W śląskim Davos
Na początku czerwca 2026 roku przebywam z żoną na Dolnym Śląsku. Zachęceni przez AI postanowiliśmy odwiedzić Sokołowsko – „najdziwniejszą wieś w regionie". Wyruszamy z Zagnańska we wtorek 9 czerwca, zaraz po śniadaniu. Mamy przed sobą prawie sześć godzin jazdy i dystans blisko 500-kilometrowy. Wybieramy trasę przez Piotrków Trybunalski, obrzeża Łodzi, potem drogą ekspresową (S8) na Wrocław, stamtąd obwodnicą Wałbrzycha docieramy do Sokołowska (zwanego do roku 1945 Gobersdorffem). Jest godzina 15.00, kiedy parkujemy przed zabytkową starą pocztą przy ul. Głównej 26. Mamy tu zarezerwowany apartament. Kilkanaście minut temu otrzymaliśmy telefonicznie instrukcję jak się do niego dostać. Lokum mieści się na parterze tego blisko stuletniego budynku i sprawia sympatyczne wrażenie. Pomieszczenie niezbyt duże (ok. 20 m2), ale przytulne, oryginalnie podświetlone, funkcjonalnie zagospodarowane.
Dysponujemy nawet mini tarasem z bezpośrednim wyjściem zabezpieczonym moskitierą. gdzie stojący stolik z krzesłami zachęca do wypoczynku. Nie możemy z tego udogodnienia skorzystać ze względu na niesprzyjającą aurę.
Po rozpakowaniu i obiedzie przygotowanym z domowych zapasów, korzystając z chwilowej poprawy pogody, zaopatrzeni w parasole, udajemy się na spacer po dawnym uzdrowisku. Vis a vis starej poczty rozpościera się skwer dr. Alfreda Sokołowskiego. Na jednej z tablic tu umieszczonych znajdujemy jego życiorys (pozostałe zawierają informacje o innych ważnych dla Sokołowska osobach). Dr Sokołowski to postać niezwykle zasłużona dla tej miejscowości. Urodzony w roku 1849 we Włodawie ukończył studia lekarskie w Szkole Głównej w Warszawie w roku 1873. Rok później przybył do Göbersdorff w charakterze pacjenta. Po trwającej kilka miesięcy kuracji został asystentem dr. Hermanna Brehmera, który trafił w te strony za namową starszej siostry żony Amalii, Marianny von Colomb, zwolenniczki hydroterapii metodą Vinceza Priessnitza, i od roku 1855 prowadził tu pierwszy na świecie zakład sanatoryjny leczenia gruźlicy. Po śmierci dr. Brehmera w 1889 roku dr Sokołowski kontynuował i doskonalił brehmerowskie metody leczenia suchot płucnych (spacery, umiarkowane ćwiczenia na powietrzu i dietetyczne żywienie). W roku 1908 założył Towarzystwo Przeciwgruźlicze. Po II wojnie światowej, dla uczczenia tego wybitnego lekarza, zmieniona nazwę miejscowości na Sokołowsko.
Idziemy ulicą Główną w prawo w stronę centralnego obiektu, wybudowanego przez dr. Brehmera budynku sanatorium. Po drodze mijamy pochodzące z końca wieku XIX domy o ciekawej architekturze i oryginalnym wyglądzie. Niestety, większość z nich wymaga pilnej renowacji. Niektóre sprawiają wręcz wrażenie opuszczonych. Na ulicach spotykamy niewiele osób, co czyni miejscowość jakby wymarłą. Mijamy skrzyżowanie z ulicą Parkową i zatrzymujemy się przed okazałą trójkondygnacyjną kamienicą, z zabudowanym poddaszem.
