Nowości książkowe

 

Plakat

Andrzej Walter 

 

Judym i wiersze 

 

Jeśli chcecie zobaczyć jak wygląda rozdarta sosna współczesnej polskiej poezji w wersji dzisiejszego Doktora Judyma sięgnijcie po tom Waldemara Hładkiego „Wyczerpane słowa” wydanego u schyłku minionego roku 2025 przez Unię Polskich Pisarzy Lekarzy w Krakowie. Tom jest właściwie wierszowanym dziennikiem utytułowanego medyka, który już od jakiegoś czasu niezwykle sprawnie posługuje się słowami, snując swoją katastroficzną wizję poezji, w której odnajdujemy mało nadziei, ale wiele prawdy. To prawda niesfornego życia, przemijania i bolesnej samotności, napisana bardzo dobrze, lapidarnie i napisana niezwykle zajmująco, prowokując czytelnika do wielu refleksji, a ubogacając to dekadenckimi grafikami wygenerowanymi przez Krzysztofa Kozłowskiego przy użyciu programu sztucznej inteligencji Dream by Wembo.ai

Słowo i obraz dopełniają się niezwykle mocno. Obrazy te, mnie osobiście, kojarzą się z malarstwem Zdzisława Beksińskiego, który sam nie uważał się za surrealistę, ale tego typu wizje nam przecież przedstawiał. To malarstwo figuratywne nasączone właśnie: śmiercią, przemijaniem, rozkładem i apokalipsą, jednym słowem stanami, które niemal przed nami, na wyciągnięcie ręki, a przynajmniej nas się nimi dziś straszy. I taki jest też ten tom. Kiedy się z nim zapoznałem powiedziałem sam do siebie, to nie może być prawda, jest przecież jakaś nadzieja, ale w tym tomie znaleźć jej nie potrafiłem. Pobudził mnie jednak ten tom do swoistego rodzaju myślenia. Te wizje, te obrazy, te zapiski, szkice, oszczędne w słowach mgnienia.

Waldemar Hładki zabiera nas niejako do bram piekieł, gdzie możemy – jak u Dantego – przeczytać napis: „Porzućcie wszelką nadzieję, wy, którzy tu wchodzicie”.

Lasciate ogne speranza, voi ch'intrate – słynny napis umieszczony nad bramą Piekła w Boskiej Komedii Dantego Alighieri. Cytat ten, pochodzący z Pieśni III, oznacza brak ratunku, ostateczność potępienia i konieczność poddania się wiecznemu cierpieniu przez wchodzących do piekielnych czeluści.

Hładki jednak nie wierzy ani w niebo, ani w piekło. Wierzy w słowo. Słowo, co pali ogniem piekielnym, albo żarem sumienia. Zapytacie skąd sumienia? Ano właśnie. Warto się też przy tej okazji zapytać też i to dość wnikliwie kim jest sam profesor Waldemar Hładki, bo cóż to znaczy być profesorem medycyny piszącym wiersze?

I owszem – dzieją się w naturze takie... cuda.

No nieźle, rozpocząłem chyba zbyt wiele wątków. Żeromszczyzna, Beksiński, Hładki i  apokalipsa, a na domiar nieszczęść Boska Komedia, ale to tak właśnie ma być (u Hładkiego), tak należy rozpoznawać naszego bohatera – Autora, Waldemara Hładkiego, jako postać: wielowątkową, nie do końca wyjaśnialną, niepojętą wręcz, nierozpoznawalną i nieodgadnioną. Aleksiej Nawalny polskiej poezji. Dlatego też pierwsze skojarzenia z Judymem – bohaterem samotnym, rozdartym wewnętrznie, lecz społecznikiem i tytanem działania – taki jest wypisz wymaluj profesor Waldemar Hładki – lekarz, naukowiec, poeta, podróżnik, muzyk, szef i wiceszef dwóch poważnych pisarskich organizacji – jednej lekarskiej, drugiej li tylko literackiej... i jak się okazuje dobry poeta, który koncentruje naszą uwagę na mądrze zapisanym słowie – na słowie świadectwie naszych czasów, słowie zamienionym w poezję współczesną i to niezłą poezję, która zadaje wiele pytań, snuje wiele wizji, dotyka ran, tajemnic, nieskończoności i własnej niewiary w wiarę, finalnie przynosząc nam beznadzieję nadziei. O tak, ten poeta też chce być kochany, ale nadzieja, właśnie ta nieszczęsna nadzieja, jak zawsze umiera ostatnia.

 

Kochaj mnie

 

Kochaj mnie bez lęku

o mój ból, trudniejszy oddech

i krok nagle niepewny.

Kochaj bez strachu

w chwilach zwątpienia.

W czerniejących myślach

o kruchej nadziei.

Kochaj bez warunków wstępnych

za okaleczone życie.

 

I takie są te wiersze. Ładne, ale bez nadziei. Przynajmniej ja w nich nadziei nie wyczytałem, bo jeśli ona jest to pozorna, ulotna i jako projekcja naszych potrzeb, tak dobrze przez medyków... ponoć rozpoznanych.

