Krzysztof Gołębiewski
Spotkanie, które mogło się wydarzyć (I)
(między Małym Księciem a Emmą Bovary)
Wyobrażasz sobie spotkanie Małego Księcia z panią Bovary? Ja spróbowałem... Jednak ich spotkanie mogło mieć sens tylko na marginesie światów, w miejscu nieprzynależnym ani do asteroidy, ani do normandzkiej prowincji: ustronnym, cichym, jakby wyjętym z przypisu.
Mały Książę przyszedł pierwszy. Lubi przychodzić wcześniej – nie z niecierpliwości, lecz z uważności. Usiadł na kamieniu, oglądając mrówki, słuchając ciszy, która jeszcze nie wie, że za chwilę stanie się napięciem. Madame Bovary przyszła później. Z rumieńcem, który nie miał już nic wspólnego z niewinnością. Z zapachem perfum, które próbowały zagłuszyć zapach prowincji i rozczarowania.
– Dlaczego jesteś smutna, skoro masz wszystko? – zapytał.
Nie odpowiedziała od razu. Uśmiechnęła się tak, jak uśmiecha się ktoś, kto już wie, że „wszystko” to słowo puste.
– Bo wszystko to za mało – powiedziała w końcu.
Między nimi nie było flirtu. Raczej konfrontacja dwóch absolutów: czystej potrzeby sensu i niecierpliwej potrzeby doświadczenia. Mały Książę słuchał uważnie, ale nie rozumiał jej głodu. Emma patrzyła na niego z mieszaniną czułości i irytacji – jak na kogoś, kto wciąż wierzy, że świat da się oswoić jednym pytaniem. Opowiedział jej o róży, o odpowiedzialności, o tym, że najważniejsze jest niewidoczne. Ona parsknęła śmiechem – nie z drwiny, lecz z bólu.
– Ja też miałam róże. Wszystkie zwiędły.
W pewnym momencie zrozumieli, że nie mogą się dotknąć. Nie dlatego, że nie wolno, lecz dlatego, że ich języki pochodzą z różnych porządków istnienia. On jest jeszcze przed upadkiem. Ona – dawno po.
To nie była schadzka. Spotkanie było krótkie. Bez pocałunku, bez obietnic. Mały Książę odszedł bogatszy o wiedzę, że dorosłość potrafi ranić. Emma – uboższa o kolejne złudzenie, że ktoś ją ocali. Miejsce po nich długo pozostawało ciche, jak po rozmowie, która nie mogła się udać, ale musiała się wydarzyć, jak spotkanie, które też musiało się jednak zamknąć, bo są spotkania, które nie domykają się za pierwszym razem, nawet jeśli wydają się ostateczne. Dlatego spotkali się raz jeszcze.
Tym razem Mały Książę nie przyszedł pierwszy. Nauczył się już, że czekanie bywa formą władzy, a nie tylko czułości. Zaś Emma przyszła ciszej. Bez pośpiechu, bez tej nerwowej nadwyżki gestu. Jakby coś w niej się zużyło – albo właśnie oczyściło. Miejsce byłoby inne. Mniej symboliczne. Może ławka przy drodze. Może pokój z oknem, które nie obiecuje widoku. Bez alibi poezji. Tym razem on nie zapytał „dlaczego?”. Zrozumiał, że nie każde cierpienie chce być objaśnione. Ona nie mówiła o miłości, ani o niespełnieniu, ani o romansach, które miały zastąpić sens. Powiedziała tylko: – Czasem myślę, że nie pragnęłam za bardzo. Pragnęłam źle.
To był moment przełomu, bo Mały Książę – choć wciąż dziecko – pojął coś, czego nie uczy żadna planeta: że niewinność nie polega na braku pragnień, lecz na ich właściwym adresowaniu.
– Może nie trzeba było chcieć więcej – dodała Emma.
– Może wystarczyło chcieć prawdziwiej – odpowiedział on.
Tym razem między nimi nie było przepaści. Była różnica skali, ale już nie różnica sensu. Ona zobaczyła w nim nie naiwność, lecz odwagę prostoty. On w niej – nie zepsucie, lecz zmęczenie marzeniem. Gdy się rozchodzili – bo znowu musieli – nie było straty. Zostało coś cenniejszego niż spełnienie: korekta spojrzenia. Emma odchodziła wolniej. Mały Książę – cięższy, ale uważniejszy. Świat, który ich nie potrafił pomieścić razem, na chwilę stał się odrobinę bardziej zrozumiały.
