego próg późnej starości. Z drugiej jednak strony autobiografia zostaje tutaj nieustannie przekraczana. Baran nie opowiada wyłącznie o sobie. Opowiada o losie człowieka jako takim. W jego indywidualnym doświadczeniu odbija się bowiem doświadczenie wspólnotowe, uniwersalne, ponadczasowe.
Na tym właśnie polega jedna z największych wartości tej książki. Nie zamyka czytelnika w biografii autora, lecz zaprasza go do współuczestnictwa. Czytając „Jaśń”, ma się wrażenie, że poeta nie przemawia z wysokości literackiego autorytetu, ale siada obok odbiorcy na ławce, pod drzewem, na balkonie, nad morzem czy przy kuchennym stole i zaczyna spokojną rozmowę o rzeczach najważniejszych. Nie poucza, nie moralizuje, nie wygłasza sentencji. Dzieli się doświadczeniem, a przecież właśnie doświadczenie – nie teoria – jest największym kapitałem tej poezji.

Coraz wyraźniej ujawnia się również niezwykła architektonika tomu. Nie jest to zbiór przypadkowo zestawionych utworów. Kompozycja posiada wyraźny porządek wewnętrzny. Od afirmacji istnienia, poprzez kontemplację przyrody, sztuki, pamięci i codzienności, prowadzi ku pytaniom ostatecznym. Cztery części tomu przypominają cztery etapy duchowej pielgrzymki. Najpierw człowiek uczy się patrzeć. Potem rozumieć. Następnie godzić się z własną skończonością. Wreszcie staje wobec tajemnicy, której nie sposób już opisać słowami.
Nieprzypadkowo ostatnie wiersze pozostawiają czytelnika bez definitywnych odpowiedzi. Baran nie zamyka książki mocną puentą. Nie buduje filozoficznego systemu. Otwiera przestrzeń ciszy. Jest to cisza niezwykle znacząca. W epoce nieustannego hałasu informacyjnego poeta przypomina, że istnieją pytania, których nie wolno zagłuszać zbyt szybką odpowiedzią. Milczenie staje się tutaj najwyższą formą poznania.

Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden niezwykle ważny aspekt „Jaśni” – stosunek autora do języka. Józef Baran od początku swojej drogi twórczej pozostawał wierny przekonaniu, że wielka poezja nie rodzi się z komplikowania wypowiedzi, lecz z maksymalnego zbliżenia słowa do doświadczenia. W najnowszym tomie ta zasada osiąga postać niemal doskonałą. Jego język jest prosty tylko pozornie. Pod powierzchnią codziennej polszczyzny kryje się niezwykle gęsta sieć znaczeń, odniesień kulturowych, filozoficznych i egzystencjalnych. To prostota zdobyta ogromnym wysiłkiem twórczym. Właśnie dlatego tak łatwo ulec złudzeniu, że podobne wiersze można byłoby napisać samemu. Jest to jednak jedna z największych iluzji literatury. Baran osiąga efekt naturalności dzięki mistrzowskiemu opanowaniu rytmu, metafory, pauzy, kompozycji i skrótu.

Szczególną rolę odgrywa wersyfikacja. Krótkie wersy nie wynikają z formalnej maniery. Regulują tempo czytania. Zmuszają odbiorcę do zatrzymania się nad pojedynczym obrazem, słowem czy oddechem. Dzięki temu wiersze zyskują charakter medytacyjny. Czyta się je nie tyle wzrokiem, ile rytmem własnego oddechu.

Nie sposób także nie dostrzec niezwykłego bogactwa intertekstualnego tej książki. W świecie Barana spotykają się Jan Kochanowski, Adam Mickiewicz, Leopold Staff, Rainer Maria Rilke, Antonio Vivaldi, Wolfgang Amadeusz Mozart, Franz Schubert, Johann Sebastian Bach, Józef Chełmoński, Vincent van Gogh, Nikifor, a obok nich Robert Lewandowski, Iga Świątek, wiadomości SMS, sztuczna inteligencja czy współczesna telewizja. Ten pozornie zaskakujący zestaw nazwisk i motywów nie prowadzi do chaosu. Przeciwnie – pokazuje ciągłość kultury. Baran zdaje się mówić, że człowiek współczesny nadal pozostaje spadkobiercą całej tradycji europejskiej, nawet jeśli nie zawsze zdaje sobie z tego sprawę. Jest to stanowisko niezwykle cenne, zwłaszcza dziś, gdy kultura coraz częściej rozpada się na zamknięte światy pozbawione wspólnego języka. Baran buduje mosty. Łączy dawne z nowym, wysokie z codziennym, klasyczne z popularnym. Dzięki temu jego poezja pozostaje otwarta na bardzo różnych czytelników. Jednocześnie „Jaśń” jest książką niezwykle odważną. Nie dlatego, że szokuje. Wręcz przeciwnie – odwaga Barana polega na czymś znacznie trudniejszym. W epoce ironii, cynizmu i programowego zwątpienia poeta odważa się mówić o nadziei. Nie jako naiwnym optymizmie, lecz jako moralnym obowiązku człowieka. To właśnie dlatego afirmacja obecna w tym tomie nie ma nic wspólnego z powierzchownym zachwytem. Jest owocem wieloletniego zmagania z cierpieniem, przemijaniem, utratą i samotnością. Baran nie ignoruje ciemności. On przechodzi przez nią. Dopiero dlatego światło, o którym pisze, posiada tak wielką siłę przekonywania.