To dawny pensjonat Tannenberg, wybudowany około 1910 roku w stylu późnego historyzmu. Przez lata pełnił funkcję sanatorium dr. Weickersa. W latach 50. XX wieku, mieszkał w tym budynku wraz z rodziną (jako nastolatek) Krzysztof Kieślowski, przyszły słynny reżyser, filmowiec i scenarzysta. Na fasadzie budowli znajduje się odsłonięta w roku 2006 z okazji 10. rocznicy śmierci tego twórcy pamiątkowa tablica o tym informująca. Obecnie obiekt pełni funkcję mieszkalno-usługową.
Po drugiej stronie ulicy Głównej, naprzeciw pensjonatu, stoi dawny hotel Bergland. To obiekt historyczny, który powstał pod koniec XIX wieku. Przed II wojną światową był popularnym hotelem z dużą salą restauracyjną, w której seanse filmowe wyświetlała objazdowa kino-projektorka. W latach 20. XX wieku odbywały się w nim także nabożeństwa dla katolików. Po wojnie był siedzibą domu kultury i kina. Dziś budynek służy celom mieszkalnym, a wyremontowana sala kinowa funkcjonuje jako kino-teatr „Zdrowie”, organizujący wydarzenia kulturalne, seanse filmowe oraz lokalne spotkania artystyczne i wieczory autorskie. Nawiasem mówiąc, to właśnie seanse filmowe w tym budynku miały ukształtować fascynację X muzą kilkunastoletniego Kieślowskiego. W obiekcie znajduje się także klimatyczna kawiarnia „Zdrowie", która jest integralną częścią kinoteatru. Nie jest to typowa, komercyjna kawiarnia – miejsce łączy funkcję kawiarni, artystycznego centrum spotkań oraz księgarni. Można tu wypić wyśmienitą kawę, skosztować domowych ciast, a nawet spróbować regionalnych alkoholi, wszystko to w otoczeniu historycznych wnętrz. Całością zarządza, od roku 2007, Fundacja Sztuki Współczesnej In Situ. Obiekt jest jednym z głównych punktów na mapie corocznego Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Hommage a Kieślowski.
To wydarzenie odbywa się rokrocznie (od 2011 roku), pod koniec sierpnia.
Idąc dalej ulicą Główną mijamy budynek pod numerem 25. To także obiekt historyczny, wybudowany na początku XX wieku. Do II wojny światowej funkcjonował jako Doktorhaus. Mieści się w nim od kilkunastu lat popularna „Kawiarenka Smaków", gdzie jest serwowana legendarna beza. Lokal oferuje także znakomitą kuchnię włoską, szczególnie polecając truflową pizzę.
Spod „Kawiarenki Smaków" już niedaleko do legendarnego sanatorium dr. H. Brehmera, najważniejszej budowli Sokołowska. Utrwalam jego część frontalną. Jest teraz okazja, by przybliżyć wreszcie historię miejscowości.
Została założona w XIV wieku przez zakon benedyktynów z czeskiego Broumowa. Na początku wieku XVI razem z okolicznymi wsiami kupił ją hrabia von Hochberg posiadający rodową siedzibę w Książu. W połowie wieku XIX powstało tutaj pierwsze na świecie specjalistyczne sanatorium dla chorych na gruźlicę. Pomysłodawcą i realizatorem przedsięwzięcia był, o czym pisałem wcześniej, dr Brehmer, twórca innowacyjnej metody leczenia klimatyczno-dietetycznego gruźlicy. Jego podejście zrewolucjonizowało terapię tej groźnej choroby i spowodowało, że do tego zakątka Sudetów masowo zaczęli „pielgrzymować” chorzy z całej Europy. Dr Brehmer zajmował się nie tylko leczeniem. To on stworzył rozległy park z alejkami, altanami i ławeczkami, zakładając istotny wpływ kontaktu z naturą na zdrowie. Sanatorium szybko się rozrastało. Już w roku 1862 postawiono pierwsze budynki uzdrowiskowe oraz pensjonaty. Z biegiem lat obiekt powiększył się o kolejne skrzydła, bibliotekę, ogród zimowy, a nawet