Krzysztof Gołębiewski
Fot. https://www.facebook.com/photo.php?fbid=845371911884750&set=pb.100092358461789.-2207520000&type=3
Andrzej Walter
Trwanie w nicości
Coraz częściej wczytuję się w Czesława Miłosza. Stary mistrz może nas wiele nauczyć. Jego teksty, wiersze i publicystyka to nie jest łatwa lektura, ale jest zajmująca, ponadczasowa i wciąż do odkrywania. Smutnym jest fakt, że białe kruki w postaci wydania paryskiego z roku 1974 można za grosze kupić na jarmarku staroci. Wszyscy powoli stajemy się starociami i należy to sobie otwarcie powiedzieć.
To właśnie mi się udało. Kupiłem tom Czesława Miłosza „Gdzie wschodzi słońce i kędy zapada” wydane w Instytucie Literackim w Paryżu w roku 1974 z serii Biblioteki Kultury. Czytam te teksty oczom nie wierząc. Miłosz niemal opisuje nasz dzisiejszy świat. Nie są to wesołe refleksje.
Taki oto wiersz z tego tomu:
Kiedy mówiłem
Kiedy mówiłem prawdę, obraźliwe uśmiechy dziennikarskich szczurów
Przypuszczały mnie do konfidencji, że niby znamy się na tym.
I mogłem tylko latami przechowywać pogardę,
Świadomy, że im przypadnie ostateczny triumf,
Bo dostawali kolejno co chcieli:
Każdemu jemu należną porcję nicości.
Pogarda stała się dziś podstawową zasadą relacji społecznych pomiędzy skłóconymi plemionami wyznawców, a nicość (?), no z nicością trochę gorzej, gdyż wyznawcy w nicość nie wierzą, i nie wierzą, iż tkwią w nicości po same uszy. Nicość bowiem to między innymi zdobywanie po trupach celu samego w sobie i dla siebie bez poszanowania kosztów, bez litości dla bliźniego, bez empatii, co w konsekwencji do poczucia tejże nicości prowadzi, jaki ma bowiem posmak władza nad pogardzanym motłochem? Niejednoznaczne to dzisiaj, ale żywe.
Ta wyżej ukazana forma degrengolady społecznej podsycana przez: media, reklamy i świat komunikacji wkracza pewna siebie na salony literackie, albo ich szczątki. Prawdziwe salony odeszły wraz minionym wiekiem, a te, które dziś jako tako funkcjonują to właściwie enklawy uzurpacji bycia salonem z przywódcami z piekła rodem i uczestnikami wyznającymi przywołaną wcześniej pogardę: dla innych enklaw, dla innych salonów, dla kolegi poety i wszystkich rzeczy i środków, która jego jest.
Człowiek człowiekowi wilkiem, nic niby nowego, lecz skala niegodziwości urosła do niebotycznych wymiarów, podsycona naiwnością, głupotą i pozerstwem. Narcyz i jego klakierzy. To modelowy format grupek literackich. Uczestniczą w tym ci, którym nic nie przeszkadza, byle w tej cenie otrzymali możność odczytania własnego wiersza o jaskrawej treści do mikrofonu. Nie ważne gdzie, nie ważne z kim, nie ważne komu. Byle tylko „ja” było na wierzchu.
I na to też mistrz Miłosz ma receptę:
Przywołanie do porządku
Krzyczałbyś
Bo ludzkość jest szalona.
Ale komu jak komu, tobie nie wypada.
Z jakiego piasku
I błota i śluzu,
Z jakich zaciekłych drzazg
Ulepiłeś swój zamek przeciw próbie morza,
Już dotknięty falą.
Jaki chaos
Dostawał miarę odtąd – dotąd.
Jaki abyssus
Był widziany i przemilczany.
Jaki strach.
Przy tym czym jesteś.
Ukazuje się
Ale nie to.
Nazywa się,
Bezimienne zostaje.
Dokonuje się,
A niezaczęte.
Zliże twój zamek
Żałobne morze
Koloru wina,
Dumę uśmierzy.
Jednak umiałeś
Z niczego prawie.
