Nowości książkowe

 

Plakat

Andrzej Dębkowski 

 

Złoto, które boli – Czerń, która świeci

 

Są książki poetyckie, które się czyta. Są takie, które się podziwia. I są wreszcie takie, które się przeżywa – jak długą, bezsenną noc, w której człowiek nie wie, czy bardziej marznie, czy płonie. „Złocisz się w czerni” Juliusza Wątroby należy właśnie do tej trzeciej kategorii. To nie jest zbiór wierszy do „odbębnienia”, do odhaczenia na półce z nowościami. To księga czekania. Księga niespełnienia. Księga miłości, która nie chce się wydarzyć, a jednak wydarza się w całej swojej intensywności – tyle że poza dotykiem.

Wątroba, poeta i wybitny tekściarz, od lat oswojony z rytmem, z frazą, z melodią języka, w tym tomie idzie o krok dalej. Jego wersy nie tylko brzmią – one pulsują. Czasem jak gejzer krwi „rozrywający serce”, czasem jak „szara kropla”, w której odbija się kosmos kolorów. Operuje językiem prostym, lecz nie banalnym; zmysłowym, lecz nie dosłownym; metaforycznym, lecz nie wydumanym. To poezja, która nie potrzebuje hermetycznych kluczy. Ona chce być dotknięta.

Centralnym doświadczeniem tomu jest czekanie. Czekanie jako stan egzystencjalny, nie jako chwilowa niedogodność. „Czekam / Wybiegłem przed ciebie myślami / Nie przyszłaś” – w tych kilku słowach mieści się dramat współczesnego człowieka: wyprzedzamy rzeczywistość pragnieniem, a ona nie nadąża. U Wątroby czekanie nie jest jednak bierne. Ono tworzy. Z tęsknoty rodzi się wizja, z nieobecności – niemal namacalna obecność. Ukochana „jest z czekania i z mych tęsknot”, „gości na niby naprawdę”, istnieje w paradoksie: „choć cię nie ma przy mnie to wciąż jesteś”.

Ta poezja operuje napięciem między złotem a czernią – motywem, który staje się nie tylko metaforą relacji dwojga ludzi, lecz także metafizycznym znakiem kondycji ludzkiej. Złoto to światło, obietnica, spełnienie, ciepło października, który „zakochał się w czerni”. Czerń to tajemnica, dystans, niepoznawalność, może nawet chłód obojętności. Ale u Wątroby czerń nie jest negacją światła. Ona je wydobywa. „Świeć mi dalej niedostępnym złotem zanurzonym w czerni” – to prośba, by niespełnienie nie przestawało być źródłem blasku.

W tradycji lirycznej motyw nieosiągalnej ukochanej ma długą historię – od Petrarki po romantyków. Wątroba wpisuje się w tę linię, ale nie czyni tego przez stylizację czy intertekstualne gry. Jego język jest współczesny, momentami niemal potoczny, a jednak niesie w sobie ton wysokiej pieśni. To ciekawa synteza: poeta tekściarz, który zna siłę refrenu, powtórzenia, rytmicznego powrotu frazy. „Do kochania… Do kochania…” – powtarza, jakby chciał zakląć rzeczywistość. Powtórzenie staje się tu nie ozdobą, lecz aktem wiary.

Warto zatrzymać się przy obrazie kosmicznym, który w tomie powraca jak cicha obsesja. „Może jesteś gdzieś w Drodze Mlecznej tak daleko…” – zaczyna jeden z wierszy. Miłość zostaje wyniesiona poza ziemski wymiar, wpisana w porządek galaktyk. To już nie tylko relacja dwojga ludzi, lecz niemal ontologiczne przeznaczenie: „jeśli jesteś gdzieś w Drodze Mlecznej / a ja dla ciebie na ziemi / to się spotkamy – to pewne – twarzą w twarz / sercem w serce”. Ta pewność nie wynika z faktów. Wynika z potrzeby sensu. Z przekonania, że wszechświat nie może być aż tak obojętny.