mieszkanie dyrektora. Całość w stylu neogotyckim, z akcentami orientalnymi, zaprojektował uznany architekt niemiecki żydowskiego pochodzenia Edwin Oppler. Powstał potężny budynek z cegły, z elewacją pokrytą cegłą klinkierową. Zdobią go liczne wieżyczki, balkony, wykusze, okna z łukami i portalami. Nawet dzisiaj, chociaż nie całkowicie odrestaurowany, zachwyca monumentalnym kształtem i bogactwem detali architektonicznych. W szczytowym momencie działalności sanatorium mogło się tu leczyć ponad 700 kuracjuszy. Do ich dyspozycji oddano aż 303 pokoje. Były one zlokalizowane w głównych budynkach i w należących do zakładu willach. Uzdrowisko pod koniec XIX wieku posiadało własną pocztę i połączenia telefoniczne. Jego sława była tak duża, że na wzór Sokołowska powstało parę lat później słynne szwajcarskie Davos. I mimo że, jest ono ośrodkiem sanatoryjnym młodszym, to cieszy się większą sławą, a Sokołowsko określa się nazwą „śląskie Davos", chociaż chronologia wskazuje inaczej. Warto nadmienić, iż sam Tytus Chałubiński zainspirował się Görbersdorffem, szukając polskiego miejsca na kurort leczący choroby płuc – tym miejscem stało się Zakopane.
Po II wojnie światowej Gőrbersdorff przemianowano na Sokołowsko, a sanatorium dr Brehmera na „Grunwald". Chociaż nadal funkcjonowało jako uzdrowisko, to straciło międzynarodowe znaczenie. Prawdziwy cios przyszedł w roku 2005. Obiekt został zniszczony przez dwa pożary. I kiedy wydawało się, że Sokołowsko już się nie podniesie z losowego upadku, wydarzyło się coś niezwykłego. Unikatowy, po trosze dekadencki, klimat miejsca zaczął przyciągać artystów, filmowców, pisarzy – twórców poszukujących inspiracji. Kluczową rolę odegrała tu Fundacja Sztuki Współczesnej In Situ (łacińska nazwa oznacza „w miejscu”), która, po przejęciu ruin kompleksu w roku 2007 rozpoczęła żmudny proces rewitalizacji obiektów sanatoryjnych. Prace postępują powoli, gdyż wymagają ogromnych nakładów finansowych. Widać już pierwsze efekty odbudowy. Oglądamy spiczastą wieżę, która prezentuje się okazale. Fundację czeka jeszcze ogrom pracy. Ale już widoczne jest ożywienie aktywności kulturalnej Sokołowska, które stało się od pewnego czasu domem dla organizowanych corocznie festiwali filmowych, oraz miejscem spotkań artystów, wydarzeń kulturalnych i przestrzenią poświęconą pamięci Krzysztofa Kieślowskiego. W odnawianych powoli, ale systematycznie, ruinach sanatorium odbywają się koncerty i wystawy artystyczne.
Tuż za parkiem, w bezpośrednim sąsiedztwie budynku sanatorium, napotykamy niezwykle ciekawą budowlę. Pełniła ona dawniej rolę obserwatorium astronomicznego. Budynek powstał w 1876 roku w stylu neogotyckim. Pierwotnie dach był płaski, co widać na starych zdjęciach, i właśnie z tego tarasu można było obserwować niebo. Obecnie dach pokrywa oryginalny łupek. Niegdyś budynek stanowił integralną część sanatorium dr. Brehmera. Dziś jest własnością prywatną i pełni funkcję mieszkalną.
Naprzeciw głównego budynku sanatorium przy ulicy Słonecznej stoi inny historyczny obiekt.
Dawniej zwany Steinhaus, powstał około połowy wieku XIX. Jest pozostałością istniejącego w tym miejscu gospodarstwa. Został wybudowany w konstrukcji kamienno-ceglanej. Obecnie mieści się w nim prywatna galeria sztuki oraz biblioteka publiczna. Zwraca uwagę nową elewacją, a także oryginalnymi detalami architektonicznymi. Na ścianie zewnętrznej widoczna wmurowana tablica poświęcona Kieślowskiemu.