Nie rzecz rozumu
Ani cnoty.
Jak więc potępisz
Nierozum innych.
Każdy niech sobie zinterpretuje ów wiersz na sobie wiadomy sposób. Abyssus to łacińskie słowo oznaczające przepaść, otchłań lub piekło, wywodzące się z greckiego ábyssos („bezdenny”). Jest to również nazwa ekstremalnego rollercoastera w Energylandii (strefa Aqualantis), otwartego w 2021 roku, który rozpędza się do 100 km/h.
Zatem przepaść i otchłań (czyli i nicość w jakiś sposób) to dziś ekstremalny rollercoster. Miłosz by tego nie wymyślił. Czas podły oto mamy, czas jarmarku i hucpy, jasełek, i głęboki, szeroki czas pogardy i poniżania, czas samostanowienia cokolwiek ma to dziś znaczyć. Poezję wyrzuca się na jarmarki. Może ktoś kupi zamiast papieru toaletowego. Tak właśnie upada ludzkość.
A co się z tego wyłoni? Nicość. Wyłoni się nicość, w której już trwamy, nicość, w której się urządziliśmy i w którą bezmyślnie uwierzyliśmy podążając za tym i owym upadłym autorytetem bądź karykaturą owego.
Nikogo już nie zajmie gdzie wschodzi słońce i kędy zapada, bo już wiemy, że wschodzi w Chinach, a zapada, gdzie zapada. Może również w Chinach. Może i ty zostaniesz Chińczykiem.
A na koniec, mistrz Czesław Miłosz:
O Aniołach
Odjęto wam szaty białe,
Skrzydła i nawet istnienie,
Ja jednak wierzę wam,
Wysłańcy.
Tam, gdzie na lewą stronę odwrócony świat,
Ciężka tkanina haftowana w gwiazdy i zwierzęta,
Spacerujecie oglądając prawdomówne ściegi.
Krótki wasz postój tutaj,
Chyba o czasie jutrzennym, jeżeli niebo jest czyste,
W melodii powtarzanej przez ptaka,
Albo w zapachu jabłek pod wieczór,
Kiedy światło zaczaruje sady.
Mówią, że ktoś was wymyślił
Ale nie przekonuje mnie to.
Bo ludzie wymyślili także samych siebie.
Głos – ten jest chyba dowodem,
Bo przynależy do istot niewątpliwie jasnych,
Lekkich, skrzydlatych (dlaczego by nie),
Przepasanych błyskawicą.
Słyszałem ten głos nieraz we śnie
I, co dziwniejsze, rozumiałem mniej więcej
Nakaz albo wezwanie w nadziemskim języku:
Zaraz dzień
Jeszcze jeden
Zrób co możesz.
Andrzej Walter
Wojewódzka Biblioteka Publiczna im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Łodzi zaprasza
Nagrody Złoty Ekslibris 2026
W roku 2026 roku odbędzie się już 34. edycja Nagrody Złoty Ekslibris Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej im. Marszałka Józefa Piłsudskiego w Łodzi.
To wyróżnienie przyznawane jest za publikacje o tematyce regionalnej, które mają szczególne znaczenie dla promocji i dokumentowania dziedzictwa kulturowego Łodzi i regionu łódzkiego.
Biblioteka zaprasza autorów, wydawców i czytelników do zgłaszania publikacji wydanych w 2025 roku. Przy ocenie zgłoszonych pozycji Jury weźmie pod uwagę zarówno poziom merytoryczny, jak i walory edytorskie prac.
Nagroda przyznawana jest w pięciu kategoriach: Najlepsza Książka o Łodzi, Najlepsza Książka o Ziemi Łódzkiej, Najlepsze Wydawnictwo Albumowe o Łodzi, Najlepsze Wydawnictwo Albumowe o Ziemi Łódzkiej, Najlepsza Powieść o Łodzi i Ziemi Łódzkiej.
Zgłoszenia przyjmowane będą do dnia 31 marca 2026 r.
Zgłoszenia można złożyć w sekretariacie Wojewódzkiej Biblioteki Publicznej w godz. 8.00-15.00 (poniedziałek – piątek), przesłać na adres Biblioteki (90-508 Łódź, ul. Gdańska 100/102) z dopiskiem „Złoty Ekslibris”, lub przesyłać pocztą elektroniczną na adres Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript..