Warto zestawić „Jaśń” z wcześniejszymi tomami autora. Oczywiście odnajdujemy w niej wszystkie charakterystyczne cechy jego poetyki: bliskość natury, prostotę języka, filozofię codzienności, humor, czułość wobec świata i człowieka. Jednak nowa książka przynosi również wyraźne przesunięcie akcentów. Nigdy wcześniej problem światła nie był tak wszechobecny. Nigdy wcześniej refleksja nad śmiercią nie była tak spokojna. Nigdy wcześniej pytanie o sens istnienia nie zostało postawione z tak wielką łagodnością. Można odnieść wrażenie, że Baran osiągnął tutaj niezwykle rzadki stan twórczy, który Edward Said określał mianem „późnego stylu”. Nie jest to styl starości rozumianej biologicznie, lecz duchowo. Charakteryzuje go całkowita niezależność od mód, krytycznych oczekiwań i literackich koniunktur. Twórca pisze wyłącznie dlatego, że nie potrafi już inaczej rozmawiać ze światem. W tym sensie „Jaśń” staje się również świadectwem niezwykłej wolności artystycznej. Baran nie próbuje nikogo naśladować. Nie uczestniczy w wyścigu o nowatorstwo. Nie potrzebuje manifestów ani eksperymentów formalnych. Wie, że największą nowością w sztuce pozostaje autentyczność. To właśnie autentyczność sprawia, że książka posiada ogromną siłę emocjonalną. Czytelnik wierzy każdemu obrazowi, ponieważ czuje, iż został on przeżyty. W tej poezji nie ma dekoracyjnych metafor ani efektownych póz. Jest natomiast prawda doświadczenia. A prawda – nawet wyrażona najprostszym językiem – zawsze pozostaje jednym z najrzadszych dóbr literatury.
Nie bez znaczenia pozostaje również wymiar etyczny tej twórczości. Baran przypomina, że poezja nie jest wyłącznie sztuką pięknego mówienia. Jest także sposobem życia. Uczy uważności, wdzięczności, pokory, współczucia i odpowiedzialności za drugiego człowieka. W czasach gwałtownej polaryzacji społecznej taki głos nabiera szczególnej wartości. Nie nawołuje do walki. Zachęca do rozmowy. Nie buduje murów. Sadzi drzewa. Nie podsyca lęku. Rozświetla go światłem czułości.

Właśnie dlatego „Jaśń” wydaje się jedną z najważniejszych książek poetyckich ostatnich lat. Nie dlatego, że przynosi formalną rewolucję, lecz dlatego, że przypomina o najgłębszym sensie poezji. Literatura nie istnieje wyłącznie po to, by zadziwiać kunsztem. Istnieje po to, aby pomagać człowiekowi pełniej istnieć.

Józef Baran udowadnia, że poezja nadal może być miejscem spotkania człowieka z samym sobą, z drugim człowiekiem, z naturą, z kulturą i z tajemnicą istnienia. Może być przestrzenią, w której język odzyskuje swoją pierwotną godność, a słowo ponownie staje się domem. W świecie coraz bardziej rozproszonym, rozgadanym i rozchwianym jest to propozycja niezwykle cenna.
„Jaśń” pozostaje więc czymś znacznie więcej niż kolejnym tomem jednego z najwybitniejszych współczesnych poetów polskich. Jest mądrą, głęboko humanistyczną medytacją nad losem człowieka, napisaną z perspektywy dojrzałości, która nie utraciła dziecięcej zdolności zachwytu. To książka światła, lecz nie światła oślepiającego. Raczej takiego, które spokojnie prowadzi przez mrok. Książka pamięci, która nie więzi w przeszłości. Książka nadziei, która nie zaprzecza cierpieniu. Książka poety, który z niezwykłą pokorą i mistrzostwem pokazuje, że największa mądrość rodzi się nie z pewności, lecz z nieustannego zdziwienia światem. Dlatego „Jaśń” należy czytać nie tylko jako znakomity tom poezji, lecz także jako duchowy testament jednego z najważniejszych twórców współczesnej literatury polskiej. Testament, który nie zamyka żadnej drogi, ale przeciwnie – otwiera przed czytelnikiem coraz to nowe przestrzenie światła, refleksji i wewnętrznej wolności. W tym właśnie tkwi jego najtrwalsza wartość i najgłębsze piękno.

Andrzej Dębkowski

 

___________

Józef Baran, Jaśń. 84 nowe wiersze z lata 2022-2026. Redakcja: Agnieszka Czapczyk. Projekt okładki: Agnieszka Herman. Posłowie: Antonio Benitez-Burraco. Projekt graficzny i opracowanie techniczne: Barbara i Przemysław Kida. Zysk i S-ska Wydawnictwo, Poznań 2026, s. 138.