Pod płaskorzeźbą głowy artysty napis Krzysztof Kieślowski w Sokołowsku 1951-1960. Filmowiec trafił do Sokołowska wraz z siostrą i matką ze względu na chorobę płuc swojego ojca, który leczył się w tutejszym słynnym sanatorium dr. Brehmera. I co podkreślają wszyscy jego biografowie, uzdrowiskowy klimat miejscowości i specyficzna atmosfera tego miejsca, często nazywanego „Platońską jaskinią”, głęboko zapadły w pamięć przyszłego reżysera. W każdym razie jest faktem, iż to w Sokołowsku zrealizował w roku 1974 film Prześwietlenie, jedną ze swoich pierwszych produkcji dokumentalnych.
Idąc w górę ulicy Słonecznej, na zapleczu dawnego sanatorium „Grunwald”, spotykamy kolejny ciekawy budynek. To postawiony około 1878 roku pensjonat „Weisses Haus” (Biały Domek). Przez lata wchodził w skład zespołu sanatoryjnego dr. Brehmera. Obecnie jest domem wielorodzinnym. Obiekt w stylu szwajcarskim, konstrukcji murowano-drewnianej, został wybudowany na miejscu domu kuracyjnego hrabiny Marii von Colomb. Przypomnijmy, że ta „matka chrzestna” sanatorium sokołowskiego była siostrzenicą księcia Gebharda von Leberechta, pruskiego feldmarszałka, wojskowego pruskiego zasłużonego zwycięstwami nad Napoleonem w bitwach – pod Lipskiem (1813) i Waterloo (1815). To ona przybyła latem 1849 roku do Görbersdorff, wsi pruskiej zamieszkałej przez ok. 350 mieszkańców. To ona jako pierwsza odkryła lecznicze walory tej sudeckiej miejscowości. Była pod wrażeniem lekarza Wincentego Priessnitza, który założył uzdrowisko w Gräfenburgu (dzisiejsze czeskie Lazne Jesenik) i odnosił spektakularne sukcesy w wodolecznictwie. Wzorując się na tym lekarzu–samouku w 1850 roku założyła w Gőrbersdorffie zakład leczenia zimną wodą, wykupując od Hochbergów, ówczesnych właścicieli, młyny z okolicznym terenem. Uzdrowisko, niestety nie przyniosło planowanych zysków, a niespłacone długi w 1854 roku wpędziły hrabinę do więzienia. Na szczęście dla miejscowości zakład przejął od niej jej szwagier – dr Hermann Brehmer. Dalsze losy uzdrowiska opisałem wcześniej.
Wyruszamy w drogę powrotną. Do ulicy Głównej dochodzimy ulicą Słoneczną, mijając dwa okazałe współczesne budynki mieszczące biura sanatoryjne, potem idziemy ulicą Parkową mijając skwer imienia Krzysztofa Kieślowskiego. Wchodzimy na ulicę Szkolną, zatrzymując się przed budynkiem dawnej szkoły ewangelickiej. Pochodzi z 1880 roku. Po II wojnie światowej, od 1946 roku, mieściła się tu polska placówka edukacyjna. Obecnie dawne obiekty oświatowe zostały zaadaptowane na cele mieszkaniowe, a młodzież od początku XXI wieku uczy się w Zespole Szkolno-Przedszkolnym im. Janusza Korczaka przy ul. Unisławskiej. Idziemy dalej, mijając stojące naprzeciw dawnego budynku szkolnego zaniedbane domy o elewacji świadczącej, iż czasy świetności mają za sobą. Te domy domagają się remontu. Podobne wrażenie odnosiliśmy także obserwując podczas wcześniejszego spaceru inne budynki przy ulicy Głównej.