Genialnie ujął to autor przedmowy – mistrz słowa publicystycznego Andrzej Dębkowski, który tak podsumował Waldemara Hładkiego (we wstępie do niniejszego tomu):

W „Wyczerpanych słowach” mamy do czynienia z poezją skrajnie osobistą, a przy tym komunikatywną. Hładki nie ukrywa się za metaforą ani nie ucieka w język ezoteryczny; jego obrazy są proste, często dotykalne, zmysłowe. Ale właśnie ta prostota czyni je przejmującymi. To poezja, która nie szuka fajerwerków, lecz prawdy – prawdy o słabości, starzeniu się, samotności, utracie, ale też o chwilach, które pozostają nieusuwalne, zapach bzu, smak czerwonego wina, dotyk ciepłego piasku, szelest liści.

Możemy tu dodać, że ten tom niczego nie udaje, jest sklecony z czystej i surowej autentyczności autora i jego rozterek. Uderza szczerość i otwartość. Poraża naga prawda o naszym życiu i losie. Bo jest tu takie dyskretne łącze, że prawda autora jest i naszą prawdą, co kieruje wsobność tej poezji ku pełnemu uniwersalizmowi przesłania. Nie każdemu poecie się to udaje. Nie wszystkie wiersze na świecie utrzymują ten poziom panowania nad słowem i emocją.

Waldemarowi Hładkiemu się to udało. „Wyczerpane słowa” to katastroficzna wizja naszego człowieczeństwa banalności końca przeciwstawiająca wiarę w piękno i w sztukę. Ja, jako człowiek podążający silniej za argumentacją Pascalowską niż kartezjańskim racjonalizmem Hładkiego absolutnie się z tym tomem nie zgadzam, ale narzucił on jednak na mnie swój dyskretny urok słowny. Jego lektura była mi potrzebna, choćby i po to, aby nas rozróżnić, aby sobie samem własną wiarę uświadomić na tle innej hipotetycznej niewiary (choćby i współczesnego świata) i apokalipsy czy choćby samej rozpaczy, która być może też i tam wiedzie.

W każdym razie i ostatecznie moja niezgoda owocuje myśleniem, formą samoświadomości, a przecież i o to też w poezji chodzi, rozbudzić, pobudzić, sprowokować. Pascalowskie założenie, że racjonalny rozum jest niewystarczający do poznania Boga i osiągnięcia prawdziwego szczęścia okazuje się tutaj bardzo użyteczne w obliczu fundamentalnych dylematów egzystencjalnych. Odchodzimy tutaj jednakowoż od tomu poezji i postaci autora – Waldemara Hładkiego.

Wyczerpane słowa zafascynowały mnie na wielu płaszczyznach. To tom słowny i wizualny. Opowieść i obraz. Autor jest postacią wyjątkową, dla mnie pełną charyzmy, determinacji i aktywności, ale wyczuwam drugie dno tych atrybutów, jednym słowem cenę jaką się za to płaci. Reszta wyrażona jest w poezji.

W moim ogrodzie / zamiast kwiatów / wyrastają kamienie” (…) „bez wody życia / usycha ciche marzenie” (...) „lękam się zejść do ciebie / by nie potknąć się o obojętność” (...) „nasza obiecana nieskończoność / jest skończona” (...) „to wszystko przeminie – i ja przeminę”

Ale to nie wszystko. Ten tom na swój sposób jest nieuchwytny. Nadzieję znajdujemy tam, gdzie jej nie ma, albo tam, gdzie ona się kończy, jeśli tylko jest w nas. A jest ona naturalną cechą wpisaną jakby w nasze geny działania. To zresztą udowadnia sam autor swoim całym życiem żyjąc w zasadzie dla innych. Jako prezes Unii Polskich Pisarzy Lekarzy – stowarzyszeniu działającemu „jak w zegarku”, jako wiceprezes Związku Literatów Polskich – organizacji ponad stuletniej, która natrafiła w swojej egzystencji na pola gór lodowych, zaniku czytelnictwa i upadku roli społecznej literata jako misjonarza, wreszcie jako profesor medycyny, ale i praktykujący lekarz, tej starej daty spod znaku poświęcenia dla innych, a nie jak lekarze nam współcześni o zaniku empatii wprost proporcjonalnej do stanu ich kont. Aż w końcu jako człowiek w świecie rozpadu więzi, w świecie alienacji, w świecie samotności.

Polecam wam „Wyczerpane słowa”. Zapewne odkryjecie w nich swoje przemyślenia. Może więcej wiary, nadziei i miłości, ale jeśli nie, to... porzućcie wszelką nadzieję.

Choć jestem pewien, że poezja przetrwa i tak. Odrodzi się zawsze, gdyż człowiek jej po prostu potrzebuje do wyrażania... wielu, wielu spraw, których nie da się inaczej wyrazić, tak jak potrzebuje się pożywienia i snu. Śnijmy zatem bez końca. Wszystko jest... poezją, w świecie gdzie nic nie jest z poezji.

Andrzej Walter

_____________________

Waldemar Andrzej Hładki, Wyczerpane słowa. Wiersze. Trzydzieści pięć wierszy na moje trzydziestopięciolecie w Unii Polskich Pisarzy Lekarzy. Słowo wstępne: Andrzej Dębkowski. Opracowanie redakcyjne, projekt okładki i korekta: Waldemar Andrzej Hładki. Ilustracje: Krzysztof Kozłowski – przy użyciu programu sztucznej inteligencji Dream by Wembo.ai. Wydawca: Unia Polskich Pisarzy Lekarzy, Kraków 2025, s. 80.