Jednocześnie tom nie ucieka od bólu. Jest w nim świadomość asymetrii: „Zjawiłem się na zawsze ty tylko na chwilę”. To jedno z najbardziej przejmujących wyznań w całym zbiorze. Miłość nie jest tu idyllą, lecz nierównowagą. Jedno kocha „za twe niekochanie”, drugie pozostaje w dystansie. A jednak poeta nie popada w gorycz. Nie oskarża. Raczej kontempluje własne uczucie, jakby chciał je zrozumieć do końca, nawet jeśli ma ono prowadzić do „niegasnącego bólu”.

Wątroba ma niezwykłą zdolność nadawania metafizycznego wymiaru rzeczom najprostszym. „Życie / to puchar przechodni / przekazywany z rąk do rąk / z serca do serca / po wygranych zawodach o miłość”. W kilku wersach zamyka filozofię istnienia: życie nie jest własnością, lecz przekazem. Nagrodą w zawodach, które nigdy nie są do końca wygrane. Miłość staje się tu jedyną prawdziwą konkurencją, jedynym sensem rywalizacji, jedyną stawką.

Ta poezja jest głęboko zmysłowa. Ciało nie jest w niej wulgarne ani ornamentalne – jest cudem. „Rannej rosie moich pragnień siąść na wargach” – to obraz, który łączy delikatność z erotycznym napięciem. Dotyk wywołuje „gęsią skórkę”, spojrzenia rodzą „tęcze”, kroki sprawiają, że „wyrastają słońc kaczeńce”. Świat reaguje na obecność ukochanej jak instrument na dotknięcie dłoni. Natura zostaje wciągnięta w orbitę uczucia.

W szerszym kontekście współczesnej poezji, często ironicznej, zdystansowanej, chłodnej, tom Wątroby jest aktem odwagi. To poezja bez cynizmu. Bez mrugania okiem do czytelnika. Bez zabezpieczającej warstwy autoironii. Autor ryzykuje patos – i wychodzi z tego zwycięsko, bo jego patos jest szczery. Nie jest deklaracją, lecz doświadczeniem. W świecie, który boi się wielkich słów, on mówi „kocham” bez zastrzeżeń.

„Złocisz się w czerni” to także opowieść o wyobraźni. Ukochana „najpierw zeszła z obrazu”. Sztuka poprzedza życie. Wizja rodzi rzeczywistość. Wątroba zdaje się mówić: kochamy nie tylko człowieka, lecz także jego wyobrażenie. I może właśnie w tej przestrzeni – między tym, co realne, a tym, co wymarzone – rodzi się najintensywniejsze uczucie.

Czy ta miłość się spełni? Tom nie daje jednoznacznej odpowiedzi. Może spełnienie nie jest tu najważniejsze. Może ważniejsze jest samo „rozpalanie się codziennie nieobecnością”, wiara, że „zanim zgasnę zdążę rozbłysnąć”. Wątroba zdaje się sugerować, że miłość nie jest stanem posiadania, lecz stanem bycia w drodze – ku drugiemu, ku sobie, ku światłu.

Czytając ten tom, ma się wrażenie obcowania z kimś, kto nie boi się własnej wrażliwości. Kto pozwala sobie na bezbronność. A w czasach, gdy maski stały się codziennością, taka bezbronność jest czymś bezcennym.

„Złocisz się w czerni” to książka o miłości niemożliwej, a jednak koniecznej. O pragnieniu, które boli, ale nadaje sens. O złocie, które nie przestaje świecić nawet wtedy, gdy zanurzone jest w najgłębszej czerni. To poezja, która przypomina, że nawet jeśli „nie do życia, nie do śmierci” – to zawsze „do kochania”.

I może właśnie dlatego zostaje z czytelnikiem na dłużej. Jak odcisk papilarny w sercu. Jak światło widziane przez zamknięte powieki. Jak obietnica spotkania – twarzą w twarz, sercem w serce.

Andrzej Dębkowski

 

_____________

Juliusz Wątroba, Złocisz się w czerni. Obrazy: Magdalena Kapela. Redakcja: Mirosław Siemiński. Fotografia autora: Dawid Świńczyk. Korekta: Barbara Siemińska. Współpraca: Bożena Krzempek, Joanna Sosna. Wydawnictwo B63, Chybie 2025, s. 172.