Dochodzimy do budynku o numerze 1, stojącego blisko połączenia ulicy Szkolnej z ulicą Główną. Prezentuje się korzystnie. Widać, że niedawno był odnowiony. Na ścianie zewnętrznej widoczne są kolorowe ornamentacje oraz cyfra 1847 oznaczająca rok jego powstania. To dawny obiekt uzdrowiskowy. Stanowi historyczną część kompleksu sanatoryjnego. Służył od połowy wieku XIX potrzebom kuracjuszy jako pensjonat oraz mieszkania dla obsługi tego dolnośląskiego kurortu. W latach 90. XX wieku budynek przeszedł w ręce prywatnych właścicieli. Obiekty mieszkaniowe przy ulicy Szkolnej powstawały na przełomie XIX i XX wieku, w okresie największego rozkwitu miejscowości. Ulicą Szkolną wychodzimy wprost na naszą starą pocztę. Całe szczęście, bo zrobiło się późno i zaczął padać deszcz. Po kolacji oglądam jeszcze wiadomości w telewizji i uzupełniam z Internetu wiedzę o historii Sokołowska. W zajmowanym przez nas klimatycznym apartamencie relaksujemy się po spacerze. Kolacja, rozgrzewająca herbata, plan jutrzejszego zwiedzania i zasłużony odpoczynek nocny.
Następnego dnia (środa 10 czerwca) po toalecie i smacznym, przyrządzonym we własnym zakresie śniadaniu udajemy się na kolejny spacer po uzdrowisku. Naszym celem jest poznanie interesujących i zabytkowych obiektów przy ulicy Parkowej. Udajemy się ulicą Główną w prawo, idąc około 100 m znaną nam trasą. Po dojściu do parku im. Krzysztofa Kieślowskiego skręcamy w lewo w prowadzącą lekko pod górę ulicę Parkową. Po prawej stronie ulicy mijamy jedno ze skrzydeł budynku związanego z osobą słynnego filmowca. Na ścianie przylegającej do kamienicy przybudówki znamienny napis o treści –Kiedyś byli świetni reżyserzy, których dziś już nie ma. Po pokonaniu 100-150 metrów dochodzimy do ścieżki prowadzącej na teren kościoła parafialnego pw. Matki Bożej Królowej Świata. Był pierwotnie protestancki, wybudowany ze składek kuracjuszy w latach 1883-84 na terenie ofiarowanym przez dr. Theodora Römplera, także zasłużonego dla uzdrowiska lekarza. Po II wojnie światowej kościół został przekazany katolikom. Jest to murowany obiekt jednonawowy nie posiadający zabytkowego charakteru. Na uwagę zasługuje jedynie neogotycki drewniany prospekt organowy z wieku XIX oraz witraż z prezbiterium z tego samego okresu. Wewnątrz kościoła pod tynkami znajdują się polichromie i prace z dziedziny metaloplastyki wybitnego artysty Johannesa M. Avenariusa, wykonane w połowie lat 30. XX wieku. Ten śląski malarz, grafik, ilustrator urodził się w 1887 roku w Gryfowie, a zmarł w 1954 roku w Berlinie.
Był prywatnie przyjacielem Gerharta Hauptmanna (o tym pisarzu będzie mowa w dalszej części reportażu), także związanego z Görbersdorffem.
Idąc w górę ulicą Parkową dochodzimy do kompleksu dawnego zespołu sanatoryjnego kierowanego w latach 1876-1908 przez powyżej wspomnianego dr. Theodora Rőmplera.
Najstarsza jego część, zwana historycznie „Turn Villa”, powstała w roku 1874 z inicjatywy pierwszego właściciela obiektu barona von Rossinga. Po wykupieniu w roku 1878 zakładu od barona, dr Römpler przystąpił do tworzenia 120-hektarowego parku uzdrowiskowego oraz wznoszenia kolejnych obiektów kompleksu, w tym głównego budynku sanatoryjnego oraz ogrodu zimowego, leżakowni, a także lodowni. Obiekt dr. Rőmplera funkcjonował nieprzerwanie do wybuchu II wojny światowej, a także podczas niej. Do sanatorium przybywali inwalidzi wojenni chorzy na gruźlicę. Po wojnie i włączeniu miejscowości do Polski klinika Rőmplera, ocalała przed zniszczeniem i grabieżą, szybko została ponownie uruchomiona jako sanatorium przeciwgruźlicze o nazwie „Biały Orzeł”. Obiekt ten do dzisiaj pełni funkcję leczniczą, obecnie jako Dolnośląski Ośrodek Opieki Pulmonologicznej. Naprzeciwko wejścia do Ośrodka podziwiamy zachowane w dobrym stanie rzeźby o tematyce antycznej.