Regulamin Nagrody zamieszczony jest na stronie wbp.lodz.pl w zakładce „Oferta” (https://nowa.wbp.lodz.pl/oferta/zloty-ekslibris/).
Link do zapowiedzi głosowej:
Szczegółowych informacji o zgłoszeniach udziela Dział Informacji Naukowej, Regionaliów i Bibliografii WBP w Łodzi (Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. / 42 663 03 23).
Eugeniusz Kurzawa
Andrzej K. Waśkiewicz w dwóch tomach
Ukazały się wreszcie, 13 lat po śmierci autora, „Poezje zebrane” Andrzeja K. Waśkiewicza. Fakt, wielu wybitnych twórców dłużej czekało na wydanie swoich dzieł zebranych. Poza tym Waśkiewicz – wbrew temu, iż znani poeci często trafiają do pisarskiego czyśćca – był i jest przez cały czas obecny wśród czytelników. Złożył się na tę obecność druk kilku pozycji, które ukazywały się średnio co dwa lata od momentu jego odejścia w 2012 r. Wyliczmy. Wspomnienia: „Andrzej K. Waśkiewicz. Miejsca opuszczone” (Toruń 2012) i „Andrzej K. Waśkiewicz - miejsca odwiedzane” (Warszawa 2014) oraz „Andrzej” (Gdańsk 2017), dwie pozycje krytycznoliterackie: „Lubuskie środowisko literackie. Szkice z lat 1962-2012” (Zielona Góra 2014) oraz „O literaturze lubuskiej (szkice, recenzje i inne teksty” (Zielona Góra 2016), prace okołoliterackie: „Jedzenie jest niezdrowe. Ale przyjemne” (Ochla 2016 i 2017), „Relacje: Warszawa - Zielona Góra, Gdańsk” (Warszawa - Gdańsk 2018), czyli listy A. Waśkiewicza i Jerzego Leszina Koperskiego, „Dedykacje (dla Andrzeja K. Waśkiewicza)” (Gdańsk 2023). Ponadto podpórką pamięci o nim jest przyznawana rokrocznie w Zielonej Górze Nagroda Literacka im. Andrzeja K. Waśkiewicza, a także odbywające się w Wilkanowie pod Zieloną Górą w latach 2012-2016 „Andrzejki Waśkiewiczowskie”. Można zdecydowanie stwierdzić, że AKW nie został pośmiertnie zapomniany.
Z końcem 2025 roku czytelnicy doczekali się dwutomowego zbioru poezji przygotowanego przez prof. Mariana Kisiela z jego wstępem i w opracowaniu krytycznym. To cały dorobek poetycki Andrzeja K. Waśkiewicza. Bardzo ważna pozycja dla literatury polskiej. Nie mogę się jednak zgodzić z proponowaną przez M. Kisiela (we wstępie do tegoż dzieła) sugestią, iż „Na wyobraźnię poetycką Waśkiewicza wpływ miały dwie ideologie: »czarna« i »czerwona«. Pierwszej (faszyzmu) doświadczył jako dziecko. (…) Druga ideologia (komunizm), poznawana przez półwiecze, objawiła mu się jako wielka parada. Dwojakość przeżyć uzmysłowiła poecie, że zarówno jemu samemu, jak i jego generacji przypadł w udziale los niezwyczajny: »zawsze między«; »między odmową a udziałem / między / jawą i snem”. Uważam, iż propozycja takiej alternatywy jest uproszczeniem i ograniczaniem poetyckiego uniwersum Andrzeja Waśkiewicza. Nie wyobrażam sobie, żeby zgodził się zamknąć się w tego rodzaju poetyckiej klatce.
Poza tym – jeśli już na siłę uwzględniać ideologie - prof. Kisiel zupełnie nie bierze pod uwagę w swych rozważaniach, że od zmian ustrojowych, powiedzmy w roku 1989, do śmierci AKW upłynęły kolejne 23 lata. Szmat czasu. Dlaczego nie patrzeć na twórczość Waśkiewicza z perspektywy tychże dat i lat jakże istotnych dla kraju? Wprowadzono wtedy bocznymi drzwiami kapitalizm, a konsekwencje tego kroku dla twórców, dla literatury okazały się niewyobrażalne. Ukazały się w literackiej prasie i poza nią różnego rodzaju wypowiedzi Waśkiewicza o „wolnym rynku”, chociażby szkic o rynku książki wygłoszony podczas jednego ze Zjazdów ZLP. Jednakże redaktor „Poezji zebranych” nie uwzględnia tego rodzaju (kapitalistycznych) doświadczeń granicznych Waśkiewicza. Nie mam miejsca na szersze rozważania w tej materii więc tylko przy tej niezgodzie pozostanę.