Z lekarzy pracujących w latach powojennych w tym obiekcie należy wymienić dr. Stanisława Domina, który był w latach 1956-1994 dyrektorem ZOZ Chorób Płucnych w Sokołowsku. W tym czasie przeprowadził remont nie tylko obiektów „Białego Orła", ale także opisanego wcześniej „Grunwaldu". Dr Domin pracę zawodową w Sokołowsku zakończył w roku 2013. Lekarz ten odegrał ogromną rolę w powojennym rozwoju nie tylko obiektów sanatoryjnych, ale również całej miejscowości, w szczególności jako ośrodka sportów zimowych. Utworzył także przyzakładową pracownię metaloplastyki, w której wyrabiano do dzisiaj widoczne w Sokołowsku ozdobne elementy.
Idąc w górę ulicą Parkową mijamy (po prawej stronie) kolejny okazały budynek, znany jako „Villa Elsa”. Został wzniesiony w roku 1876 dla rodziny doktora Römplera, zaprojektowany w stylu „willi szwajcarskiej”.
W latach 1882-1945 był domem doktora i jego żony Elsy oraz miejscem spotkań całej rodziny. W czasie II wojny światowej stał się schronieniem dla kobiet i dzieci rodziny właścicieli. Po roku 1945 budynek zaadaptowano na przedszkole. W latach 90. XX wieku zrujnowany obiekt odkupiła prawosławna parafia pw. św. Archanioła Michała, która go wyremontowała i otworzyła w roku 2000 jako Dom św. Elżbiety. Parafia realizuje w nim projekt Ekumenicznego Ośrodka Spotkań Integracyjnych. W przeszłości w tym obiekcie serwowano lokalne specjały kuchni kresowej.
Naprzeciw niego natrafiamy na płaskorzeźbę Leśne Źródło. Monument zwany także „Waldquelle” (ta nazwa jest wyryta na górze obiektu) pochodzi z końca wieku XIX. Przed laty służył w parku jako ujęcie wody źródlanej. Jest jednym z niewielu pozostałych elementów małej architektury parkowej. Płaskorzeźba już mocno się zatarła. Obiekt ozdobiony jest historycznym cytatem z Goethego – Każdy powinien korzystać z życia według własnego upodobania. Samo źródełko, położone na uboczu wśród drzew, niegdyś było elementem kuracji pitnej dla gości uzdrowiska. Woda z niego obecnie już nie tryska, ale to świetne miejsce, pełne historii, zachęcające do chwili wytchnienia. Według legendy jest to miejsce założenia miejscowości.
Idąc dalej ulicą Parkową mijamy Aleję Lipową. Malownicza, pełna uroku ścieżka biegnie pośród starodrzewu, zapraszając na spacer wśród zieleni. Towarzyszy tu wędrującym śpiew ptaków, szum drzew i obecność wiewiórek. U jej początku tablica z napisem W 80. rocznicę pamiętnego mordu katyńskiego w roku 1940 na oficerach i policjantach Rzeczpospolitej Polskiej, upamiętniamy postać naczelnego Prawosławnego Kapelana Wojska Polskiego ks. protoprezbitera płk. Szymona Fedorońko, Kawalera Orderu Orła Białego. Jemu i innym pomordowanym przez NKWD Wieczne Odpoczywanie, a u potomnych cześć i chwała. Na górze tablicy widoczna jest podobizna tego kapelana.
Po chwili, idąc parę minut pod górę, dochodzimy do małej cerkiewki pw. św. Michała Archanioła. Skryta wśród zieleni w bliskim sąsiedztwie urokliwego stawu robi wrażenie. Prowadzi do niej drewniany mostek i kilka schodów. Jest świątynią parafialną należącą do diecezji wrocławsko-szczecińskiej Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego. Zbudowana w latach 1900-1901 staraniem Bractwa św. Włodzimierza, w stylu starojarosławskim, według projektu Karla Grossera, znanego architekta, twórcy m.in. hotelu Monopol we Wrocławiu. Konsekrowana 3 września 1901 roku przez ks. Protoprezbitera Aleksego von Malceva – kapelana rosyjskiej ambasady w Berlinie. Obiekt służył kuracjuszom wyznania prawosławnego do połowy lat 30. XX wieku. Po II wojnie światowej pozbawiony wyposażenia był wykorzystywany jako kostnica. Uległa ona całkowitej dewastacji. W latach 1980-1996 (16 sierpnia) stanowiła własność prywatną, służąc jako domek letniskowy. Staraniem proboszcza parafii prawosławnej św. Cyryla i św. Metodego we Wrocławiu, ks. mitrata Eugeniusza Cebulskiego i uzyskaniu subwencji z Fundacji „Renovabis” cerkiew została odkupiona i sukcesywnie przywracana do pierwotnego przeznaczenia. Pozyskano ikonostas, 5 kwietnia 1997 roku arcybiskup wrocławski i szczeciński Jeremiasz dokonał poświęcenia nowego krzyża wieńczącego cerkiew, a w dniu 10 listopada 2001 roku wtórnego jej poświęcenia. Jej wnętrze zdobią malowidła ścienne o tematyce sakralnej.
Spod cerkwi wracamy ulicą Parkową do ulicy Głównej i do naszego lokum. Po kawie i godzinnym wypoczynku wyruszamy na trzeci i ostatni spacer po Sokołowsku. Tym razem udajemy się ulicą Główną w kierunku zachodnim. Na szczęście pogoda się poprawia, na chwilę spoza chmur wychyla się słońce.
Mijamy skrzyżowanie ulicy Głównej z ulicą Unisławską, gdzie stoi budynek „Villa Laurentin, przed którym się zatrzymujemy. Ta zabytkowa drewniano-murowana willa pochodzi z końca XIX wieku. W czasach świetności uzdrowiska obiekt pełnił funkcję domu dla lekarzy żeńskiego oddziału sanatorium dr. Hermanna Weickera oraz miejsca kwaterunku gości pobliskiego sanatorium „Villa Buchberg". Willa została uwieczniona na historycznych fotografiach, które można odnaleźć m.in. w Wikipedii Commons oraz w dokumentacji PTTK dotyczącej lokalnych tras turystycznych. Dzisiaj willa stanowi ważny punkt podczas spacerów historycznych po miejscowości.
Naprzeciw „Villi Laurentin", po drugiej stronie ulicy Głównej, pod numerem 7 usytuowany jest inny zabytkowy obiekt.
Jak czytamy na tablicy umieszczonej na frontowej ścianie, ten dom szachulcowo-przysłupowy pochodzi z roku 1803. Pierwotnie było to zamożne gospodarstwo, którego zabudowania tworzyły czworobok. Potem pełnił funkcję leśniczówki. Na początku XX wieku (w roku 1927) przebywał w nim w gościnie u wuja Alfreda (leśniczego) Gerhart Johann Robert Hauptmann, niemiecki dramaturg i powieściopisarz, laureat literackiej Nagrody Nobla w 1912 roku, którą otrzymał za całokształt bogatej i wybitnej twórczości dramatycznej. Nic dziwnego, że obiekt jest nazywany tradycyjnie budynkiem Hauptmanna. Tu powstała zresztą jego powieść Wanda. Przed rokiem 1945 znajdowała się w tym budynku pralnia, przedszkole i mieszkania personelu sanatoryjnego. Obecnie pełni funkcje mieszkalne.