Oba tomy AKW są istotne dla poezji polskiej, ale też bardzo ważne dla lubuskiego środowiska literackiego, z którego Waśkiewicz się wywodził, ponieważ po raz pierwszy w historii literatury na Środkowym Nadodrzu ukazały się dzieła zebrane. Żaden z wielu autorów, który tworzyli na tym obszarze po II wojnie światowej, nie doczekał się tego rodzaju summy! Pierwszy z tomów „Poezji zebranych” jest w zasadzie niemal „lubuski”. Redaktor wydania zbudował bowiem obie księgi zgodnie z chronologią ukazywania się poszczególnych zbiorów wierszy. Waśkiewicz debiutował w 1963 r. arkuszem „Wstępowanie” wydanym przez Lubuskie Towarzystwo Kultury. Potem notujemy: „Strefę pamięci” (1965), „Dziedzictwo” (1966), „Przestrzeń po człowieku” (1967), „Próbę uzasadnienia” (1970), „Zapis z nieobecności” (1971), „Tożsamość” (1973) i „Bezsenną jawę” (1977). A zatem do dnia wyjazdu z Zielonej Góry we wrześniu 1979 r. napisał na Ziemiach Odzyskanych aż osiem zbiorów wierszy. Jeszcze wydał muzealny tomik „W granicach doświadczenia” (1994) oraz „Horyzont zdarzeń” (1999). I ten dorobek stanowi prawie połowę „Poezji zebranych”. Utwory składające się na tom drugi powstały w umownym „okresie gdańskim”.
Dzieło jest imponujące, gdyż oprócz drukowanych wierszy kryje się w nim (i za nim) także interesująca konstrukcja teoretyczna (formulizm), a w wielu wstępach i posłowiach do tomików (publikowanych w opracowaniu obu ksiąg) odczytujemy filozofię budowaną przez poetę na użytek własnej twórczości. Podczas zielonogórskiej promocji „Poezji” w Bibliotece Norwida (wcześniej była promocja w Gdańsku) prowadząca prof. Małgorzata Mikołajczak, jak też prof. Marian Kisiel wielokrotnie odnosili się do zawartych w wierszach AKW intrygujących przesłań, tropów, odnośników, co wywołało interesującą dyskusję wskazującą, iż utwory poety są nadal żywe i odbierane w różnych interpretacjach.
Jako puentę do wierszy zebranych pozwolę sobie na cytat z posłowia L. Żulińskiego do zbioru „Horyzont zdarzeń” (1999): „Poezja Waśkiewicza jest wspaniałym i wielkim metafizyczno-ontologicznym traktatem, jest wizją całości istnienia i w tej mierze ma obecnie niewiele równych sobie konkurentek wśród liryki”. I w takim ujęciu chciałbym widzieć twórczość Andrzeja.
Eugeniusz Kurzawa
_________________
Andrzej K. Waśkiewicz, „Poezje zebrane”. Marian Kisiel (red.). Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna w Gdańsku, Fundacja Światło Literatury, Gdańsk 2025.















































































































































































































































































