Idąc w górę ulicy Głównej mijamy Ośrodek Wypoczynkowy „Radosno”, mieszczący się w dawnym pensjonacie Freudengrunt, postawionym na początku XX wieku. Po II wojnie światowej leczono tu narkomanów. Kilkadziesiąt metrów dalej, stoi, jeden z najpiękniejszych, a zarazem najstarszy budynek miejscowości. Pochodzi prawdopodobnie z 1800 roku. Stanowi przykład sudeckiego budownictwa ludowego. Konstrukcja obiektu jest drewniano-zrębowa. Belki łączone są na tzw. rybi ogon. Obecnie to budynek dwurodzinny. Mieszkał w nim i tworzył w połowie XIX wieku pisarz i dramaturg epoki romantyzmu Albert Emil Brachvogel (1824-1878), stąd jego nazwa – Dom Pisarza. Naprzeciw niego stoi parterowy budynek (pod numerem 8 ulicy Głównej) i nieco wyżej wielorodzinny budynek jednopiętrowy o numerze 6, z zabudowanym poddaszem. Ma na ścianie frontowej ciekawe płaskorzeźby i posiada kolorową różową elewację.
Idziemy jeszcze drogą prowadzącą do malowniczego zbiornika wodnego. Zaczyna jednak padać i decydujemy się na powrót do naszego apartamentu. Czas najwyższy na obiadokolację, po której wypoczywamy słuchając za oknem coraz intensywniej padającego deszczu. Nie mamy szczęścia do pogody. Jest więc czas na poszukiwanie w Internecie wiadomości o aktualnym statusie Sokołowska. Znajdujemy informację, że obecnie liczy około 900 mieszkańców.
Jego specyfika polega na kontraście; swoistym dualizmie. Z jednej strony wciąż czuć tutaj ducha dawnych kuracjuszy i widać świadectwa minionej epoki; z drugiej tętni ono nowoczesną, awangardową sztuką. Ten niezwykły mariaż zdrowia i choroby, upadku i odrodzenia; zderzenia historii sprzed 150 lat ze współczesną awangardą, czyni z miejscowości najdziwniejszą i najbardziej fascynującą wieś na Dolnym Śląsku. Przekonujemy się o tym na każdym kroku.
Idę spać w przeświadczeniu, że warto było tu spędzić dwa dni i nabieram pewności, że należy tę miejscowość bardziej doinwestować, co jest rolą Ministerstwa Kultury oraz wypromować, to zadanie dla mediów i pisarzy. Uczynili to już co prawda i Olga Tokarczuk w powieści Empuzjon, i Joanna Bator w powieści Gorzko, ale o Sokołowsku trzeba pisać częściej i więcej. Wszak historia „śląskiego Davos” to gotowy materiał na fabułę książki - opowieść o narodzinach, rozkwicie, upadku i szczęśliwym zmartwychwstaniu tego niezwykłego miejsca czakramowego, o ogromnej sile i potencjale oraz unikalnym klimacie, a także tajemniczym układzie geologicznym. Wszystko to sprawia, że czas płynie tu w zgodzie z naturą – wolniej i spokojniej
Maciej Andrzej Zarębski
Fot. autora: Wikipedia
Fot. w tekście: autor





































































































































































































































































































